Reklama

Reklama

Robert Korzeniowski: Rozumiem kibiców, ale...

Robert Korzeniowski większości z nas wciąż kojarzy się z wielkimi sukcesami polskiego sportu, ale jako człowiek odpowiedzialny za sport w telewizji publicznej stał się dla niektórych wrogiem numer 1. Czy słusznie?

Czterokrotny złoty medalista olimpijski od 18 listopada ubiegłego roku szefuje TVP Sport. Sukcesami, porażkami i problemami związanymi z pracą na "pierwszej linii frontu" podzielił się w rozmowie z INTERIA.PL


- Minęło ponad pięć miesięcy od inauguracji kanału. Co się udało, a co zaliczasz do porażek?

- Zacznę od tego co się udało, bo tego co się nie udało jest chyba najmniej. Zbudowaliśmy bardzo duży, dobry i kompetentny zespół.

- O jakich wielkościach mówimy?

- To jest 100-procent większa grupa ludzi niż do tej pory. Trzeba było zaprosić ich do współpracy i sprawić, by zaczęli pracować w oparciu o nową technologię i system dziennikarski. I to się powiodło, a wcale nie było takie oczywiste, bo wchodziliśmy w to 18 listopada z marszu. Okrzepła nowa struktura sportu, zniknęły redakcje poszczególnych anten. Ten model działa bardzo dobrze a co więcej tworzy o 600 proc. więcej programu niż przed rokiem.

Reklama

- A programowo?

- Udało nam się zbudować stabilność ramówki. Jest ona już przewidywalna, dobrze poukładana. Mamy teraz bardzo dobrą koordynację z ligami, które prezentujemy na antenie. Początkowo układanie tej łamigłówki sprawiało sporo problemów. Na plus trzeba zdecydowanie zaliczy okres zimowy. Z ważnych imprez nie pokazaliśmy tylko mistrzostw świata w piłce ręcznej, przy czym warto dodać, że piłka ręczna była od dawna domeną Polsatu.

- Ale widzowie TVP Sport mieli w tym czasie inną ofertę.

- Tak, pokazywaliśmy wówczas mistrzostwa Europy w łyżwiarstwie figurowym i Puchar Świata w skokach, też zresztą znakomicie oglądane. Cała operacja związana z łyżwiarskimi ME była znakomicie oceniona przez Europejską Unię Nadawców (EBU) - produkowany przez nas sygnał brał chociażby Eurosport oraz inne telewizje europejskie.

- Teraz chyba pora, na to co się nie udało...

- Nie mamy jeszcze optymalnie rozwiązanego systemu transmitowania programów w ramach ITVP (www.itvp.pl) i - choć nie jest to do końca sprawa TVP Sport - to chcielibyśmy, by ta oferta była jeszcze większa i bardziej zharmonizowana z tym co dzieje się na antenach TVP. To jest następny krok do wykonania.

- Jest, chyba jeszcze ważniejsza, sprawa zasięgu TVP Sport, czyli - mówiąc prościej - lepszego dotarcia do telewidzów.

- Na pewno nie udało nam się dotarcie do takiej liczby widzów, do jakiej chcielibyśmy dotrzeć.

- Tak, ale sprawy związane z dystrybucją nie należą chyba do Twoich kompetencji.

- To jest zupełnie poza mną. Ja swoje zadanie, z ponad 80-osobową grupą dziennikarzy, wykonałem i wykonuje na bieżąco. Problem leży gdzie indziej i ten problem jest na bieżąco rozwiązywany.To jeden z priorytetów nowego zarządu TVP.

- Czyli są podejmowane kroki, aby TVP Sport docierała do szerszej widowni?

- Naturalnie. Nikt nie jest zadowolony ze stanu jaki panuje obecnie. Chyba najważniejsze jest, że zostały zdiagnozowane powody, dla których to się nie wydarzyło. Nie były to powody związanie z programowaniem TVP Sport i to mnie nieco uspokaja. Gdyby dotarcie było takie jak być powinno, to już wielkimi wydarzeniami sportowymi mogłyby się emocjonować co najmniej setki tysięcy kibiców, bo takie są widownie na kanałach tematycznych.

- Na razie jesteście obecnie głównie na platformie n. Czy jeszcze jakieś sieci kablowe retransmitują wasz program?

- Są tacy operatorzy, których nie wymienię, bo jest ich kilkudziesięciu. Jednak tak naprawdę jedyną naprawdę identyfikowalną jest n. Są także małe i średnie sieci kablowe. Jestem jednak przekonany, że wielkie firmy przystąpią do współpracy z nami.

- Więc cięgi, które często zbierasz publicznie nie są zasłużone?

- Podjąłem się roli programatora tej anteny, jak również promotora w zakresie osobistego oddziaływania tam gdzie to było konieczne. Natomiast nie jestem handlowcem i nie ja go dalej dystrybuuje. Gdybym miał dzisiaj nawet częściowo zrealizowany plan jednostki zajmującej się w TVP reemisją , czyli gdybyśmy mieli powiedzmy milion gniazdek - to jest potencjalnie trzymilionowa widownia - to byłbym bardzo szczęśliwym szefem TVP Sport. A tak jestem umiarkowanie zadowolony. Zadowolony z programu, który nam się udaje robić.

- Kibice są jednak zniecierpliwieni.

- Rozumiem ich irytację, kiedy mówimy w "Jedynce", że więcej można zobaczyć w TVP Sport,. To naturalnie prawda, ale szkoda, że większość kibiców nadal nie wie jak tę stacje może odebrać.

- Jak się odnosisz do tego, iż wszystkie pretensje kibiców kierowane są pod adresem TVP?

- Ja jeszcze nie słyszałem, żeby ktoś się żalił na Polsat albo na TVN, że czegoś nie kupił. Dziwią mnie bardzo wielkie żale wylewane na to, że jakaś wielka impreza jest transmitowana w Polsacie, a nie w TVP. Zasięg tej telewizji w sensie naziemnym jest jak najbardziej porównywalny, więc kibice i tak mają dostęp do każdej imprezy. Owszem, dobrze by to było mieć wszystko co najważniejsze, ale żyjemy w świecie wolnego rynku, gdzie cena praw sportowych rośnie nawet często o kilkaset procent. Żadna telewizja nie przy tak galopujących cenach i tej liczbie kanałów tematycznych nie może liczyć na zagarnięcie całej puli. To po prostu nie realne.

- Trudno jest walczyć o te najbardziej łakome kąski?

- Oczywiście ,że tak..Jest to rynek absolutnie komercyjny, nie poddający się żadnym regulacjom. Nikogo kto sprzedaje prawa nie obchodzi, czy to jest publiczna telewizja czy też nie. A jednak obracamy publicznym pieniądzem i tyle. Jeżeli położymy na stole posiadane przez nas licencje i porównany to z telewizjami komercyjnymi, wypada to mimo wszystko nas bardzo korzystnie.

- Sympatycy sportu i tak nie są zadowoleni.

- Oczekiwanie jest takie, że jeśli jest to telewizja abonamentowa - a przynajmniej wielu uważa, że taka jest, a abonamentu nie płaci - to powinniśmy spełniać każdą zachciankę. Szanując kibiców, uważam, że nie mamy niestety takich możliwości. Choćby ze względu na równoległe rozgrywanie pewnych imprez. Wracam do tej słynnej piłki ręcznej, kiedy musieliśmy kilka miesięcy wcześniej podjąć decyzję, że nie weźmiemy tego, bo mamy w tym czasie inne zobowiązania antenowe.

- Ale impreza zakończyła się wielkim sukcesem Polaków...

- Nikt nie gwarantuje srebrnego medalu przed zawodami, a weźmy pod uwagę, że wcześniej Polsat także pokazywał mistrzostwa w piłce ręcznej i nawet nikt tego nie zauważył. Wszystkie inwestycje w porównaniu do tych w ponoszonych przy okazji MŚ w piłce nożnej, czy igrzysk olimpijskich bledną. A to są gigantyczne sumy i to nie tylko praw, ale także obsługi.

- A to musicie mieć.

- Właśnie. Przyzwyczajeniem telewidza jest to, że chciałby mieć wszystkie najpopularniejsze filmy, seriale, teleturnieje i sport na najwyższym poziomie w telewizji publicznej i pewnej potrzeby telewizji publicznej. Dobrze, bo to dowodzi dużego zaufania, ale taka postawa jest bliska niczym nie uzasadnionej pozycji roszczeniowej. Owszem, kiedyś były do wyboru dwa kanały, dwa publiczne , więc przyzwyczailiśmy się do tego, że te dwa programy miały dostarczać wszystko. Stąd te oczekiwania bardziej historyczne niż realistyczne.

- Pokazujecie rozgrywki krajowe w ligach może nie najbardziej popularnych, ale cieszących się jednak sporym zainteresowaniem w poszczególnych regionach Polski.

- Nie chcemy iść w zbyt wielką niszowość. Nie chcemy robić sportów marginalnych, ale chcemy pokazywać dyscypliny oczekiwane przez kibiców w wielu rejonach kraju. Uważam, że naszym wielkim sukcesem jest w tym roku Polska Liga Hokejowa. Robiliśmy to jeszcze w synergii z regionalnymi ośrodkami i o to właśnie chodzi.

- Jak oceniasz waszą konkurencję. Np stację, która weszła na ekrany nieco szybciej od Was, czyli nSport? Oglądasz ją?

- Tak. Jest to stacja inna od naszej, zupełnie inna. Jest oparta na innej koncepcji. No cóż, czas pokaże, czy to co oferują i sposób prezentowania informacji - bo chcą uchodzić za kanał informacyjno-publicystyczny. Widz to oceni. Osobiście znajduje tam rzeczy, które mi się podobają i z podziwem je oglądam, a są takie, które mnie dziwią i jak tego mówiąc krótko nie kupuje. Na pewno nie konkurujemy ze sobą i jest to moim zdaniem oczywiste.

- Gazety często rozpisują się o kolejnych porażkach TVP Sport w walce o prawa do wielkich imprez. Czy mógłbyś podać przykłady zwycięstw?

- Myślę, że nie do wszystkich dociera fakt, że TVP będzie stacją pokazującą w pełnym zakresie igrzyska olimpijskie. Warto zwrócić także uwagę, że następne dwa piłkarskiej mundiale będą u nas.

- Co z bardzo popularną siatkówką? Jak na razie pokazujecie tylko kobiece rozgrywki ligowe.

- Ostatnio pokazywaliśmy finały Pucharu Polski a już we wrześniu czeka nas ogromne "zagęszczenie" jeśli chodzi o mistrzostwa Europy w siatkówce, które są w naszej ofercie programowej. I tychże imprez nie zobaczymy na antenach "otwartych" w jakimś znaczącym stopniu. Tak więc, jeśli jesteśmy prawdziwymi kibicami siatkówki, warto sięgnąć po TVP Sport, by zobaczyć wszystko w jak najszerszym zakresie.

- Czy możesz powiedzieć o prowadzonych w tej chwili rozmowach i szansach na pozyskanie kolejnych praw?

- Niestety nie pozwala na to dobro otwartych negocjacji. Nie możemy chwalić się tym co jest już właściwie uzgodnione, ale nie jest jeszcze podpisane lub nie ma woli ogłoszenia tego. Takie są zasady i nawet jeśliby się chciało, żeby już ucieszyć kibiców, to niestety tego jeszcze nie można zrobić.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL