Reklama

Reklama

Polski sposób na gubienie formy

Z trzech polskich zawodniczek, które startowały na 1500 m, wszystkie zakończyły swoje olimpijskie biegi na pierwszej rundzie. Zdaniem ekspertów można było to przewidzieć.

Anna Jakubczak (Agros Zamość) i Sylwia Ejdys (AZS AWF Wrocław) formę zgubiły dwutygodniowym pobytem w Pekinie, zaś Lidia Chojecka (Warszawianka) w ogóle jej w tym sezonie nie miała.

Z informacji zdobytych przez PAP wynika, że prawie żadna spośród 33 zawodniczek, które przystąpiły do biegu na 1500 m, nie spędziła w stolicy Chin więcej, niż kilku dni przed startem. Dlaczego zatem dwa tygodnie "siedziały" w Pekinie Jakubczak i Ejdys?

"Nie jestem ich bezpośrednim trenerem, nie znam ich organizmów, ale szef bloku biegów średnich i długich PZLA Bogusław Mamiński uznał, że to będzie dobre rozwiązanie - powiedział szkoleniowiec PZLA Zbigniew Król. - Dla mnie ten plan był od początku zły. Już rok temu nasi i zagraniczni specjaliści, w oparciu o badania i naukową analizę zwracali uwagę, że nie należy przebywać w Pekinie przed startem dłużej niż kilka dni".

Reklama

Król, obserwując w tym sezonie w zawodach i na obozach Sylwię Ejdys ocenił, że do olimpijskiego występu została przygotowana przez swojego trenera Marka Adamka najlepiej, jak tylko było to możliwe. "Sylwia była w bardzo dobrej dyspozycji i mogła nie tylko wywalczyć awans do finału, ale jeszcze coś w nim zdziałać. Wysoką formę zgubiła w Pekinie, podobnie jak i Anna trenowana przez Marka Jakubowskiego".

Odnosząc się do słabszej w tym sezonie dyspozycji Chojeckiej, z którą współpracuje od 2004 roku, powiedział: "To między innymi efekt eksperymentów Lidki, co w roku olimpijskim nie powinno mieć miejsca. Nie wystarczy tylko ułożyć plan zajęć, dać kartkę zawodniczce i potem spotkać się na zawodach".

Trener stwierdził, że w najważniejszych etapach przygotowań do igrzysk Chojeckiej nie widział. "Jak zaplanowałem dla grupy obóz w USA, w Colorado Springs, Lidka wybrała sobie RPA. Potem była w Siedlcach, ja w Krakowie i ostatnio w Spale, którą sobie wybrała, nie konsultując tego ze mną".

Jak to możliwe? "Ano właśnie tak - odpowiada Król. - Miejsce obozu Chojecka ustalała z panem Mamińskim poza moimi plecami. Do mnie nawet nie zatelefonowano, aby zapytać o zdanie".

Może się zatem pan czuć zwolniony z odpowiedzialności... "To żadne pocieszenie, gdyż chciałbym, aby Lidka odnosiła jeszcze większe sukcesy niż w minionych latach. Na dwóch złotych medalach halowych mistrzostw Europy 2007 nie można poprzestawać. No chyba, że się bardzo chce".

Dowiedz się więcej na temat: król

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL