Reklama

Reklama

​Sam Ward - ma w głowie 31 śrub i nie widzi na jedno oko. Mimo to chce pojechać na igrzyska

W listopadzie ubiegłego roku świat obiegły dramatyczne wieści dotyczące Sama Warda. Reprezentant Wielkiej Brytanii w hokeju na trawie pomógł wywalczyć swojej drużynie awans na igrzyska, lecz zapłacił za wielką cenę - doznał rozległych obrażeń twarzy, przez co utracił wzrok w lewym oku. Mimo to wrócił już do uprawiania sportu, a teraz deklaruje chęć wyjazdu na igrzyska.

Do tragedii doszło 3 listopada podczas meczu eliminacyjnego do igrzysk z Malezją. Brytyjczycy pokonali rywali 5-2, a Ward zdobył dwie bramki, walnie przyczyniając się do wywalczenia biletów do Tokio.

Spotkanie, choć zakończone triumfem, przerodziło się dla Warda w wielką tragedię. W pewnym piłka pędzącą 80 kilometrów na godzinę uderzyła prosto w jego lewe oko. Uderzenie zmiażdżyło jego oczodół, zgniotło siatkówkę i doprowadziło do siedmiu złamań kości twarzy.

- Nie widziałem na lewe oko. Było spuchnięte, krwawiło. Później uświadomiłem sobie, że nie mam struktury twarzy po tej stronie. Podniebienie zdawało się poruszać w górę i w dół, ponieważ doszło do złamania kości. Właśnie wtedy uderzył mnie ból - wspomina tamte wydarzenia Ward w rozmowie z BBC Sport.

Reklama

Hokeista został przetransportowany do szpitala, gdzie przeszedł skomplikowaną operację.

- W zasadzie zdjęli mi twarz. Przecięli mnie od ucha do ucha przez środek głowy, zerwali twarz, umieścili w niej cztery metalowe płytki i 31 śrub, po czym zszyli mnie z powrotem. Zdjęcia wyglądają masakrycznie, ale lekarze wykonali niesamowitą robotę - opisuje swój zabieg olimpijczyk z Rio.

11 dni po operacji Ward udał się na kontrolę. Medycy byli zadowoleni z przebiegu z przebiegu regeneracji i stwierdzili, że zabieg zakończył się sukcesem. - Ale ja ciągle nie widzę - stwierdził Ward. Później od specjalisty w Londynie dowiedział się, że nie odzyska już wzroku w lewym oku. Doszło bowiem do nieodwracalnego uszkodzenia siatkówki.

Ward nie zamierzał się poddać. Jak sam stwierdził, nie chciał znów zostać sprzedawcą aut i postanowił wrócić na boisko. Blizny po operacji zaczęły się goić, ale rany na jego psychice okazały się być znacznie poważniejszym problemem.

- Na początku dźwięk uderzenia piłki hokejowej był przerażający i przywoływał tragiczne wspomnienia. Miałem wiele koszmarów, w których ludzie próbowali mi trafić w zdrowe oko rzutkami - opisuje swoje przeżycia.

Mimo ogromnej traumy, Ward postanowił wrócić do uprawiania sportu. W lutym pojawił się nawet na boisku (oczywiście w specjalnych okularach ochronnych) w barwach swojej drużyny Old Georgians i zdobył gola. Teraz jego celem są tegoroczne igrzyska.

- Nie wiem czy jest na świecie coś, co znaczyłoby dla mnie więcej. To byłoby niesamowite! Po powrocie jestem lepszy niż się spodziewałem. Od hokeju klubowego do hokeju na poziomie międzynarodowym jest jednak daleka droga. Muszę wciąż pracować, by być najlepszą wersją samego siebie - deklaruje Brytyjczyk.

O tym, że można wrócić do profesjonalnego sportu po ciężkiej kontuzji oka, przekonał Karol Bielecki. W czerwcu 2010 roku, podczas towarzyskiego meczu Polska - Chorwacja, został trafiony kciukiem w oko przez Josipa Valczicia. Doszło do pęknięcia gałki ocznej. Mimo zabiegów w Polsce i Niemczech oka nie udało się uratować. Bielecki ogłosił zakończenie sportowej kariery, ale potem zmienił zdanie. Pod koniec lipca 2010 wystąpił po raz pierwszy po kontuzji w sparingu między Rhein-Neckar Loewen i TSB HN-Horkheim, w którym rzucił gola. Karierę z powodzeniem kontynuował jeszcze osiem lat. W 2016 roku pojechał na igrzyska w Rio De Janeiro, z których wrócił z tytułem króla strzelców. Czy Ward pokona podobną drogę?

Tomasz Brożek

Dowiedz się więcej na temat: Sam Ward | Karol Bielecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje