Reklama

Reklama

Rivaldo: Z piekła wprost do piłkarskiego raju

Trudno będzie wam w to uwierzyć, ale są w Brazylii miejsca, gdzie piłka nożna jest sprawą niewielkiej wagi. W fawelach, dzielnicach biedy tamtejszych miast, dzieci częściej niż z piłką biegają z bronią. Śmierć jest tam codziennością, a do lepszego świata udaje się uciec jednej na tysiąc osób. Mało kto próbuje, ale bohater tej historii podjął wyzwanie. Oto opowieść o Rivaldo!

Vitor Borba Ferreira wychowywał się w faweli w mieście Recife. - Tego nie da się zapomnieć. Pamięć o faweli jest jak cierń, który nosi się w sercu. Pamiętam skąd pochodzę i czego nauczyło mnie moje dzieciństwo - wspominał kiedyś. - Moje nogi do dziś nie są całkiem proste z powodu braku odpowiedniej diety, gdy byłem dzieckiem. Oprócz tego wszyscy moi przyjaciele mieli problemy z zębami. Prawda była taka, że byliśmy niedożywieni, a piłka była dla mnie jedyną szansą, by uciec z tego piekła - opowiadał.

Reklama

Jeśli to przezwyciężę, to nic mnie nie załamie

Gdy Rivaldo miał 16 lat udał się na trening największego klubu w swojej okolicy - Paulisty. Trenerzy widząc chłopca z zapadłym brzuchem i kościstymi krzywymi nogami uznali, że raczej nie wyrośnie z niego wielki piłkarz. Pozwolili mu jednak przychodzić na treningi, a ten wkrótce zaczął pokazywać nieprzeciętne umiejętności. Zawsze przychodził na trening pierwszy, a prezes niewielkiego klubu w końcu postanowił zaoferować mu kontrakt, na mocy którego Rivaldo miał zarabiać kilkanaście reali za każdy mecz.

Szef Paulisty czekał na chłopca w swoim gabinecie, ale ten nie pojawił się tego dnia w klubie. Nie pojawiał się też przez kolejny tydzień. Gdy w końcu przyszedł do budynku, w którym urzędował prezes, położył przed nim piłkarskie buty i się rozpłakał. Był rok 1989 i ojciec Rivaldo, Romildo zginął w wypadku samochodowym. - Chciałem wtedy skończyć z piłką, ze sportem, a nawet ze sobą - mówił szczerze w wywiadzie dla "O Globo". - Trafiłem jednak na wspaniałych ludzi i dzięki nim się nie poddałem. Wiedziałem, że jeśli przezwyciężę ten kryzys, to potem już nic mnie nie załamie.

Po raz pierwszy zaświeciło słońce

Wkrótce dla Rivaldo po raz pierwszy zaświeciło słońce. Po tym, jak zaliczył krótki epizod w Santa Cruz, zgłosiło się po niego Mogi Mirim. To był wielki skok, bo zespół MM grał wówczas w drugiej lidze. 20-letni wówczas Rivaldo nie przestraszył się jednak wyzwania. O jego debiucie pisały wkrótce wszystkie gazety w stanie Sao Paulo. Co takiego się wydarzyło? Oczywiście młody zawodnik zdobył gola - dokonał tego jednak w niesamowicie spektakularnym stylu: przelobował bramkarza z połowy boiska bezpośrednio po tym, jak sędzia rozpoczął mecz!

Cudowna bramka młodego Rivaldo z połowy boiska:

Rivaldo w krótkim czasie stał się sławny w całym stanie, a gdy w 1994 roku przechodził do Palmeiras, był już doskonale znany w całej Brazylii. Znaczony sukcesami pobyt u popularnych "Verdao" trwał dwa lata, a Rivaldo stworzył w środku pola fantastyczny duet z Amaralem, który wiele lat później na krótko zakotwiczył w "brazylijskiej" Pogoni Szczecin. W roku 1996 do Sao Paulo przyjechali działacze włoskiego potentata, AC Parmy. Rozpoczynający wtedy swą trenerską karierę słynny dzisiaj szkoleniowiec, Carlo Ancelotti zapragnął ściągnąć do Włoch duet graczy Palmeiras - Rivaldo i Amarala. Ostatecznie udało się jednak przekonać tylko tego ostatniego.

Z faweli wprost do raju

Rivaldo także nie chciał już dłużej zostawać w Brazylii i wkrótce zmienił otoczenie. Stojący u progu wielkiej kariery zawodnik nie bał się wielkich wyzwań i gdy tuż przed Igrzyskami Olimpijskimi w 1996 roku ofertę złożyło mu hiszpańskie Deportivo La Coruna, nie wahał się ani chwili. W La Corunii Rivaldo spotkał kilku rodaków, z których największymi gwiazdami byli Bebeto, Mauro Silva i Donato Gama. Na El Riazor genialny Rivaldo spędził tylko rok, ale zdobył aż 21 bramek i stał się głównym celem dla wielkiej FC Barcelony. A gdy już Katalończycy biorą kogoś na transferowy celownik, to zwykle udaje im się sfinalizować transakcję. Tak było również tym razem - 26 mln dolarów przekonało szefów Deportivo, że warto dobić targu z "Barcą" i sprzedać jej swoją gwiazdę.

Pobyt Rivaldo w Barcelonie był pasmem nieprzerwanych sukcesów. Dla samego brazylijskiego geniusza najlepszy był rok 1999, kiedy z Barcą sięgnął po mistrzostwo Hiszpanii i zgarnął nagrodę dla piłkarza roku w plebiscycie FIFA i "France Football". Wspaniałe były także kolejne lata - 10 bramek w trakcie jednego sezonu Champions League w roku 2000, a w czerwcu 2001 legendarny mecz z Valencią. Barcelona musiała pokonać "Los Che", aby awansować do Ligi Mistrzów. Valencii wystarczał do tego remis i do 89. minuty Santiago Canizares i spółka byli bliscy osiągnięcia celu. Potem jednak Rivaldo pokazał cząstkę swego geniuszu i na sekundy przed końcowym gwizdkiem sędziego zdobył gola przewrotką!

Koncert Rivaldo w spotkaniu z Valencią:

Moja wielka grecka wycieczka

Łącznie w barwach "Blaugrany" Rivaldo strzelił 130 bramek, a w 2002 roku, po zdobyciu mistrzostwa świata z Brazylią zasilił włoski AC Milan. Na San Siro nie mógł jednak odnaleźć swej najlepszej formy i często siadał na ławce rezerwowych, a w jego miejsce występował najczęściej sławny Portugalczyk Rui Costa. Po nieudanej przygodzie na Półwyspie Apenińskim, Rivaldo na krótko wrócił do ojczyzny, gdzie podpisał miesięczny kontrakt z Cruzeiro Belo Horizonte.

Wilka ciągnęło jednak do lasu i gdy w czerwcu 2004 roku pojawiła się oferta powrotu na europejskie boiska, brazylijski gwiazdor skorzystał z oferty Olympiakosu Pireus. Doświadczony Rivaldo w krótkim czasie stał się największą gwiazdą greckiej ligi, zdobył szereg ważnych bramek a fani chcieli zbudować mu pomnik! Mimo tego, że był uwielbiany przez kibiców Olympiakosu, którzy naciskali właścicieli klubu, by ci przedłużyli kontrakt z Brazylijczykiem, Rivaldo wkrótce znowu zmienił otoczenie.

Tym razem padło na AEK Ateny, gdzie mimo 35 lat na karku legendarny piłkarz znowu zachwycał fanów. Fanatyczni kibice w Helladzie do dzisiaj pamiętają jego znakomitą grę, a plakaty z podobizną brazylijskiego gwiazdora można spotkać dosłownie wszędzie. Na ulicach i targach nawet w niewielkich turystycznych miasteczkach ludzie wciąż wspominają Rivaldo, dumnie obnosząc się z koszulkami genialnego pomocnika.

36 lat i u stóp cały świat!

Grecja wcale nie była ostatnim przystankiem w karierze brazylijskiej legendy. 25 sierpnia 2008 roku Rivaldo znowu zaskoczył. Na antenie greckiego Radia Sport ogłosił, że na koniec kariery przenosi się do... Uzbekistanu! Słysząc to niejeden kibic pukał się w czoło, ale fanom AEK-u opadły szczęki, kiedy okazało się, że azjatyccy milionerzy zaoferowali ich idolowi... 10 milionów euro za dwa lata gry! Przy tak wielkiej kasie greccy działacze mogli tylko podkulić ogony i grzecznie wrócić do klubowego budynku. A Rivaldo przeszedł do Bunyodkoru Taszkient i w wieku 36 lat znowu był na ustach całego piłkarskiego świata!

Jak łatwo się domyślić, w Uzbekistanie brazylijski mag rządził i dzielił, a statystycy nie nadążali z liczeniem jego bramek. W sierpniu 2010 roku Rivaldo rozwiązał kontrakt z Bunyodkorem, ale spokojnie - to wcale nie oznacza, że kończy z piłką! Na swoim koncie w serwisie Twitter ogłosił, że zamierza kontynuować karierę w Europie bądź w Brazylii. A gdyby tak któryś z prezesów polskich klubów sięgnął głębiej do kieszeni i spróbował ściągnąć Rivaldo do Ekstraklasy... Ech, marzenia!

Czytaj inne teksty Bartka i dyskutuj z nim na blogu!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje