Reklama

Reklama

Robert musi zostać playboyem

Szef Formuły 1 Bernie Ecclestone jest zauroczony wizerunkiem, jaki kreuje Lewis Hamilton, największy playboy wśród kierowców. "Lewis to w tej chwili marzenie każdej agencji reklamowej. Jest szczery w tym, co robi i jak się zachowuje. Byłoby dobrze, gdyby Robert Kubica przestał być niedostępnym robotem i wziął przykład z Brytyjczyka" - mówi w wywiadzie dla magazynu "People Sport" 78-letni rodak Hamiltona.

Nie jest tajemnicą, że "dziadkowi" Ecclestonowi chodziło w szczególności o dwóch kierowców - Kimiego Raikkonena i Roberta Kubicę. Obaj są siłą napędową F1, ich profesjonalizmowi i formie sportowej nic nie można zarzucić. Spore rezerwy mają natomiast w marketingowym budowaniu wizerunku. Są precyzyjni i skromni, a to zdaniem Ecclestona nie wpływa najlepiej na wyniki finansowe Formula One Management, organizacji zajmującej się komercyjną stroną najsłynniejszych i najdroższych wyścigów samochodowych na świecie.

Hamilton jest totalnym zaprzeczeniem Fina i Polaka. Uchodzi za nadwornego playboya F1. W paddocku ekstrawagancją, rozrzutnością i łatwością podsycania skandali obyczajowych może mu dorównać tylko szef teamu Reanault 58-letni Flavio "Amante" Briatore. Brytyjczyk praktycznie nie schodzi z łamów angielskich tabloidów i z pewnością nie jest to zasługa tylko sukcesów sportowym. 23-letni Lewis lubi miłosne podboje, lubi też ostro zabalować. Od jakiegoś czasu w światowym highlifie pokazuje się tylko w towarzystwie wysokich blondwłosych modelek, a na rozrzutne imprezy do ekskluzywnych lokali chodzi tylko w obstawie czarnoskórych celebrities (m.in. Seana Combsa czy Beyonce Knowles). Znajdzie czas i na wręczenie nagród muzycznych MTV Awards i na premierę nowego filmu Spilberga na Festwialu w Cannes.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL