Reklama

Reklama

PŚ w windsurfingu na Narodowym - Miarczyński: zawodowcy są słabsi

Medalista londyńskich igrzysk w deskowej klasie RS:X Przemysław Miarczyński uważa, że zawodowi windsurferzy są kondycyjnie słabsi od żeglarzy startujących w konkurencji olimpijskiej. W sobotę na Stadionie Narodowym w Warszawie wystąpi m.in. Zofia Klepacka.

W halowych zawodach Pucharu Świata organizacji PWA (Professional Windsurfers Association) polscy żeglarze otrzymali tzw. dzikie karty. W eliminacjach slalomu mężczyzn odpadli wszyscy trzej: Miarczyński (SKŻ Ergo Hestia Sopot), Piotr Myszka (AZS AWFiS Gdańsk), który w lipcu po raz drugi w karierze został mistrzem Europy, oraz Maciej Rutkowski (MOS 2 Warszawa), zdobywca Puchar Świata zawodowców w tej konkurencji w kategorii do 21 lat w 2012 roku.

Reklama

Najlepiej z tej trójki spisał się Miarczyński.

"Wrażenia - super. Mam tylko taką wewnętrzną złość, że nie udało mi się awansować do najlepszej czwórki. Ale... Spełniło się moje kolejne marzenie. Jako 16-latek oglądałem w Eurosporcie transmisję z zawodów w paryskiej hali Bercy. Jedyną Polką była tam chyba Dorota Staszewska. Już wtedy wstąpiło we mnie ogromne pragnienie, aby móc kiedyś wystartować w podobnej imprezie pod dachem" - powiedział PAP zdobywca sześciu medali mistrzostw świata w latach 2001-10.

Jak zaznaczył, w takich zawodach najistotniejsze są umiejętności, wszechstronność i opływanie.

"Duże znaczenie odgrywa też deska. Ta klasy RS:X ma wymiary 2,80 x 0,80 m, a tu stosowaliśmy nieco mniejsze - 2,40 x 0,60 m, na których startują zawodnicy w regatach PWA. Na pewno sportowa rywalizacja jest ważna, ale w tej imprezie jeszcze istotniejsza była dobra zabawa, atrakcyjne show" - dodał brązowy medalista olimpijski.

Podkreślił, że to "świetne wydarzenie" skierowane jest nie tylko do fanów żeglarstwa, ale również do osób, które nigdy nie miały okazji zobaczyć rywalizacji na wodzie z bliska.

"Charakter naszej dyscypliny jest specyficzny. Walczymy z reguły z dala od kibiców, jeśli nie liczyć tych, co wypłyną na trasę regat stateczkami, łódkami czy jachtami. Po raz pierwszy w karierze z większą publicznością zetknąłem się podczas londyńskich igrzysk. Ukształtowanie terenu pozwoliło szerokiej rzeszy sympatyków żeglarstwa zgromadzonych na plaży śledzić nasze zmagania. Mieli czytelny obraz, a do tego fachowy komentarz. W Warszawie widzowie mają jeszcze bliższy kontakt z zawodnikami" - powiedział gdańszczanin.

Wyjaśnił też, dlaczego zawodowi deskarze są znacznie słabsi kondycyjnie od "amatorów", czyli tych, którzy nie biorą udziału w regatach PWA bądź podobnych organizacji.

"W rywalizacji z nami zawodowcy nie mają szans. Ich wyścigi są krótsze, kilkuminutowe, dlatego nie muszą mieć żelaznej kondycji. Natomiast nasze trwają po 20-25 minut, a zazwyczaj są dwa dziennie. Konieczna jest więc superwydolność, a to się wiąże przede wszystkim z bieganiem, ćwiczeniami na siłowni, np. ja uzyskałem na Stadionie Narodowym czas 55 sekund, najlepszy zawodowiec miał 42, a zamykający stawkę minutę i 15 sekund" - powiedział Miarczyński.

Jego opinię podzielił Rutkowski.

"Przemek ma rację. My, zawodowcy, jesteśmy w slalomie +zapaśnikami+ o wadze 90-110 kg, natomiast startujący w klasie RS:X to są +kolarze+ z wagą 70-80 kg. My mamy dziennie od dwóch do ośmiu krótkich wyścigów, a +olimpijczycy+ dwa, a czasami nawet i trzy po prawie pół godziny. Łączy nas wprawdzie windsurfingowa deska, ale dzieli ogromna różnica w charakterze rywalizacji. U nas rola taktyki jest bardzo ograniczona, decyzje trzeba podejmować w ułamku sekundy. To tak, jakby Justyna Kowalczyk miała zjechać ze skoczni narciarskiej..." - wyjaśnił pochodzący ze Słupska niespełna 23-letni zawodnik.

Rutkowski jest jedynym Polakiem na liście rankingowej PWA, zawierającej ponad sto nazwisk. Obecnie zajmuje 20. pozycję. Jak przyznał, komercyjny windsurfing to jego praca.

"Czy da się wyżyć? Owszem, nie są to może kokosy, ale ten zawód sprawia, że ciągle trzeba być w formie, by zarabiać. Pula nagród w zawodach to ok. 50 tysięcy euro. Płatne są lokaty 1-24. Zwycięzca dostaje 7-8 tysięcy, a ostatni prawie 600 euro" - powiedział zawodnik MOS 2 Warszawa, który w ubiegłorocznych mistrzostwach świata organizacji IFCA zajął piąte miejsce.

W sobotnich półfinałach slalomu na Stadionie Narodowym z reprezentantów Polski wystąpi tylko Zofia Klepacka (YKP Warszawa), brązowa medalistka olimpijska z Londynu, zdobywczyni trzech trofeów żeglarskich mistrzostw świata (złoty w Cascais w 2007 roku oraz srebrne w Perth 2011 i Kadyksie 2012). Natomiast w konkurencji jump będzie jeszcze jedna z najlepiej wave'ujących krajowych windsurferek Justyna Śniady. Początek rywalizacji o godz. 20.

Finaliści sobotnich konkurencji:

freestyle

Nicolas Akgazcyian (Francja)

Taty Frans (Francja)

Max Matissek (Austria)

Rafael de Windt (Holandia)

slalom - mężczyźni

Nicolas Acgazcyian (Francja)

Andrea Rosati (Włochy)

Matteo Iachino (Włochy)

Ben Proffitt (Wielka Brytania)

slalom - kobiety

Zofia Klepacka (Polska)

Lena Erdil (Turcja)

Delphine Cousin (Francja)

Arrianne Aukes (Holandia)

jump - mężczyźni

Antoine Martin (Francja)

Ricardo Campello (Brazylia)

Thomas Traversa (Francja)

Jules Denel (Francja)

Alex Mussolini (Hiszpania)

Jamie Hancock (Wielka Brytania)

Andrea Rosati (Włochy)

Ben Proffitt (Wielka Brytania)

jump - kobiety

Justyna Śniady (Polska)

Lena Erdil (Turcja)

Amanda Beenen (Holandia)

Arrianne Aukes (Holandia)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje