Reklama

Reklama

Prezentacja Lecha: Największe brawa dostał Reiss

Siedem tysięcy kibiców oklaskiwało dziś piłkarzy Lecha Poznań podczas oficjalnej prezentacji mistrza Polski. Brawa dostał m.in. Joel Tshibamba, nowy napastnik Lecha, który w nowym sezonie będzie grał z dwudziestką na koszulce.

Była to prezentacja niezwykła, bo po raz pierwszy została przeprowadza nie w Sali kinowej, a na stadionie. Kibice mieli dla siebie jedną trybunę - siedem tysięcy darmowych wejściówek rozeszło się dość szybko. Za rok na podobnej prezentacji miejsc będzie już ponad 40 tysięcy - gdy zostanie ona połączona np. z towarzyskim meczem z Borussią Dortmund, który ma się odbyć w lipcu, można się spodziewać kompletu publiczności.

Reklama

Póki co, prezes Lecha Andrzej Kadziński kompletów spodziewa się jeszcze w tym roku. - Niedługo te 44 tysięcy krzeseł będzie żyło swoim normalnym życiem. Pod koniec września, gdy stadion zostanie oficjalnie otwarty, zasiądą oni i będą dopingować swoją ukochaną drużynę - mówił Kadziński, przy okazji kierując wiele ciepłych słów do kibiców. - Na kolejnych prezentacjach wielokrotnie mówiłem, że idziemy na majstra. Wielokrotnie powtarzał to mój szef. Tak teraz mamy już tego majstra i bardziej ciąży na nas duża odpowiedzialność, bo sezon rozpoczynamy jako mistrz Polski. Chciałbym, by spełniło się marzenie nas, tysięcy kibiców, by sezon skończył się tak, jako go zaczynamy, byśmy na tym mistrzowskim tronie pozostali - opowiadał prezes "Kolejorza".

Kadziński jest przekonany, że Lech wkrótce zagra jednak w fazie grupowej Ligi Mistrzów - jako pierwszy polski klub w tym wieku. - Podjęliśmy trud i walkę w eliminacjach tych rozgrywek. Naszą drużynę stać na to, by wygrać te play-offy. Teraz musimy jeszcze przejść Inter Baku, ale prawdziwa zabawa zacznie się 28 czerwca, gdy pojedziemy do Pragi. Mam nadzieję, że zejdziemy z placu boju jako zwycięzcy - zakończył Kadziński.

Prezentacja Lecha trwała około godziny - najpierw zaprezentowali się czterej bramkarze, później obrońcy, pomocnicy, napastnicy, a na końcu sztab szkoleniowy z trenerem Jackiem Zielińskim na czele. Spore brawa kibiców zebrał Krzysztof Kotorowski, który od kilku lat z powodzeniem walczy z kolejnymi bramkarzami ściąganymi do "Kolejorza". Dziś Kotorowski potwierdził, że wkrótce spodziewa się potomka. Jeżeli doczeka się syna, to być zachowana zostanie pokoleniowa linia Kotorowskich w Lechu - ojciec Krzysztofa Paweł był wychowankiem tego klubu, grał w nim w latach 1970-71 w trzeciej lidze. Obecny bramkarz Lecha nie chciał zdradzić, przed którą trybuną gra mu się lepiej. - Na takim stadionie to ja mogę i w poprzek boiska stać, byle tylko grać w stroju Lecha Poznań - zapewniał kibiców.

W liniach defensywnych Lecha nie ma zmian w porównaniu do mistrzowskiego sezonu (odszedł tylko Zlatko Tanevski), skład ataku zmienił się za to dość mocno. Wśród napastników pojawili się za to Artur WichniarekJoel Tshibamba, z którym Lech właśnie podpisał umowę.

- 13 lat temu, albo i dawniej, debiutowałem tutaj w polskiej lidze. Teraz wróciłem i bardzo się z tego cieszę. Wierzę, że ta bramka zdobyta w Baku będzie dobrym początkiem - stwierdził Wichniarek. Tshibamba podkreślał, że Lech to wielki klub i mistrz Polski. - Chyba każdy chce grać w takiej drużynie - mówił zawodnik z Demokratycznej Republiki Kongo. Tshibamba został gorąco przywitany - ten niespełna 22-letni napastnik ma już doświadczenia z gry w europejskich pucharach, bo dwa lata temu występował w Pucharze UEFA w holenderskim NEC Nijmegen. - Jeśli Lech będzie grał tak, jak do tej pory, to może spokojnie awansować do fazy grupowej Ligi Mistrzów - stwierdził.

Po prezentacji piłkarze Lecha zagrali z dziećmi z terenów objętych powodzią, a na zakończenie imprezy doszło do kolejnego towarzyskiego spotkania, w którym dawne gwiazdy Lecha zmierzyły się z drużyną Gwiazd Reprezentacji Polski i Artystów. Przeciwko Mirosławowi Okońskiemu, Piotrowi Świerczewskiemu, Piotrowi Reissowi czy Jackowi Dembińskiemu wyszła drużyna prowadzona przez premiera Jana Krzysztofa BieleckiegoRadosławem Majdanem, Dariuszem Gęsiorem, Maciejem Szczęsnym, Mariuszem Śrutwą, Radosławem Gilewiczem czy Dariuszem Dziekanowskim.

Kibice Lecha owacyjnie przywitali Reissa - takich braw nie dostał żaden inny zawodnik z obecnej kadry "Kolejorza". Reiss zaś po dwóch latach znów zdobył gola przy Bułgarskiej - kilka razy lepszy od niego był Majdan, w końcu jednak bramkarz skapitulował. Wcześniej bramki dla Gwiazd dobyli Dziekanowski i Gilewicz, kontaktowego gola strzelił Reiss, a tuż przed końcem spotkanie na 2-2 wyrównał Czesław Owczarek.

Dowiedz się więcej na temat: napastnik | prezentacja | Reiss

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje