Reklama

Reklama

Poszukiwany polski kitesurfer nadał kolejny SOS

Poszukiwany przez saudyjskie służby ratownicze polski kitesurfer Jan Lisewski, który w piątek chciał samotnie pokonać Morze Czerwone, nadał w niedzielę kolejne sygnały SOS - poinformował konsul RP w Rijadzie Igor Kaczmarczyk, który jest na miejscu akcji.

Konsul wyleciał w sobotę ze stolicy Arabii Saudyjskiej i w niedzielę rano przybył do Tabuku, miejsca, z którego koordynowana jest akcja ratownicza. Po naradzie ze służbami udał się do odległej o 180 km Duby. Do tej miejscowości zamierzał dopłynąć w piątek pod wieczór 42-letni gdańszczanin.

- Akcja ratunkowa prowadzona jest na szeroką skalę pod najwyższym protektoratem państwa. Zaangażowany w nią jest nie tylko minister spraw wewnętrznych, ale także książę i następca tronu. Odszukanie Polaka jest priorytetem dla służb, które włączają do akcji kolejne jednostki. Obecnie akwen penetruje 16 statków i dwa helikoptery. Być może polecę jednym z nich. Wszyscy chcą mi tu pokazać, jak bardzo są zaangażowani w poszukiwania. Niektórzy nie śpią drugą dobę - powiedział Kaczmarczyk.

Reklama

Konsul podkreślił, że zarówno wojskowe śmigłowce, jak i łodzie, są nowoczesnymi, amerykańskimi jednostkami. Również nowoczesny jest sprzęt i system nawigacyjny.

- A jednak są kłopoty z lokalizacją zaginionego Jana Lisewskiego - przyznał. - Obecnie nie można jednoznacznie stwierdzić, co jest przyczyną tych problemów, bo ich może być kilka. Nie chcę tu wchodzić w szczegóły, gdyż mogą być one nie dla wszystkich zrozumiałe. Krótko mówiąc - są kłopoty z odczytem pozycji geograficznej - dodał.

Zaznaczył, że każda nowa lokalizacja jest sprawdzana w sposób profesjonalny, a więc kolisto, poczynając od punktu, w którym powinien znajdować się poszukiwany. Na wszelki wypadek pod uwagę brane są też okoliczne wyspy, a z wybrzeża wody obserwują służby w 20 samochodach.

Konsul potwierdził, że po dłuższej, nocnej przerwie, odebrano w niedzielę kolejne sygnały SOS - o godz. 7.40 i 10.29 czasu polskiego bez koordynatorów, natomiast o 11.47 z lokalizacją GPS. Te współrzędne, które trafiają z satelity do Polski, zostają przeliczane na stopnie, minuty, sekundy i przekazywane do służb saudyjskich.

Wobec ogromnego zainteresowania, nie tylko w Polsce, ale na wszystkich kontynentach, wyłączona została ze strony internetowej mapka, wskazująca pozycję Jana Lisewskiego.

- Tysiące wejść spowalniało otwieranie bądź blokowanie się strony, a chcemy, aby jak najszybszy podgląd miały osoby zaangażowane w akcję ratunkową - wyjaśnił jeden z przyjaciół zaginionego.

Rodzina oraz bliscy znajomi Lisewskiego poinformowali na stronie kiteforum.pl o ustanowieniu nagrody w wysokości 10 tys. dolarów dla jednostki, która uratuje gdańszczanina.

Jan Lisewski wystartował w piątek rano z egipskiej El Gouny z zamiarem pokonania ponad 200-kilometrowej trasy i dotarcia do portu Duba w Arabii Saudyjskiej. Pierwszy sygnał SOS nadał tego dnia (2 marca) o godzinie 17, drugi o 19.55. Natomiast w sobotę o godz. 8.36 odnotowano kolejny sygnał i potem następne.

W lipcu ubiegłego roku jako pierwszy człowiek na świecie pokonał na desce kitesurfingowej Morze Bałtyckie. Wyruszył z okolic Świnoujścia i po 13 godzinach dobił do szwedzkiego wybrzeża, niedaleko Ystad.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL