Reklama

Reklama

Radosław M.: To prowokacja!

Radosław M. i Jarosław Ch. wyszli z aresztu. Piotr Ś. pozostanie za kratami przez kolejną dobę. Koszalińska prokuratura postawiła wszystkim trzem piłkarzom zarzuty i wystąpiła do sądu z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie Piotra Ś. To wielkie nieporozumienie, jakaś prowokacja - tłumaczą się piłkarze reporterowi RMF FM, który jako pierwszy poznał ich wersję wydarzeń.

Zaraz po wyjściu z aresztu, z Radosławem M. i Jarosławem Ch. rozmawiał reporter RMF FM Paweł Żuchowski. Piłkarze nie przyznają się do winy i twierdzą, że cała sprawa to wielkie nieporozumienie:

Radosław M.: Wielka pomyłka, nieporozumienie. Ja osobiście jestem w ciężkim szoku, że za coś takiego, co się stało, trafiłem do aresztu. Siedziałem tam dwa dni. Naprawdę wiem, jakie są głosy, bo zdaję sobie sprawę. Niektórzy myślą, że przyjechało dwóch czy trzech cwaniaczków się bawić i myślą, że wszystko im wolno. Jest to bardzo dalekie od prawdy. Tym bardziej, że siedzieliśmy tu jak przestępcy i zdecydowanie nie zgadzam się co do postawionych nam zarzutów i mam nadzieję, że zostanie to wyjaśnione.

Reklama

Paweł Żuchowski: Co się działo w pensjonacie?

Radosław M.: Nie możemy o tym wszystkim dokładnie mówić, ale na pewno nie jest to prawdą, że uderzyłem policjanta. To jest jakieś nieporozumienie.

Jarosław Ch.: Uważam to za sprawę rozdmuchaną do granic możliwości. Tak naprawdę to był tylko zwykły grill. I to nawet nie nasz, bo my siedzieliśmy sobie już w kafejce internetowej po godzinie 23. To po prostu jakaś totalna prowokacja. I zrobiła się z tego afera na całą Polskę. Jest nam bardzo przykro, że tak się stało, a to, że spędziliśmy w więzieniu 2 dni, a Piotrek jeszcze do jutra; po prostu jesteśmy w szoku.

Paweł Żuchowski: Radek, być może nie wiesz, ale klub chce wyciągnąć wobec was dosyć surowe konsekwencje. To może oznaczać poważne problemy w twojej karierze sportowej.

Radosław M.: No wiem, zdaję sobie z tego sprawę, tym bardziej jest to dla mnie niezrozumiała sytuacja. Cały czas siedziałem w celi i zastanawiałem się, co ja tutaj robię, a późniejsze konsekwencje, które z tym się mogą wiązać, też na pewno mogą być bardzo drastyczne i mam tego świadomość. Mam nadzieję, że jak spotkam się z władzami naszego klubu, wyjaśnimy to i wszystko będzie ok.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL