Reklama

Reklama

Przemysław Miarczyński: Na motorówce mam chorobę morską

Po przejęciu męskiej windsurfingowej kadry w klasie RS:X Przemysław Miarczyński zmaga się z problemem, z którym nie zetknął się jako deskarz. "Kiedy buja na motorówce mam chorobę morską" - przyznał 38-letni szkoleniowiec.

W niedzielę kadra deskarzy zakończyła trwające dwa tygodnie zgrupowanie w Sopocie. W połowie tego obozu reprezentanci wzięli udział podczas 18. regat Volvo Gdynia Sailing Days w mistrzostwach Polski w sprincie, które zakończyły się triumfem Pawła Tarnowskiego (SKŻ Ergo Hestia Sopot).

"Lipiec był trochę luźniejszy, ale w najbliższym czasie nasz kalendarz startowy jest bardzo napięty. Od 3 do 13 sierpnia będziemy rywalizować w Aarhus w regatach Test Event. W przyszłym roku w tej duńskiej miejscowości odbędą się mistrzostwa świata, które będą pierwszą olimpijską kwalifikacją dla krajów. Później mamy w planie kolejne zgrupowanie w Sopocie oraz start na przełomie sierpnia i września w Pucku w mistrzostwach Polski" - wyliczył Miarczyński.

Reklama

Bezpośrednio po krajowym czempionacie reprezentanci wyjadą do Japonii, gdzie w dniach 16-23 września na olimpijskim akwenie Enoshima odbędą się mistrzostwa świata.

"W sumie w Japonii spędzimy ponad 20 dni, bo stawimy się tam dwa tygodnie przed zawodami. Na mistrzostwa jedzie sześciu zawodników, Piotr Myszka, Paweł Tarnowski, Maciej Kluszczyński, bracia Radek i Dawid Furmańscy oraz Marcin Urbanowicz. Ten ostatni ma jednak problemy z plecami i jego występ stoi pod znakiem zapytania" - powiedział.

W Tokio mistrzowskiego tytułu wywalczonego w lutym 2016 roku w Ejlat w Izraelu bronić będzie nie tylko Myszka, ale także Małgorzata Białecka (SKŻ Ergo Hestia).

"Specyfika roku olimpijskiego jest taka, że ten czempionat rozgrywany jest bardzo szybko, zatem nasi zawodnicy są mistrzami świata już prawie 1,5 roku. Mamy nadzieję, że Piotrek obroni tytuł, albo inny Polak stanie na najwyższym stopniu podium. Na początku sezonu Myszka miał trochę więcej wolnego, ale to doświadczony zawodnik, który potrafi trafić z formą na najważniejszą imprezę" - podkreślił.

38-letni szkoleniowiec zamierzał w tym roku łączyć pracę trenerską z własnymi startami, ale nie udało mu się pogodzić tych ról. Popularny "Pont" planuje jednak wystąpić w najbliższych mistrzostwach Polski.

"Nie wiem tylko, czy będę miał na czym, bowiem większość rzeczy rozdałem chłopakom. Na początku sezonu dysponowałem najnowszym sprzętem, ale podczas regat zawodnikom psuły się różne elementy i ja im oddawałem swoje. Pożyczyłem też deskę, która została teraz ogołocona, ale dla mnie jest oczywistym, że trener nie może mieć lepszego sprzętu od swoich podopiecznych. Chciałem więcej startować, ale życie zweryfikowało moje plany. Nie da się robić dwóch rzeczy naraz, a priorytetem była dla mnie praca szkoleniowa" - zauważył.

Miarczyński to znakomity i poważany w żeglarskim światku zawodnik. Cztery razy wziął udział w igrzyskach olimpijskich (w 2012 roku w Londynie wywalczył brązowy medal), był wielokrotnym medalistą mistrzostw świata i Europy. Pomimo tych sukcesów nie uważa się jeszcze za klasowego szkoleniowca.

"Nie zjadłem wszystkich rozumów i na pewno nie jestem alfą i omegą. Wychodzę z założenia, że człowiek uczy się przez całe życie, a i tak głupi umrze. I podobnie będzie ze mną. Cały czas się uczę i cieszę się, że w pracy i pozyskiwaniu tej wiedzy pomaga mi mój wieloletni trener Paweł Kowalski" - dodał.

Po przejęciu kadry reprezentant sopockiego klubu zmaga się z problemem, z którym nie miał do czynienia jako zawodnik. "Zupełnie inaczej jest kiedy stoi się i pływa na desce z żaglem, a inaczej kiedy przebywa na motorówce. Na pontonie nie jestem skoncentrowany na horyzoncie i na nadciągających falach, a kiedy buja mam chorobę morską. Słyszałem jednak, że ta przypadłość jest znakiem... prawidłowo funkcjonującego błędnika" - podsumował Miarczyński.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje