Reklama

Reklama

Polskie łyżwiarki wciąż czekają na samolot

Przywrócenie w środę ruchu lotniczego w Europie nie poprawiło od razu sytuacji. Sporo grup, także polskich sportowców, czeka jeszcze na powrót do kraju. O tydzień przedłużył się pobyt na Fuerteventurze brązowych medalistek olimpijskich w łyżwiarstwie szybkim.

Trenerka Ewa Białkowska oraz Luiza Złotkowska, Natalia Czerwonka i Katarzyna Woźniak, kilka dni po Wielknocy, rozpoczęły obóz leczniczy na jednej z Wysp Kanaryjskich (Katarzyna Bachleda-Curuś wyjedzie w innym terminie). Do Warszawy miały wrócić 19 kwietnia, ale ich pobyt wydłużył się o tydzień.

"To jest sytuacja, na którą nie mamy wpływu i cierpliwie czekamy na samolot. Obowiązuje kolejność. Zabiera się najpierw turystów, którzy najdłużej przebywają na Fuerteventurze. Nasz odlot przypadł na poniedziałek. Mamy zapewnione do końca pobytu takie same warunki, czyli bardzo dobre, jakie miałyśmy w przewidzianym okresie"- powiedziała Białkowska.

Reklama

Jak przyznała, dopiero teraz dotarło do niej, jaki sukces osiągnęły zawodniczki w wyścigu drużynowym w Vancouver.

"Do tej pory było raczej radosne oszołomienie. Od chwili sukcesu i powitania w kraju towarzyszyły nam wielkie emocje. Teraz, na tej wyspie, w ciszy i spokoju, dochodzi do mnie, co tak naprawdę wydarzyło się w Vancouver w lutym. Powiem słowami wielkiego przeboju sprzed lat: to były piękne dni, naprawdę piękne dni" - podkreśliła Białkowska.

Przypomniała też, że na sukces trzeba było ciężko pracować przez kilka lat. "Nic nie bierze się z sufitu, samo z siebie. Złożyły się na to choćby tysiące kilometrów przejechanych na treningach, rowerach czy łyżworolkach" - zauważyła.

Radość przysłoniła jednak tragedia pod Smoleńskiem. "Nie mogę uwierzyć w to, że wśród nas nie ma już Piotra Nurowskiego, który tworzył przed igrzyskami, i w trakcie, fantastyczną atmosferę. Prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego zapamiętam przede wszystkim jako wielkiego pasjonata sportu, osobę, którą będzie bardzo trudno zastąpić" - dodała.

Piotr Nurowski zginął 10 kwietnia w katastrofie lotniczej prezydenckiego samolotu. Leciał do Katynia, żeby złożyć wieniec na grobie zamordowanych tam polskich sportowców.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy