Reklama

Reklama

Rajd Dakar - Jerzy Mazur: Ta impreza jest jak dzieło sztuki

Wałbrzyszanin Jerzy Mazur, który startował w Rajdzie Paryż-Dakar w 1988 roku uważa, że ta impreza - tak jak dzieło sztuki - budzi zachwyt. Osiągnięcia Polaków w ostatniej 34. edycji ocenia bardzo wysoko, mimo pecha, jakiego miał Krzysztof Hołowczyc.

- Rajd Dakar jest jak dzieło sztuki, budzące zachwyt. Można wielokrotnie patrzeć i zawsze ciągle coś nowego odkrywać. Kto raz weźmie udział w tej imprezie, po jej zakończeniu marzy o następnym starcie. Ona niesamowicie wciąga, jest konfrontacją zawodnika z naturą, gdzie człowiek jest marnym ziarnkiem na pustynnym oceanie - powiedział Mazur.

Niegdyś reprezentant kraju w bolidzie Formuły Easter, którym w 1986 roku zajął trzecie miejsce w Pucharze Przyjaźni na otwarcie toru Hungaroring w Budapeszcie, oraz szef rajdowego teamu Nissan Mazur Motorsport w latach 1999-2003, wysoko ocenił osiągnięcia Polaków w 34. Rajdzie Dakar. Impreza zakończyła się w niedzielę w stolicy Peru - Limie.

Reklama

- Już samo ukończenie najtrudniejszego na świecie rajdu terenowego jest ogromnym wyczynem, dlatego uważam, że w tegorocznej edycji nasi zawodnicy odnieśli duży sukces. Mógłby on być jeszcze większy, gdyby na podium stanął Hołowczyc, który pokazał wielką klasę. Żal, że awaria samochodu wykluczyła go z walki o zwycięstwo, a kilku innych Polaków też miało pecha - zaznaczył Mazur.

Wspomniał, że startując w 1988 roku w "piekielnej imprezie", miał okazję poznać ojca Holendra Gerarda de Rooy'a, który teraz wygrał w rywalizacji ciężarówek. W jego zespole mechanikiem był urodzony w miejscowości Olesno koło Opola Darek Rodewald.

- W 1988 roku była to iście piekielna impreza, najdłuższa z dotychczasowych (ponad 13 tys. km), najliczniej obsadzona i najbardziej tragiczna, bowiem zginęło osiem osób. Z moim pilotem Julianem Obrockim, jadąc Starem 266, osiągnęliśmy metę, co poczytuję sobie za osiągnięcie i jestem z niego dumny - dodał.

Podkreślił, że ten rajd, już od początku, zawsze stanowił dla kierowców wyjątkowe wyzwanie oraz nieprzeciętny egzamin wytrzymałości fizycznej i psychicznej.

- Zdecydowaliśmy się jechać na sprzęcie, któremu sporo można było zarzucić, poza tym brakowało nam pieniędzy. Prawie ćwierć wieku temu polscy rajdowcy borykali się z całą masą kłopotów i przeciwności. Za rywali mieliśmy kierowców ponad stu znakomicie przygotowanych ciężarówek - przypomniał wałbrzyszanin.

Początkowa faza rajdu okazała się dla polskiej załogi nadspodziewanie udana. W pewnym momencie zajmowali 15. miejsce. Jednak szanse na dobrą lokatę zostały pogrzebane na ogromnej wydmie, która zatrzymała Stara na odcinku specjalnym długości 850 km.

- Walczyliśmy przez sześć godzin, odkopując pojazd metr po metrze. Była to iście syzyfowa praca, gdyż wiatr stale nanosił piasek. Przekonaliśmy się dobitnie, jaką drobiną jest człowiek na bezkresach pustyni. Przez te zmagania przekroczyliśmy limit czasu, ale tylko o kilkanaście minut. Potem mieliśmy już tylko jeden cel: ukończyć morderczy rajd - powiedział 62-letni Mazur, który prowadzi w Wałbrzychu salon samochodowy.

Jak przyznał, marzy o ponownym udziale w tej imprezie i ma nadzieję, że to pragnienie uda się jemu zrealizować. Przed rokiem przejechał trasę Rajdu Monte Carlo zabytkowym polonezem, a 10 lat temu utworzył w swym rodzinnym mieście Muzeum Górnictwa i Sportów Motorowych.

- Zgromadziłem dziesięć motocykli - żużlowych, wyścigowych, crossowych, a także 20 samochodów; najstarszym jest trabant z 1975 roku z Rajdu Polski, poza tym pechowa dla Hołowczyca i jego pilota Macieja Wisławskiego Toyota Celica, która w 1996 roku w Rajdzie Niemiec, zaliczanym do mistrzostw Europy, stanęła w płomieniach. Są też osobiste przedmioty sławnych kierowców, m.in. Stephane'a Peterhansela, który w niedzielę po raz czwarty wygrał Dakar w rywalizacji samochodów. Wcześniej Francuz sześć razy wygrywał ten rajd w gronie motocyklistów - wspomniał o swej muzealnej pasji Jerzy Mazur.

Oprócz Hołowczyca, który zajął 10. miejsce, do mety 34. Rajdu Dakar dojechali w niedzielę Adam Małysz z Rafałem Martonem (38. pozycja) i Piotr Beaupre z Jackiem Lisickim (53.), motocykliści Jacek Czachor (13.) i Marek Dąbrowski (29.), a ciężarówkami Robert Szustowski z synem Robertem i Jarosławem Kazberukiem (30.) oraz Grzegorz Baran, Wojciech Białowąs i Ernest Górecki (36.).

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje