Reklama

Reklama

"Przez PZPN gram dla Niemiec"

Sebastian Boenisch to kolejny piłkarz urodzony w Polsce, ale grający dla Niemiec. Zarzeka się, że chciał bronić biało-czerwonych barw i oskarża: - PZPN przespał sprawę. Cały czas czekałem na odzew z ich strony, ale nikt się mną nie zainteresował.

Wokół sprawy utalentowanego obrońcy Werderu Brema narosło sporo niedomówień. Czy faktycznie chciał grać w koszulce z białym orłem, czy tylko sondował taką możliwość, a już wcześniej wybrał niemieckiego czarnego orła?

- Oczywiście, że chciałem grać w seniorskiej reprezentacji Polski - mówi "Super Expressowi" Boenisch. - Mówiłem o tym głośno przed finałami EURO 2008 i czekałem na odzew ze strony polskiej. Ale nikt nie zadzwonił do mnie, nie wykazano żadnego zainteresowania. Po prostu PZPN olał sprawę, zresztą nie tylko moją.

Reklama

Rozgoryczony piłkarz, mówiąc o opieszałości naszych piłkarskich władz, nie waha się używać mocnych słów.

- Schande! (po niemiecku wstyd, hańba - red.) - powtarza. - Jeśli w Niemczech pojawia się talent pochodzący z Polski, to trzeba działać błyskawicznie, a nie czekać, aż piłkarz rozwinie się i stanie się cenionym w Europie graczem. Gdyby była odpowiednia reakcja PZPN, to może dla Polski zagraliby i Klose, i Podolski. Z takimi piłkarzami można powalczyć o mistrzostwo świata - przekonuje Sebastian.

Rozczarowania nie kryje też ojciec piłkarza.

- Syn bardzo chciał jechać z reprezentacją Polski na EURO - mówi Piotr Boenisch. - Powtarzał, że występ w takiej imprezie to szczyt jego marzeń. Wiedział o tym zarówno pan Darek Dziekanowski, jak również asystentka selekcjonera (Marta Alf - red.). Ale wszystkich średnio to interesowało. A wystarczyło umówić się na spotkanie, usiąść i konkretnie porozmawiać - dodaje Boenisch senior, który w latach 80. grał w II-ligowym Górniku Knurów u boku... Waldemara Podolskiego, ojca Łukasza. Po przedwczesnym zakończeniu kariery z powodu kontuzji w 1988 roku Boenisch z rodziną wyjechał do Niemiec.

Czy wypowiedzi piłkarza i jego ojca są szczere? Faktem jest, że rodzina Boenischów czuje się związana z Polską. Od 5 lat każde zimowe wakacje w okresie świąt spędza w Szczyrku. Tak było i w minionym roku.

- Ciągnie człowieka do Polski, mimo że w Gliwicach żyje już tylko ciotka mojej żony - wyznaje pan Piotr.

Sebastian kilka dni temu znów odwiedził Polskę, żeby po raz pierwszy zagrać przeciwko polskiej drużynie. W towarzyskim spotkaniu jego Werder pokonał Lecha Poznań 3:2.

- Był to dla mnie szczególny występ - mówi. - Chyba nasz trener też wziął to pod uwagę, bo trzymał mnie na boisku 90 minut.

Kariera Boenischa nabrała w ostatnim półroczu dużego rozpędu. Z piłkarza niechcianego w Schalke stał się podstawowym graczem Werderu.

- Chciałbym poprzez występy w Bundeslidze i w Lidze Mistrzów przebić się do pierwszej reprezentacji Niemiec - deklaruje.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL