Reklama

Reklama

Przedmeczowa gorączka trwa, Sebastian wreszcie z mamą !

Ponad 200 stacji telewizyjnych i 446 radiowych relacjonować będzie niedzielny finałowy mecz futbolistów Oakland Raiders z Baltimore Ravens, o mistrzostwo AFC. Na zwycięzców czeka okazała statuetka Lamar Hunt.

Zawodnicy obu drużyn za udział w meczu "skasują" od NFL, po 34,5 tysiąca dolarów na głowę. Wygrani awansują do wielkiego finału Super Bowl, w którym to za samo wyjście na boisko dostana po 58 tysięcy. Wszystko to tylko premie tylko od NFL, do tego dochodzą oczywiście premie od właścicieli drużyn.

Na konferencji prasowej psychologiczną wojnę raczej wygrali mówcy Raiders

- Sebastian Janikowski bardzo pomógł nam w ciągu całego sezonu. Wygrał nam kilka meczów golami w ostatnich sekundach oraz świetnie wykopywał piłkę z naszej strefy. Wierzę, że jest gotowy to wszelkich zadań, by pomoc nam w zwycięstwie - powiedział zapytany o Polaka coach Raiders Jon Gruden.

Reklama

Zapytany, czy nie obawia się gwiazdora drużyny Baltimore Raya Lewisa, szkoleniowiec odpowiedział: - Ja nie mówię na niego Ray Lewis tylko Lennox Lewis. Ma niesamowite siły i energię i z każdej akcji może zdobyć punkty. Jednak nasi defensorzy to też nie ułomki. Myślę, że stawimy mu czoła, nie pozwalając mu na wiele.

Trener Baltimore Ravens Brian Billick, ubrany jakby na przekór, w srebrną marynarkę w czarnej koszuli i krawacie, niczym fan Raiders wbiegł na scenę do mikrofonu. Zapytany dlaczego ubrał się pod kolor rywali - srebrno-czarnych - odparł dowcipnie: - Mam nadzieję, że Raiders nie mają zastrzeżonych praw do czarnego koloru, który bardzo lubię. Jeśli mają, czeka nas wielki proces sądowy.

- Czy nie obawiacie się najgłośniejszej publiczności w NFL?

- W swojej karierze graliśmy już na wielu trudnych obiektach. Wiem, że ten jest specyficzny jeżeli chodzi o fanów, ale kibice nie grają na boisku. Nie damy się zastraszyć - bojowo oznajmił szkoleniowiec Ravens.

Wypowiadali się również quaterbackowie, od których to zaczynać się będą akcje ofensywne. Pojedynek na słowa zdecydowanie wygrał lider Raiders Rich Gannon.

- Mamy wspaniałą publiczność. Mimo, że kilka razy w tym sezonie nie sprzedano wszystkich biletów, to w końcówce sezonu fani spisali się znakomicie. Ostatni mecz z Miami do dziś słyszę w uszach. W swojej tak długiej karierze jeszcze przy tak głośnym dopingu nie grałem. Dziękuję kibicom, bo mają oni wielki wkład w nasze ostatnie zwycięstwa.

Gannon bojowymi wypowiedziami totalnie zdominował rozgrywającego rywali Trenta Dilfera, który wyraźnie podenerwowany, odpowiedź na każde pytanie zaczynał od słowa: - Nie wiem. Powiedział jedynie, że jest szczęśliwym ojcem trojga dzieci, a o futbolu nawet nie czyta, więc na wiele pytań nie miał odpowiedzi.

Sebastian zajęty był mamą, która przyleciała krótko przed północą, by na własne oczy zobaczyć bardzo prawdopodobny awans syna do Super Bowl. Łzy wzruszenia lały się przy powitaniu. Oboje padli sobie w ramiona, chowając mokre od łez twarze. Polski Kanonier nie widział mamy od trzech lat, wydając przez ten czas krocie na rachunki telefoniczne.

Pani Halina Janikowska pokonała dystans z Wałbrzycha. Jechała przez Wrocław do Warszawy, potem do Chicago, lądując po 24 godzinnej podróży, w ramionach syna na lotnisku w Oakland.

- Podróż na drugi koniec świata z Wałbrzycha zajęła mi prawie 24 godziny. Ostatnie godziny już myślałam, że nie wysiedzę. Czas mi się dłużył, ale jestem bardzo szczęśliwa. Po tylu latach znów jesteśmy razem, przyjechałam przynieść szczęście Sebastianowi i Raiders w drodze do Super Bowl - powiedziała rozpromieniona mama polskiego gwiazdora NFL.

Chris Reiko, Oakland

Dowiedz się więcej na temat: mecz | Super Bowl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje