Reklama

Reklama

Roman Kołtoń: Gest dla kadry

W polskim futbolu nie jest łatwo wypracowywać wspólne stanowisko. A słowo kompromis jest zapomniane. Tym bardziej należy pochwalić gest Ekstraklasy na rzecz selekcjonera reprezentacji Polski, Franciszka Smudy - w 2012 roku zakończenie ligi przyśpieszone zostało o tydzień, aby kadra mogła się optymalnie przygotować do finałów EURO.

Trener Franciszek Smuda stawiał tę kwestię najpierw nieoficjalnie, następnie oficjalnie, a później już na ostrzu noża. Chwilę po meczu z Francją domagał się przesunięcia zakończenia ligi w sezonie 2011/2012. Przekonywał, tłumaczył, argumentował, jakby chodziło o coś absolutnie najistotniejszego. Pierwotny plan Ekstraklasy zakładał start sezonu ligowego w dniach 29 lipca - 1 sierpnia 2011 roku, a zakończenie 12 maja 2012 roku. Smuda tłumaczył: "Po zakończeniu rozgrywek ligowych obowiązuje przerwa narzucona przez FIFA. Bundesliga kończy rozgrywki 5 maja. Jak wiadomo wielu naszych kadrowiczów występuje w Niemczech. Bardzo bym chciał, aby nasza liga kończyła się w tym samym czasie, co niemiecka. Po przerwie potrzebuję co najmniej trzech tygodni, aby drużyna była optymalnie przygotowana do finałów mistrzostw Europy".

Reklama

Z Bundesligi szansę, aby znaleźć się w 23-osobowej kadrze na finały mają Kuba Błaszczykowski, Robert Lewandowski, Łukasz Piszczek, Adam Matuszczyk, Sławomir Peszko, Artur Sobiech, Mateusz Klich, a także Sebastian Boenisch. Aż 8 zawodników! Nic dziwnego, że Smuda chce, aby w tygodniu 7-13 maja ci zawodnicy, a także ci z polskiej ligi - która ostatecznie skończy się 6 maja - odpoczywali, a od połowy maja rozpocznie się zgrupowanie, które pozwoli wypracować optymalną formę na 8 czerwca 2012 roku - na mecz otwarcia EURO. Kluczem dobrego przygotowania jest praca Adama Rochsteina ze słynnej grupy amerykańskich trenerów od przygotowania fizycznego. Tę grupę w Europie - na czele której stoi Shad Forsythe - upowszechnił Juergen Klinsmann, angażując ją w 2004 roku w kadrze niemieckiej. Amerykanie do dziś pracują na rzecz Niemców.

Prezes Ekstraklasy, Andrzej Rusko mówi: "Uznaliśmy nadrzędny interes reprezentacji przed finałami EURO 2012. Chciałbym jednak pochwalić również PZPN, a także firmę Sport Five, która dysponuje prawami do rozgrywek Pucharu Polski. Wszyscy zgodnie współpracowali na rzecz pomysłu, który forsował Smuda. Mówiąc pół żartem, pół serio, teraz Franz nie będzie miał już żadnego alibi jeśli chodzi o właściwe przygotowanie drużyny do finałów EURO".

A że kompromis nie jest łatwo wypracować, świadczy mecz o Superpuchar. Starcie Wisły Kraków z Legią Warszawa planowane było 23 lipca - na tydzień przed inauguracją ligi. Pojawiła się kandydatura Gdańska, jako miejsca rozegrania meczu. Jednak 23 lipca swój mecz na nowym obiekcie chce rozegrać Lechia. Może inny nowoczesny stadion na Wybrzeżu - w Gdyni? Niemożliwe ze względu na waśnie kibiców. Może Poznań? Też odpada. To może losować gospodarza Superpucharu spośród uczestników - obiekt na Reymonta albo przy Łazienkowskiej? Na losowanie nie zgadzali się zainteresowani. Rusce pozostawał Płock, co jest horrendum! Nic dziwnego, że przeniósł Superpuchar na luty 2012 roku, wstępnie przymierzając Stadion Narodowy. Rusko mówi: "Docelowo właśnie Stadion Narodowy powinien być miejscem rozgrywania takiego meczu". Szef Ekstraklasy ma rację - Superpuchar to powinno być święto futbolu, a nie męczarnia w Płocku...

Czytaj teksty Romana Kołtonia na jego blogu i włącz się do dyskusji

Dowiedz się więcej na temat: kadr | Kołtoń | reprezentacja Polski | Franciszek Smuda | Bundesliga

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje