Reklama

Reklama

Przymarzał mu kask do czoła

Marcin Sapa bardzo odczuł szósty etap 65. Tour de Pologne. Reprezentant Polski na mecie z trudnością odpowiadał na pytania, był tak zmarznięty, że trząsł się z zimna.

Zapytany przeze mnie czy ciężko było podczas piątkowej jazdy odpowiedział: - Przede wszystkim zimno. Mimo że etap był skrócony to kask przymarzał do czoła.

Sapa jeszcze w czwartek mówił, że następnego dnia zaatakuje, by wywalczyć punkty na lotnych premiach. - Zrealizowałem swój plan - stwierdził na mecie. Polak z 18 punktami prowadzi w klasyfikacji najaktywniejszego i wystarczy, że dojedzie do mety w Krakowie, by utrzymać tę koszulkę.

Sapa po piątkowym etapie nie był zbyt rozmowny, trudno mu się dziwić, pogoda była przecież fatalna. Zdradził jednak, że to już koniec jego ucieczek w tegorocznym wyścigu. - W sobotę będę jechał w peletonie - powiedział reprezentant Polski.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje