Reklama

Reklama

Ronaldo czy Messi, czyli Złoty But przeciw Złotej Piłce

Podsycana przez wyścig Realu z Barceloną rywalizacja Messiego z Ronaldo jest jednym z najbardziej frapujących zjawisk w światowej piłce. Argentyńczyk zdobył w 2011 roku zaledwie o jednego gola więcej niż Portugalczyk (51-50), nie to jednak robi różnicę.

"Casi-Messi" - tak portugalską gwiazdę Realu Madryt nazywają Japończycy. "Casi" to po hiszpańsku "prawie", a jak wiemy z reklamy, to jednak nie to samo. Ten niewinny z pozoru żarcik ukazał się w barcelońskim dzienniku "Sport" tuż po Gran Derbi na Santiago Bernabeu, kiedy po efektownym triumfie 3-1 barcelończycy polecieli do Jokohamy na klubowe mistrzostwa świata.

Zazdroszczą mi, bo jestem piękny i bogaty

W pewnym sensie Ronaldo był w 2011 roku taki jak Messi, a nawet chwilami skuteczniejszy. W minionym sezonie ligowym zdobył 40 bramek poprawiając legendarny rekord Telmo Zarry i Hugo Sancheza, jesienią w Primera Division strzelił nawet o trzy bramki więcej niż Argentyńczyk. Grał albo bardzo dobrze, albo doskonale, tyle że cały jego wysiłek starczył Realowi Madryt do zdobycia zaledwie jednego trofeum (Puchar Króla). Messi wywalczył ich z Barceloną aż pięć zdobywając bramki we wszystkich rozgrywkach. Został królem strzelców Champions League okraszając to golem w finale z Manchesterem United, w klasyfikacji pichichi Primera Division zajął drugie miejsce za Ronaldo, ale to Barca zgarnęła tytuł. W Superpucharze Hiszpanii i Europy miał udział przy wszystkich bramkach (albo strzelał, albo asystował), na mundialu klubów dostał nagrodę dla najlepszego zawodnika wbijając Santosowi dwa gole. Uff, ciężko opisać krótko jego dokonania.

Reklama

Rywalizacja Messiego z Ronaldo miała być i jest jednym z najbardziej frapujących pojedynków w światowej piłce. W ostatnich trzech latach tylko oni zdobywali "Złotą Piłkę", tak będzie zapewne w 2011 roku - obaj awansowali do finału. Ronaldo wypchnął z podium Andresa Iniestę, gracza niemal doskonałego, bez którego zespół Pepa Guardioli traci 30 procent wartości. To pokazuje skalę dokonań Portugalczyka i siłę jego medialnego oddziaływania. Na Messiego to wciąż jednak za mało.

W kończącym się roku Ronaldo nie udało się wyjść z cienia Argentyńczyka, choć zrobił w tym względzie tak dużo. Dominacja Messiego jeszcze się pogłębiła. Co gorsze, na wielu europejskich stadionach, tam gdzie gra Real i Ronaldo pojawił się bezlitosny obyczaj skandowania imienia gwiazdora Barcelony. "Zazdroszczą mi, bo jestem piękny, bogaty, a w dodatku wspaniale gram w piłkę" - skomentował to Ronaldo, co w 2011 roku przeszło do klasyki cytatów sportowych. I jeszcze jeden wypowiedziany tuż po przegranym 1-3 Gran Derbi: "Ci, którzy mnie krytykują, nie rozumieją futbolu".

Statystyki są imponujące. Z 47 meczów ligowych, w których Portugalczyk zdobywał gole Real wygrał 46 i jeden zremisował. Oczywiście z Barceloną. Dziennik "Marca" nazywa to "prawem Ronaldo". "On daje nam gole i tytuły" - mówi Iker Casillas. Podobno ostatnia porażka z Barceloną na Santiago Bernabeu sprawiła, że obie ikony "Królewskich" zawarły pakt pokojowy rozumiejąc, że mimo istotnych różnic, tylko razem mogą osiągać wielkie cele. W plebiscycie "Złota Piłka 2011" kapitan Realu i reprezentacji Hiszpanii oddał swój głos na kumpla z drużyny.

Ma pecha, bo gra w tych samych czasach co Messi

Odbierając "Złotego Buta" dla najlepszego strzelca lig europejskich Ronaldo stwierdził, że ceni go nawet wyżej niż "Złotą Piłkę", bo ta nagroda nie zależy od subiektywnych opinii jurorów. W 2008 roku, kiedy dziennikarze "France Football" głosowali na niego zupełnie go ten subiektywizm nie uwierał. Widać gołym okiem, jak bardzo pozycja Messiego go motywuje. W końcu ma ambicje być nr 1 w historii futbolu, a tu latka lecą, a nie jest nawet nr 1 tu i teraz.

Być może Portugalczykowi należy współczuć? To pech, że gra w tych samych czasach, co fenomenalny Argentyńczyk. Nie ma też sensu wściekać się na Real i Jose Mourinho za to tylko, że, kiedy wypracują sobie znakomitą pozycję do zdobycia trofeum, zwykle odbijają się od tej samej ściany. Ścianą jest zespół Pepa Guardioli, kandydat do tytułu nr 1 w historii. Najbardziej wyszukany komplement Katalończycy usłyszeli niedawno z ust Brazylijczyka Ganso. "Nawet nie odważę się marzyć, by przejść do takiej drużyny jak Barcelona. Chciałbym mieć jednak przywilej zagrania przeciw niej jeszcze kilka razy" - powiedział po mundialu klubów pomocnik Santosu.

Trzeba przyznać, że Ronaldo wykazał się sporą odwagą. Mógł pozostać w Premier League i korzystając ze statusu najlepszej ligi świata nie podejmować tak bezpośredniej rywalizacji z Messim. Mierzyliby się wtedy najwyżej dwa razy do roku. Tymczasem rekordowy transfer do Realu sprawił, że od porównań nie da się uciec na co dzień. W 2011 roku Real grał z Barceloną aż siedem razy, zaledwie raz wygrywając.

Na razie więc presja na Portugalczyku jest coraz większa. Po ostatnim Gran Derbi nawet fani Realu uznali Ronaldo za najgorszego gracza na boisku. Nerwy spętały mu nogi w chwili, gdy mógł zdobyć gola na 2-0, a potem zawiodła go też głowa przy stanie 1-2. W podobnych sytuacjach, w meczu ze słabym przeciwnikiem gole zdobyłby na pewno.

Dzieli ich wszystko

Jak potoczy się rywalizacja w 2012 roku? Ronaldo ma małą przewagę, zagra w mistrzostwach Europy, gdzie Portugalia musi dokonać cudów, by wyjść z grupy, bo los skazał ją na rywalizację z dwoma medalistami mundialu w RPA (Holandia, Niemcy). Cristiano potrzebuje też triumfu Realu Madryt: w lidze hiszpańskiej, a jeszcze lepiej w Champions League. Jeśli drużynie Mourinho uda się przełamać hegemonię Katalończyków, Ronaldo weźmie rewanż na Messim. Bez trofeów wszystkie jego strzeleckie rekordy nie wyjdą z cienia.

Dwie największe gwiazdy piłki dzieli wszystko, poza introwertycznym charakterem i wspomnieniem biedy rodzinnego domu. Futbol wyniósł obu na piedestał, do świata, który w dzieciństwie mogli oglądać wyłącznie w telewizji. Na niedawnej gali pisma "Marie Claire", które wyróżniło narzeczoną Ronaldo rosyjską modelkę Irinę Szajchlisłamową (znaną pod angielską nazwą Irina Shayk), piłkarz trafił do stolika z gwiazdami kina. Zażądał jednak oddzielnej sali, by posadzić obok siebie rodzinę i swojego ochroniarza. Organizatorzy odmówili, więc piłkarz przyszedł, usiadł naburmuszony, z nikim nie zamienił słowa wychodząc bez dotknięcia kolacji. Podobno wolny i szczęśliwy czuje się wyłącznie między marmurowymi ścianami swojej rezydencji. Jedna z osób będących na gali skomentowała to bardzo odważnie: "Tak samo jak nas, Ronaldo ignoruje także kolegów z boiska. On jest solistą, choć uprawia sport zespołowy, gra dla siebie, jest obok drużyny, a nie w niej". Poważny zarzut. Tyko czy uzasadniony? W tym sezonie Portugalczyk uzbierał wiele efektownych asyst.

O Leo Messim da się powiedzieć wszystko, poza tym, że jest solistą. Raczej indywidualnością, która na placu gry haruje dla kolegów z identycznym zapałem, jak oni dla niego. W drużynie Pepa Guardioli maleńki Argentyńczyk czuje się jak złota rybka w wodzie, za to w zespole narodowym wciąż bywa gościem i to zazwyczaj nieproszonym. Paradoksalnie w życiu prywatnym jest akurat odwrotnie. Mieszkając w Katalonii od 12 lat nie ma w swoim domu nic hiszpańskiego. Wszystko jest urządzone tak, by gospodarz miał złudzenie, że rodzinnego Rosario nie opuścił nigdy. Tam jest jego ziemski raj, tam kiedyś wróci.

50 - tyle bramek dla Realu Madryty zdobył w 2011 roku Cristiano Ronaldo (we wszystkich oficjalnych rozgrywkach).

51 - tyle bramek dla Barcelony zdobył w 2011 roku Leo Messi (we wszystkich oficjalnych rozgrywkach).

Dyskutuj na blogu Darka Wołowskiego

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje