Reklama

Reklama

Polski dzień w Vancouver!

To był najbardziej udany dla Polski dzień w historii zimowych igrzysk olimpijskich. Justyna Kowalczyk zdobyła złoty medal w biegu na 30 km, a panczenistki niespodziewanie stanęły na najniższym stopniu podium w wyścigu drużynowym.

Kowalczyk udowodniła, że zasługuje na tytuł królowej nart. Wprawdzie Marit Bjoergen zdobyła w Whistler więcej złotych medali, ale to Polka triumfowała w najbardziej prestiżowej konkurencji. Sukces tym cenniejszy, że narciarka z Kasiny Wielkiej pokonała Norweżkę w bezpośredniej walce.

Bieg miał bardzo emocjonujący przebieg. Na przedostatniej pętli samotną ucieczkę podjęła Bjoergen. Polka, która traciła już dziesięć sekund, długo nie mogła dogonić rywalki, ale w końcu jej się to udało i ostatnie kilometry pokonywały razem.

Reklama

Na 800 metrów przed metą żywiołowo dopingowana przez polskich kibiców Kowalczyk próbowała uciec Bjoergen. Norweżka nie dała się zgubić i na ostatniej prostej zaatakowała Polkę. Kowalczyk zachowała jednak resztki sił i po szaleńczym finiszu pierwsza wpadła na metę. To jej trzeci medal tych igrzysk - poprzednio była druga w sprincie i trzecia w biegu łączonym.

Bardzo dobrze spisały się też pozostałe Polki - 11. była Kornelia Marek, 25. Sylwia Jaśkowiec i 29. Paulina Maciuszek.

Medalu panczenistek nie spodziewali się nawet najwięksi optymiści. Katarzyna Bachleda-Curuś, Katarzyna Woźniak i Luiza Złotkowska wywalczyły olimpijski brąz w drużynowym wyścigu na dochodzenie.

Zawodniczki, które w startach indywidualnych na torze Richmond Oval nie pokazały niczego wielkiego, stoczyły w sobotę dwa porywające pojedynki. Najpierw w półfinale z Japonkami były bliskie zapewnienia sobie co najmniej srebra. Przegrywały różnicą 1,48 s, co wydawało się już nie do odrobienia, ale nie poddały się i rozpoczęły fantastyczny pościg. Przewaga rywalek zaczęła topnieć w oczach. Do awansu do finału zabrakło Polkom tylko 0,19 s.

Niecałe dwie godziny później biało-czerwone stanęły do walki o brązowy medal z Amerykankami. I powtórzył się scenariusz z wyścigu z Japonkami, z tym, że zawodniczkom z USA nie udało się wypracować na pierwszych okrążeniach aż tak dużej przewagi. 0,70 sekundy - to była maksymalna różnica. Potem Bachleda-Curuś, Woźniak i Złotkowska włączyły piąty bieg i nie dały szans słabnącym Amerykankom. Na mecie różnica wyniosła 1,57 sekundy.

Na 14. miejscu olimpijski start ukończyła bobslejowa czwórka prowadzona przez Dawida Kupczyka. To nieco poniżej wcześniejszych zapowiedzi. Polacy cztery razy bez wywrotki przejechali trudny tor w Whistler, co nie udało się kilku wyżej notowanym załogom.

W Vancouver Polska zdobyła sześć medali - złoty, trzy srebrne i dwa brązowe. To najlepszy rezultat w historii. W niedzielę, ostatniego dnia igrzysk, Polacy nie startują.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje