Reklama

Reklama

Sapporo szczęśliwe dla polskich skoczków

W pierwszym sobotnim konkursie Pucharu Świata w skokach narciarskich w Sapporo (początek o 8.30) wystąpi czterech Polaków: Kamil Stoch, Krzysztof Miętus, Piotr Żyła i Maciej Kot. 40 lat temu złoty medal olimpijski zdobył na Okurayamie Wojciech Fortuna.

Piątkowe kwalifikacje wygrał Norweg Vegard Haukoe Sklett lądując na 137 m. Z grona podopiecznych Łukasza Kruczka najlepiej spisał się Miętus, który zajął siódme miejsce odległością 114,5 m. Odpadł Stefan Hula.

Stoch uzyskał 107,5 m i przyznał, że nie czuł się zbyt dobrze. "Nie doszedłem jeszcze do siebie po podróży, ale nie chcę na to zwalać winy. W sobotę powinno być już lepiej" - mówił dziennikarzom. Dodał, że zwycięstwo Polaka byłoby wspaniałym uświetnieniem 40. rocznicy złotego skoku Fortuny.

Z zawodników czołowej "10" Pucharu Świata, którzy nie muszą startować w kwalifikacjach, najdalej - na 134 m - wylądował Thomas Morgenstern. Austriak wygrał w Japonii trzy razy, a ośmiokrotnie stawał na podium.

Reklama

Czym Wembley jest dla polskiej piłki, tym Sapporo dla skoków narciarskich. Pierwszy obiekt (K-60) powstał tu już w 1931 roku. Zaprojektował go baron Kishichiro Okura, którego imię skocznia nosi do dziś. Po 38 latach, w związku z przyznaniem japońskiemu miastu zimowych igrzysk, Okurayama została przebudowana i powiększona.

Pierwszym Polakiem, który odniósł znaczący sukces w Sapporo, był Ryszard Witke. Po zwycięstwie w 1966 roku nagrodę wręczył mu cesarz Hirohito.

11 lutego 1972 roku japońscy kibice liczyli, że ich rodak Yukio Kasayi zdobędzie drugi złoty medal olimpijski po triumfalnym konkursie na średniej skoczni. Tak się jednak nie stało; na najwyższym stopniu podium stanął... zakopiańczyk.

"Nie słyszałem uderzenia nart o śnieg. Tylko ciałem wstrząsnął dreszcz. Wtedy ręce same wyskoczyły nad głowę. Biłem brawo. Nie sobie. Tym siłom, które mnie nie zawiodły. Gąsiorowskiemu, który mnie nauczył skakania, Forteckiemu, który mi zawierzył, Marusarzowi i Groniowi, którzy byli dla mnie wzorem. Tym wszystkim, którzy sprawili, że mogłem skakać tu, na Okurayamie.(...) Cisza na stadionie. Słyszałem za to tysiące fleszy aparatów fotograficznych strzelających w moim kierunku. Patrzę na tablicę wyników: 111 metrów i 130,4 punktu - takiej noty nie widziałem nigdy w życiu" - wspomina to wydarzenie Wojciech Fortuna, który 6 sierpnia skończy 60 lat.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama