Reklama

Reklama

PŚ w Zakopanem: Świetne kwalifikacje Polaków

Fenomenalny lot w kwalifikacjach na 139. metr stawia Adama Małysza w roli faworyta do zwycięstwa we wszystkich trzech konkursach w Zakopanem. Drugi był Kamil Stoch skokiem na 126,5 m!

Niewykluczone, że czeka nas najbardziej porywający weekend w całej historii Pucharu Świata na Wielkiej Krokwi. - Czuję dynamit w nogach - wyznał Adam Małysz. Tym razem nie było mowy o dwóch równych skokach, od czterokrotnego mistrza świata bił zaraźliwy więc optymizm i entuzjazm. Na pytanie, czy możliwe są jego trzy zwycięstwa w Zakopanem, nie zaprzeczył, a tylko rzucił: "Chciałbym".

Małysz jest zbyt doświadczonym skoczkiem, by cokolwiek gwarantować. - Gdyby potem coś mi w konkursie nie wyszło, mielibyście podstawy mnie rozliczyć. Ale czuję się znakomicie, magia Zakopanego działa jak zwykle. Będę walczył o pierwsze miejsce - mówił wprost.

Reklama

Polak uzyskał najdłuższy skok w drugiej sesji treningowej, a potem w kwalifikacjach wręcz zdeklasował rywali. 139 metrów to zaledwie o 1,5 m od rekordu Wielkiej Krokwi Simona Ammanna. Lot był tak długi, że Małysz nie zdołał nawet wykonać telemarku. - O to tylko mam do siebie żal - komentował. A przecież zanim oddał skok, sędziowie skrócili rozbieg. Zaraz po nim na Wielkiej Krokwi stanął czterokrotny mistrz olimpijski i rekordzista obiektu. Ammann uzyskał 127,5 m. Jedynie Andreas Kofler zbliżył się do wyniku Polaka lądując na 136. metrze. Lider PŚ Thomas Morgenstern w kwalifikacjach nie startował.

Dziennikarze pytali Małysza, czy nie dekoncentruje go, gdy skraca się rozbieg tuż przed jego skokiem. Odpowiedział, że najwyraźniej sędziowie wiedzą, kto jest w jakiej formie, by nie dopuścić do niebezpieczeństwa na skoczni. - Te dwa dzisiejsze skoki dodały mi wiary w siebie, a chyba moich rywali mogły lekko speszyć - mówił Małysz. - Lot do Japonii mi nie przeszkodził, nie miałem kłopotu z aklimatyzacją, zmianą czasu. Tam borykałem się jednak z chorobą, miałem straszny katar, a teraz czuję się bez porównania lepiej.

Oprócz Małysza do piątkowego konkursu zakwalifikowało się aż 10 polskich skoczków. - To fantastycznie, ale Wielka Krokiew to nasza skocznia. Tu mamy obowiązek walczyć. Mam nadzieję, że połowa z nas znajdzie się w serii finałowej, a wtedy to będzie wielki sukces. Ale tak jest w Zakopanem. Nie tylko my, ale nawet zagraniczni skoczkowie uwielbiają tu skakać - skończył.

Polak nie wygrał w Tatrach od 2005 roku. Od prawie czterech lat nie zwyciężył w żadnych zawodach Pucharu Świata. Patrząc na formę Orła z Wisły, te złe passy muszą zostać przerwane. Małysz mówi nawet o rekordzie skoczni. - Bardzo bym chciał, by padł - komentował.

Poza Adamem i Kamilem w czwartek świetnie spisali się: Piotr Żyła (6. miejsce, 126,5 m) oraz Stefan Hula, który był 8. ex aequo z Austriakiem Gregorem Schlierenzauerem (124,5 m). Do konkursu głównego awansowali także: Krzysztof Miętus (27., 124,5 m), Tomasz Byrt (29., 125,5 m), Maciej Kot (31., 123 m), Marcin Bachleda (35., 120 m), Rafał Śliż (36., 119,5 m), Klemens Murańka (37., 120,5 m) i Dawid Kubacki (38. 120 m). Kwalifikacji nie przebrnął jedynie Jan Ziobro (45., 115,5).

Dariusz Wołowski, Zakopane

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje