Reklama

Reklama

Sekret porażki Małysza

- Muszę być cierpliwy - tłumaczy Adam Małysz. "Orzeł z Wisły" zajął w niedzielę 27. miejsce w indywidualnym konkursie Pucharu Świata w Willingen.

- Ciężko było dobrze skoczyć w tych warunkach. Pierwszy skok spóźniłem, to wiem. Drugi nie wydawał mi się tak zły, aby aż tyle punktów miało ulecieć. Na pewno nie był to dobry skok, ale warunki odegrały tu ważną rolę - powiedział tuż po swoim drugim skoku Adam Małysz.

O swojej formie Małysz mimo wszystko wypowiadał się z optymizmem. - Czy jest lepiej? Wydaje mi się, że jest zdecydowanie lepiej. Dzisiaj i wczoraj na skoczni rządziły warunki. Trudno jest cokolwiek powiedzieć po tych skokach, bądźmy szczerzy. Dwa lata temu przyjechałem tu i byłem ósmy, czy dziesiąty, a później już zupełnie inaczej skakałem w Sapporo - wytłumaczył Małysz.

Reklama

- Moja pozycja dojazdowa jest bardzo dobra, technika idzie w dobrym kierunku, ale jest jeszcze problem z trafieniem w próg. Jeśli spóźnię wybicie, to tak jakbym dwa metry niżej leciał - wyjaśnił.

Polak dodał, że jest lekko zmęczony, ale czuje się dobrze. - W Wiśle mieliśmy dość dużo treningu i Hannu mówił, że mogę czuć lekkie zmęczenie. Ogólnie czuje się dobrze i wydaje mi się, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Muszę być cierpliwy - stwierdził.

Już w środę, 11 lutego kolejny konkurs. Tym razem w niemieckim Klingenthal. - Jest tam nowa skocznia, więc i nowe nadzieje - powiedział krótko Małysz i dodał, że lubi tam skakać. - Skocznia jest niezła. Oby tylko warunki były dobre. Wtedy będzie OK - zakończył skoczek z Wisły.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL