Reklama

Reklama

Schlierenzauer: Dla mnie sukces to tylko zwycięstwo

Ma 20 lat i w dorobku mistrzostwo olimpijskie, świata i Kryształową Kulę. Austriacki skoczek narciarski Gregor Schlierenzauer nie zamierza spocząć na laurach, a w rozpoczynającym się w fińskim Kuusamo sezonie 2010/11 chce wygrywać wszystko, co się da.

Urodzony w Rumie zawodnik przyzwyczaił swoich kibiców do zwycięstw, mimo że w ostatnim sezonie było ich niewiele. Skoki zdominował po raz kolejny Szwajcar Simon Ammann, ale Schlierenzauer obiecał, że teraz się to zmieni.

W Vancouver zdobył dwa brązowe i jeden złoty medal olimpijski, w klasyfikacji generalnej PŚ był drugi, ale w Turnieju Czterech Skoczni nie znalazł się nawet na podium.

- Na moim poziomie sportowym liczą się tylko zwycięstwa, dlatego każdy inny wynik nie powinien być odbierany jako sukces. Marzy mi się, bym mógł co tydzień śmiać się z najwyższego stopnia podium - podkreślił 32-krotny zwycięzca zawodów PŚ.

Reklama

Schlierenzauer nie ukrywa, że przed tegoroczną rywalizacją analizował skoki, postawę, sylwetkę oraz sprzęt Ammanna.

- Media i kibice zajmują się wiązaniami Simona, które zrobiły taką furorę w Vancouver. My wszystko zbadaliśmy. To nie jest tak istotne, jak może się wydawać na zewnątrz. Najważniejsza w skokach narciarskich jest budowa ciała, którą z natury mam dobrą i prowadzenie nart w powietrzu. Jestem przekonany o tym, że do zbliżającego sezonu przygotowałem się najlepiej jak mogłem - zaznaczył.

Schlierenzauer po olimpijskim sezonie postanowił zmienić trenera. Podobnie jak Adam Małysz zdecydował się na indywidualny tok. Nawiązał współpracę ze swoim pierwszym szkoleniowcem Markusem Maurbergerem.

- To dzięki niemu znalazłem się na szczycie. On mnie zna lepiej niż ktokolwiek inny, nie tylko moje ciało, ale także i psychikę. Jak dla mnie jest to najlepszy trener na świecie. Zdaję sobie sprawę z tego, że zmiana bodźców treningowych może teraz dać odwrotny skutek, dlatego ten sezon będzie dla mnie przejściowy. Nie znaczy to, że nie chcę wygrywać. To dla mnie najważniejsze - powiedział.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje