Reklama

Reklama

Reputacja najlepszego trenera na świecie zawisła na włosku

"Oddamy życie za awans" - obiecuje Iker Casillas. Przed meczem na Camp Nou część kibiców Realu Madryt nie czeka już nawet na półfinał Pucharu Króla, żądają jednak gry z podniesionym czołem.

Real od rana do nocy! Bądź na bieżąco i zaprenumeruj wszystkie informacje na jego temat!

Reklama

Barca na okrągło! 24 h na dobę! Nie przegap żadnego newsa! Zaprenumeruj informacje na jej temat!

Czy strumienie wody płynące ze zraszaczy trawy, którymi potraktowano go po półfinale Ligi Mistrzów w 2010 roku pozostaną na zawsze najsłodszym wspomnieniem Jose Mourinho z Camp Nou? Zmieniając miejsce pracy z Mediolanu na Madryt "The Special One" liczył, że częściej będzie potrafił wywoływać akty frustracji u rywali z Katalonii. Zimny prysznic powtórzył się już tylko w sensie przenośnym i znów spotkał jego samego. Z 9 meczów przeciw Barcelonie prowadzony przez Mourinho, Real wygrał zaledwie jeden. W ten sposób reputacja najlepszego trenera na świecie zawisła na włosku.

Jeśli wierzyć prasie hiszpańskiej, Mourinho znalazł się na życiowym zakręcie. Kwestionowany przez madryckie media, nawet te dotąd ślepo go popierające i coraz bardziej poróżniony z drużyną. Przeciek do "Marki" dotyczący kłótni z Sergio Ramosem po ostatniej porażce z Barceloną 1-2 sprawił, że wściekły trener znów zaczął poszukiwać nielojalnego informatora w swoim zespole. Pojawiła się nawet informacja, że mający dość borykania się z kłopotami zewnętrznymi (Barcelona) i wewnętrznymi Portugalczyk postanowił uciekać z Madrytu po zakończeniu sezonu bez względu na wszystko.

Plotki? Nie ma to teraz znaczenia. Liczy się mecz na Camp Nou, który mimo umiarkowanej stawki urasta do rangi symbolu. Czy Mourinho i piłkarze Realu odważą się powalczyć o awans, czy tylko o honorową porażkę? Czy rzucą się do odrabiania strat, czy będą wyczekiwali jak bokser w obawie przed nokautem?

Hiszpańskie media gremialnie zarzucają Portugalczykowi, że dla własnych, bojaźliwych koncepcji taktycznych poświęca klasę i talent swoich piłkarzy. Karim Benzema, Gonzalo Higuain, Cristiano Ronaldo, Angel di Maria, Mestu Oezil, Xabi Alonso, Sergio Ramos, Iker Casillas - dla tych ludzi zwycięstwo nad każdym rywalem jest możliwe.

Dziennik "El Pais" wspomina podobną sytuację sprzed 9 miesięcy, kiedy po porażce na Santiago Bernabeu 0-2 w półfinale Ligi Mistrzów, Mourinho przywiózł swoich graczy na rewanż do Katalonii. Jego przedmeczowa mowa zszokowała nawet stawiającego pierwsze kroki w dyrektorskiej roli Zinedine'a Zidane'a. Mourinho otwarcie powiedział ponoć swoim piłkarzom, że awans do finału jest niemożliwy, mieli grać tak, by udowodnić lansowaną przez niego tezę, że odpadli na skutek spisków sędziowskich.

Gracze Realu jechali na stadion sami, ukarany przez UEFA trener został w hotelu. Według relacji "El Pais" drodze Iker Casillas przekonał resztę, że oczywiście trzeba wypełniać założenia taktyczne, nie porzucając jednak marzeń o Wembley. Skończyło się na remisie 1-1 i awansie Barcelony.

Dziś Mourinho zdaje się nie mieć wyjścia. Jego teza o spiskach budzi tylko pusty śmiech, sam Portugalczyk na szczęście odłożył ją do lamusa. Wystarczy przypomnieć prosty fakt: odkąd prowadzi Real arbitrzy z Primera Division podyktowali dla jego drużyny trzy razy więcej karnych niż dla Barcelony. To nie jest powód do lamentów.

Na Camp Nou Mourinho musi pokazać odwagę. Kibice Realu nie chcą już ustawienia z trzema defensywnymi pomocnikami. "The Special One" wymyślił je po najgłębszej traumie swojego zawodowego życia: klęsce 0-5 w Katalonii jesienią 2010 roku. A przecież zaledwie siedem miesięcy wcześniej, w tym samym miejscu świętował awans do finału Ligi Mistrzów z Interem Mediolan.

Od tamtej pory w meczach z Barcą Mourinho powtarzał defensywną taktykę nagminnie - z jednym dobrym skutkiem: w finale Pucharu Króla poprzedniej edycji. Dziś jest doskonała chwila, by uwolnił się od koszmarów przeszłości. By przypomniał sobie o 19 trofeach stawiających go w roli nr 1 wśród szkoleniowców. Nikt w Madrycie nie zaakceptuje sytuacji, w której "Królewscy" przyjadą kolejny raz na Camp Nou położyć głowy pod topór. Poza suchymi wynikami, są w klubie z Bernabeu inne wartości. Może chociaż je uda się obronić?

Najmniej w kryzys i rozterki wielkiego rywala wierzą oczywiście Katalończycy. Wychowany w "La Masia" Pep Guardiola zna historię wystarczająco dobrze, a nawet sam doskonale pamięta przypadki zwycięstw Realu w meczach, których wygrać z pozoru nie był w stanie. To Barcelona znacznie częściej bywała grupą nieodpornych i nieodpowiedzialnych gwiazd. "Królewscy" zawsze mieli charakter. Zawsze?

Dyskutuj o artykule z Darkiem Wołowskim

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje