Reklama

Reklama

"Pudzian" nie jest herosem, tylko śmiertelnikiem

Podobno zwycięzców się nie sądzi. Warto jednak, a nawet powinno, z każdej wygranej wyciągać wnioski. Tych na pewno nie zabraknie Mariuszowi Pudzianowskiemu po walce z Yusuke Kawaguchim.

"Pudzian" po dwóch pięciominutowych rundach pokonał w katowickim Spodku japońskiego wojownika w jednej z dwóch walk wieczoru trzynastej gali Konfrontacji Sztuk Walki (w drugiej Mamed Khalidov zremisował z Ryutą Sakuraiem). Co zapamiętam z tego pojedynku? Przede wszystkim to, że Mariusz nie jest herosem, ale zwykłym śmiertelnikiem. Przynajmniej w temacie MMA, i przynajmniej na razie.

Reklama

Ambitny, waleczny i - co najważniejsze - dysponujący o klasę lepszą techniką od "Pudziana" Kawaguchi nie tylko nie przestraszył się ataków mocarnego rywala, ale i zmusił go do ogromnego, trwającego dziesięć minut wysiłku, na który dominator zawodów siłaczy nie był przygotowany.

Po walce sam Mariusz przyznał, że Yusuke go zaskoczył, że spodziewał się, że walka potrwa najwyżej trzy minuty. Tomasz Adamek powtarza, że tylko laik nastawia się na zwycięstwo w ringu przed czasem. I trudno nie przyznać mu racji, odnosząc jego słowa do występu Pudzianowskiego. Założenie wygranej przed czasem trąci lekceważącym podejściem do rywala, a także - co pokazał dobitnie występ Mariusza - złym rozłożeniem sił. Inna sprawa, czy przy jego masie (w tej walce ważył ponad 128 kg) możliwa jest lepsza gospodarka siłami? Śmiem twierdzić, że tak.

"Pudzian" - tak jak w konfrontacji z Marcinem Najmanem - postawił wszystko na jedną kartę. A że asa w rękawie, w postaci nieprawdopodobnej siły, ma niesamowitego od razu ruszył do ataku i błyskawicznie próbował znokautować Japończyka. Ten się jednak nie przestraszył i demonstrując bardzo dobrą technikę (klincz w stójce, odpowiednie ustawienie w parterze) pokazał jak można zniwelować różnice w sile fizycznej.

Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że "Pudzian" zdaje sobie sprawę ze swoich niedociągnięć i z większą pokorą opowiada o drodze po tytuł mistrza świata. - Jestem jeszcze żółtodziobem w tym sporcie - podkreśla. Za dwa tygodnie żółtodziób spotka się z ringowym wyjadaczem, byłym mistrzem prestiżowej organizacji UFC, Timem Sylvią. Wynik tej walki i styl, jaki zaprezentuje Polak utwierdzą nas w przekonaniu, czy Kawaguchi jest taki dobry i niedoceniany w Polsce, czy też Mariusz ma znacznie dalej do światowej czołówki, niż to się wielu wydawało.

Porozmawiaj o walce na blogu Darka Jaronia!

Dowiedz się więcej na temat: Pudzian

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje