Reklama

Reklama

Sensacja w ćwierćfinale MŚ! Rosja pokonała Kanadę

Słabo do tej pory spisująca się na hokejowych MŚ na Słowacji Rosja niespodziewanie pokonała Kanadę 2-1 w meczu ćwierćfinałowym.

Reklama

Kanadyjczycy mogą sobie pluć w brodę, bo prezentowali się świetnie, ale przez moment słabości w III tercji przegrali i odpadli z turnieju, choć byli największym obok Czechów faworytem do zdobycia złotego medalu.

- Sam nie wiem, jak mogliśmy przegrać ten mecz. Przecież chłopaki zagrali niemal doskonale. Znakomicie grali forecheckingiem, zamykali Rosjan w ich tercji, oddaliśmy dwa razy więcej strzałów i przegrywamy 1-2 - kręcił głową trener Kanady Ken Hitchcock. - Zawiodła nas skuteczność, strzeliliśmy po prostu za mało goli. Nie wyszły nam przewagi. Grając w nich sialiśmy za mało zniszczenia w obronie Rosjan.

Choć pierwsza tercja była bezbramkowa, działo się w niej więcej, niż we wszystkich wcześniejszych ćwierćfinałach razem wziętych. Rosjanie zmienili styl, nie stawiali na szybkość i technikę, tylko chcieli pokazać, że są lepsi od Kanady w jej koronnym argumencie hokejowym - grze ciałem. Fjodor Tjutin i Witalij Atjuszow ze wściekłością próbowali wgnieść w bandy największych twardzieli w ekipie "Klonowego Liścia" na czele z Rickiem Nashem i Calem Clutterbuckiem.

O ile hokeiści Kanady być może częściej padali na lód po zderzeniach z Rosjanami, o tyle argumenty hokejowe były po ich stronie. Dzięki znakomitej jeździe na łyżwach i doskonałej technice władania kijem potrafili zamykać "Sborną" w jej tercji obronnej i ciągle niepokoić Konstanita Barulina.

Tylko do 30. minuty przewaga w strzałach Kanadyjczyków była miażdżąca: 25-11. Ekipie Kena Hitchocka nie przeszkadzało, że miała prawo się czuć, jakby grała na wyjeździe. 70 procent widzów w Orange Arenie, to byli Rosjanie domagający się ciągle: "Szajbu! Szajbu!". Chcieli gola, to go dostali, tyle że nie do tej bramki, o której im się marzyło. W 26. Min, po podaniu Alexa Pietranagelo Jason Spezza znalazł się w sytuacji sam na sam i nie dał szans Barulinowi.

Prowadzenie Kanady po dwóch tercjach mogło być wyższe, lecz Nash nie trafił z bekhendu na pustą bramkę, a John Tavares również strzelał do "pustaka", tyle że w ostatniej chwili krążek na siebie przyjął rzucający się na lód obrońca (31. min).

Gdy wydawało się, że nic już nie uratuje zespołu Wiaczesława Bykowa, bo przewaga Kanadyjczyków była momentami miażdżąca, wszystko się odmieniło przez akcję ratunkową Aleksieja Kaigorodowa. Napastnik Metalurga Magnitogorsk, w okresie osłabienia liczebnego Rosjan (na ławce kar siedział Jewgienij Artjuchin) banalnym zwodem - puszczam krążek z lewej, objeżdżam go z prawej, minął Jasona Spezzę i Diona Phaneufa, a później posłał "gumę" do siatki nad odbijaczką Jonathana Berniera! Hala oszalała z radości.

W Rosjan po wyrównującym golu wstąpił nowy duch, a Kanadyjczykom zaczęły się trząść ręce! "Sborna" ruszyła do przodu. "Piątka" Ilji Kowalczuka zamknęła rywala w jego tercji, Aleksander Radułow dograł zza bramki, a Kowalczuk strzałem po lodzie między parkany zaskoczył Berniera! Ilja klęcząc szalał z radości kręcąc młynek prawą ręką, a także zachęcał kibiców do głośniejszego dopingu.

Kanada próbowała wyrównać, w końcowych sekundach wycofała bramkarza, Ken Hitchcock robił co mógł - posyłał na lód kombinowane ataki, Nash grał w dwóch, Burns niemal nie zjeżdżał z lodu, ale wszystko to było walenie głową w mur.

- Niespodzianka, ale Rosjan nigdy nie można lekceważyć, nawet jak przystępują do ćwierćfinału z czwartego miejsca. Kanady szkoda, bo zagrała supermecz - komentował dla INTERIA.PL białoruski fachowiec Andriej Sidorenko, który po pracy w Polsce (reprezentacja, Unia Oświęcim), prowadził rosyjskie zespoły (Traktor Czelabińsk, Amur Chabarowsk).

- To nasz najlepszy mecz na tym turnieju. Wierzę, że teraz, po pokonaniu tak mocnego rywala drużyna rozwinie skrzydła przed półfinałem - powiedział trener "Sbornej" Wiaczesław Bykow. W odniesieniu sukcesu jego ekipie nie przeszkodziła słaba forma Aleksandra Owieczkina, który wygląda na wypalonego fizycznie po nieudanej walce o Puchar Stanleya z Washingotn Capitals. "Rosyjska Rakieta" jest za wolny, kilkakrotnie próbował minąć Brenta Burnsa, ale ten z łatwością odbierał mu krążek, bądź blokując ciałem nie wpuszczał do tercji.

W walce o finał w piątek o godz. 20:15 Rosja zmierzy się z Finlandią. O godz. 16:15 Czesi zagrają ze Szwecją.

Michał Białoński, Korespondencja ze Słowacji

Kanada - Rosja 1-2 (0-0, 1-0, 0-2)

Bramki: 1-0 Spezza (25:32 Pietrangelo), 1-1 Kaigorodow (49:07 w osłabieniu), 1-2 Kowalczuk (52:19 Radułow).

Dowiedz się więcej na temat: hokej

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje