Reklama

Reklama

Puchar Davisa: Madagaskar w "wielkim tenisowym świecie"

Zwierzęta, główni bohaterowie kreskówki "Madagaskar", były głośne, zabawne, rozbrykane i wszędobylskie. Natomiast tenisiści z Madagaskaru, którzy grają z Polką w spotkaniu Pucharu Davisa w Warszawie, są dla odmiany wyciszeni, wręcz zagubieni.

W piątek, na twardym korcie typu Taraflex ruszyła trzydniowa rywalizacja w pierwszej rundzie Grupy II Strefy Euroafrykańskiej, która znajduje się dokładnie pośrodku struktury rywalizacji o Puchar Davisa. W tym gronie afrykański zespół debiutuje.

"Pierwszy raz awansowaliśmy do Grupy II, więc to jest dla nas tak naprawdę wielki tenisowy świat. W Grupie III grało się przez tydzień, a w turnieju występowało kilka zespołów. To zupełnie innna bajka. Tu ocieramy się już o taki system rozgrywek, który jeszcze niedawno widzieliśmy tylko w telewizji" - powiedział kapitan przyjezdnej drużyny Zo Rabarijaona.

Reklama

Z czterech powołanych przez niego tenisistów tylko jednego można znaleźć w rankingu ATP - Antso Rakotondramangę. Zajmuje dość odległą 1606. pozycję (najwyżej był notowany na 1438. w kwietniu 2011), a wygrał na korcie dotychczas 611 dolarów.

Na koncie ma tylko jeden punkt, więc jego szybkie zniknięcie z klasyfikacji jest bardzo prawdopodobne. Zarówno on, jak i jego koledzy z ekipy na co dzień trenują i studiują we Francji i w Belgii, gdzie grają też w miejscowych ligach.

"Tenis to drogi sport, a w naszym kraju raczej nie możemy liczyć na wsparcie władz czy jakichś bogatych sponsorów. Nasza federacja robi co może, ale jeśli jakiś chłopak z Madagaskaru chce grać w tenisa i startować w turniejach, to musi wyjechać z kraju" - uważa Rabarijaona.

Drużyna gości od początku pobytu w Warszawie sprawia wrażenie bardzo speszonej, zapatrzonej w "wielki świat", zaskoczonej rozmachem organizacyjnym i stołeczną metropolią.

"Szkoda, że nie gra tutaj wasz najlepszy tenisista (Łukasz Kubot, obecnie 57. w rankingu ATP World Tour), bo liczyłem, że moi zawodnicy będą mieli okazję po raz pierwszy zagrać z kimś z pierwszej setki. Trudno, ale za to w sobotę zagrają przeciwko jednemu z najlepszych debli świata" - podkreśla kapitan, który podczas oficjalnej kolacji i konferencji prasowych chętnie fotografował się z Mariuszem Fyrstenbergiem i Marcinem Matkowskim.

Zawodnicy Siemens AGD Tennis Team Polska ubiegły rok zakończyli na ósmym miejscu w rankingu najlepszych par ATP "Doubles Race". Wygrali dotychczas 11 imprez ATP, we wrześniu osiągnęli pierwszy wielkoszlemowy finał w nowojorskim US Open, a w listopadzie doszli do tej samej fazy w zamykającym sezon turnieju masters - ATP World Tour Finals w londyńskiej O2 Arena.

Trudno się dziwić, że podczas środowej konferencji prasowej jeden z afrykańskich tenisistów poprosił polski debel o autograf na oficjalnym plakacie, po czym wręczył swojemu kapitanowi telefon komórkowy i zrobił sobie zdjęcia z polską parą.

W sobotę o godzinie 14.00 Fyrstenberg i Matkowski zmierzą się z Lofo Ramiaramananą i Ando Rasolomalalą, graczami nigdy nie klasyfikowanymi w rankingach ATP. Jest bardzo realne, że właśnie gra podwójna rozstrzygnie losy zwycięstwa i awansu do drugiej rundy, w której w dniach 6-8 kwietnia rywalem będzie Estonia lub Luksemburg.

Wcześniej jednak Polacy muszą zdobyć dwa punkty w singlu. W pierwszym piątkowym meczu Grzegorz Panfil, obecnie 380. w rankingu ATP World Tour gra z Rakotondramangą. Po nich na kort wyjdą Jerzy Janowicz i Jacob Rasolondrazana.

W niedzielę odbędą się rewanżowe pojedynki singlowe, w których najpierw Janowicz zmierzy się z Rakotondramangą (początek o 13.00), a potem Panfil z Rasolondrazaną.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama