Reklama

Reklama

Siatkarki muszą wyglądać

Reprezentacyjne siatkarki, które przygotowują się w Szczyrku do igrzysk olimpijskich w Pekinie, mimo ciężkich treningów znajdują czas na drobne przyjemności. Panie chętnie chodzą do fryzjera lub kosmetyczki.

Reprezentacyjne siatkarki, które przygotowują  się w Szczyrku do igrzysk olimpijskich w Pekinie, mimo ciężkich  treningów znajdują czas na drobne przyjemności. Panie chętnie  chodzą do fryzjera lub kosmetyczki.

Małgorzata Glinka, pytana, jak "złotka" spędzają czas poza treningiem, odpowiedziała: "rehabilitujemy się, chodzimy na basen, do fryzjera, kosmetyczki, na spacery, na kawę".

- To niezbędna rzecz, żeby jakoś wyglądać, bo bardzo ciężko trenujemy. Oprócz formy wymaga się jeszcze jakiegoś wyglądu. Dlatego staramy się chodzić do fryzjera. To przyjemność. Jesteśmy kobietami i każda musi znaleźć czas na kosmetyczkę czy manicurzystkę - mówiła Maria Liktoras. Zapytana, czy trener Marco Bonitta rozumie te potrzeby, odparła, że siatkarki "jakoś nie pytają go o zdanie w tych kwestiach".

Reklama

Anna Barańska przyznaje, że po treningach zawodniczki odpoczywają głównie w pokojach hotelu COS. - Czasem wyjdziemy na kawę czy lody. Tak naprawdę głównie jednak siedzimy w hotelu. Wiadomo po co tu jesteśmy i jaki jest nasz cel - wyjaśniła.

Treningi są ciężkie. Anna Podolec potwierdza, ale dodaje zaraz, że "to takie fajne zmęczenie, bo wiadomo, że solidnie pracowała".

Zbliża się dzień ogłoszenia nominacji na Pekin. Z 14 zawodniczek, które trenują w Szczyrku na igrzyska pojedzie 12. Siatkarki zapewniają, że stres z tego powodu nie jest przesadnie duży, choć, gdy pada takie pytanie, wzdychają. Maria Liktoras ma świadomość, że na zgrupowaniu są cztery środkowe bloku. Do Pekinu pojadą trzy. - Cała czwórka ma swoje za i przeciw. Dla mnie jest zagadką, która z nas zostanie. Nie rozmawiamy o tym. To nie zależy do końca od nas - powiedziała.

Momentu ogłoszenia olimpijskiego składu nieco obawia się Anna Barańska. - Dwie z nas odpadną. Będzie żal, smutek i rozgoryczenie. W końcu nie tylko w tym roku pracujemy na igrzyska, ale od początku kariery. Decyzja należy do trenera Bonitty i musimy się z nią pogodzić. Tym dwóm, które nie pojadą, nie będzie jednak łatwo - powiedziała.

Olimpijskiego paszportu raczej może być pewna Anna Podolec. Zawodniczka woli jednak "dmuchać na zimne". - Stres jest, bo to igrzyska. Każda chce to przeżyć, a wiadomo, że z 14 pojedzie nas 12. Nikt nie może być pewny do końca, bo nawet pewniakowi może się przytrafić kontuzja - mówiła.

Takich dylematów nie ma rozgrywająca Katarzyna Skorupa. Na zgrupowaniu obok niej jest także Milena Sadurek, która również gra na tej pozycji. Do Pekinu pojadą obie.

Najmilej okres przygotowawczy zapamięta z całą pewnością Katarzyna Gajgał, na co dzień zawodniczka bielskiego Aluprof Bielsko-Biała. Gdy tylko trener Marco Bonitta zezwoli, Kasia jedzie do pobliskiego Bielska-Białej, gdzie czeka na nią półtoraroczny synek Filip. Maluch, pod opieką babci, odwiedza także mamę na zgrupowaniu w Szczyrku. W czwartek Gajgał wykorzystała czas, który trener przeznaczył na spotkanie z dziennikarzami i poszła z Filipem na spacer. Po powrocie wspólnie zagrali w piłkę. Mama bardzo by chciała, żeby jej syn w przyszłości uprawiał sport, a maluchowi najwyraźniej piłka nie przeszkadza.

Anna Barańska zameldowała się w Szczyrku w poniedziałek. Jak mówi, odpoczęła psychicznie w ostatnich dniach i trochę także fizycznie. Miniony weekend spędziła na zwiedzaniu Krakowa. - Jeszcze może ze dwa miasta mi zostały, żeby zobaczyć co się w nich dzieje w wakacje. W Warszawie nie byłam i na Pomorzu - powiedziała.

Nasz panie obawiają się nieco kuchni chińskiej. Anna Barańska nie ukrywa, że za nią nie przepada i byłaby zadowolona, gdyby serwowano dania europejskie. - Nie lubię chińskiej kuchni. Z krajów azjatyckich przyjeżdżam zawsze 2, 3 kilo szczuplejsza. Trzeba się będzie zaopatrzyć jeszcze w Polsce w "gorące kubki", kisiele, czy zupki chińskie, by przeżyć - mówiła z uśmiechem.

Katarzyna Biel wspominała z kolei turniej na Tajwanie, gdzie jedzenie było fatalne. Siatkarka najczęściej jadła tam makaron z keczupem. Ma nadzieję, że na Igrzyskach będzie lepiej. Jeśli nie, to znów pozostanie jej makaron z keczupem.

Nasz "złotka" mają świadomość jednego, że na zwiedzanie Kraju Środka nie będą miały czasu. - Poza wioskę olimpijską pewnie nie wyjdziemy. W końcu nie jedziemy na wycieczkę - powiedziała Maria Liktoras.

Nasze siatkarki deklarują też, że po niesnaskach w zespole nie ma już nawet wspomnienia. - Nie martwcie się. Wszystko jest ok - mówiła Małgorzata Glinka.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL