Reklama

Reklama

Polscy debliści z przygodami

Polscy tenisiści Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski od meczu z chińskim deblem Xinyuan Yu i Shaoxuan Zeng rozpoczną występ w igrzyskach w Pekinie. Mają za sobą podróż do stolicy Chin pełną przygód, ale już zaaklimatyzowali się w wiosce olimpijskiej.

"Przez pierwsze dwie noce spałem w sumie tylko pięć godzin. Za to Marcin nie miał aż takich problemów, czego mu zazdroszczę. U mnie dopiero trzecia noc była w miarę normalna, ale i tak nie obyło się bez tabletki nasennej" - wspomina pierwsze dni w Pekinie na blogu Fyrstenberg.

Reklama

"Bardzo lubię spać, ale niestety z powodu 12-godzinnej różnicy czasu z Cincinnati, obudziłem się już o piątej rano. Okazało się, że Mariusz nie spał już od trzeciej. Postanowiłem dokończyć książkę, którą czytałem w samolocie, czyli "Ojca Chrzestnego" i muszę przyznać, że film bardziej mi się podobał, choć bardzo miło mi się czytało. Kolejną noc już przespałem w miarę normalnie" - dodaje Matkowski.

Debliści przylecieli do Chin na początku tygodnia z Cincinnati, gdzie odpadli w ćwierćfinale turnieju Masters Series ATP, po porażce z amerykańskimi braćmi Bobem i Mike'm Bryanami.

"Dla nas olimpiada rozpoczęła się w piątek, kiedy wyruszyliśmy z Cincinnati w długą drogę na drugi koniec półkuli. Wstaliśmy o piątej nad ranem i ruszyliśmy na lotnisko, żeby się dostać do Nowego Jorku. Podróż była pełna niespodzianek, bo pilot musiał omijać po drodze chmury burzowe, no i nie obyło się bez turbulencji. Najgorsze miało jednak nastąpić później" - wspomina Fyrstenberg.

"W wyniku opóźnienia pierwszego lotu nie zdążyliśmy na odprawę do Pekinu i niewiele brakło, żebyśmy musieli czekać na kolejny lot do Chin. Jednak trafiliśmy na panią Jane z obsługi Continental Airways, która wydała nam bez większych problemów karty pokładowe już po zamknięciu odprawy i jeszcze przeprowadziła przejściami tylko do personelu do naszego samolotu" - dodał.

Ten lot rozpoczął się jednak z ponad dwugodzinnym opóźnieniem, spowodowanym przez burzę i ulewne opady deszczu, które utrudniły obsłudze załadowanie na pokład jedzenia i części bagaży.

"Już w powietrzu pilot poinformował wszystkich, że "będzie lekko trzęsło". Rocznie robimy z Marcinem w powietrzu około 100 tysięcy kilometrów i faktycznie nigdy nie "bujało" nas tak mocno. Musieliśmy się na prawdę dobrze trzymać, aby usiedzieć na miejscu. Na dodatek siedzieliśmy na końcu samolotu, gdzie podobno turbulencje odczuwa się najbardziej" - powiedział

Polscy tenisiści mieli wystąpić w Pekinie z numerem piątym, ale w ostatniej chwili okazało się, że układ par, w których znaleźli się czołowi singliści świata wypchnął ich z grona rozstawionych par.

"Niestety brano pod uwagę nie tylko ranking z debla, ale też z singla. W życiu się z takim czymś nie spotkałem. Zresztą nie tylko ja, bo zamieszanie na kortach było ogromne. Debliści byli zaskoczeni, singliście również, a supervisor chyba również, gdy zobaczył jakie pary są rozstawione" - powiedział Fyrstenberg.

"Niewiele możemy powiedzieć o naszych pierwszych rywalach, bo właściwie ich nie znamy. Jedno jest chyba tylko pewne, że zagramy na jednym z głównych kortów, w końcu gramy z reprezentantami gospodarzy" - dodał Matkowski.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje