Reklama

Reklama

Polacy wrócili do kraju

W środę przed południem czarterowym samolotem z Grazu wróciła do kraju część piłkarskiej reprezentacji Polski, która nie wywalczyła awansu do ćwierćfinału mistrzostw Europy. Na stołecznym lotnisku Okęcie zawodników witała niezbyt liczna grupa kibiców i dziennikarzy.

Do kraju przyleciało tylko dwóch piłkarzy - Artur Boruc i Michał Żewłakow - oraz kilku członków sztabu trenerskiego i działaczy. Większość zawodników już we wtorek opuściła ośrodek treningowy w austriackim Bad Waltersdorf, będący bazą zespołu podczas mistrzostw.

Oczekujących na zawodników dziennikarzy i łowców autografów spotkał duży zawód, bowiem Boruc i Żewłakow w towarzystwie torujących im drogę ochroniarzy nie zatrzymali się nawet na moment i szybko opuścili lotnisko. Niewiele do powiedzenia miał też trener Leo Beenhakker. Przyznał, że teraz wraca do Holandii i będzie myślał o występie jego zespołu w mistrzostwach. Do Polski wróci na początku lipca, na rozmowę z prezesem PZPN Michałem Listkiewicza.

Reklama

Rozmowniejszy od piłkarzy był Listkiewicz. "Oczywiście jest pewien zawód. Uważam, że zagraliśmy dwa niezłe mecze i jeden słaby. Moim zdaniem z Niemcami i Austrią graliśmy dobrze, a niektórzy fachowcy zagraniczni oceniają, że z Niemcami bardzo dobrze. Szkoda, że ten ostatni mecz był najsłabszy, bo pozostało złe wrażenie".

Pytany o przyszłość Beenhakkera Listkiewicz nie miał wątpliwości. "Trener zostaje. Wykonał swoje zadanie, awansował do wielkiej światowej imprezy. Jak na obecny stan naszej piłki jest to duży sukces. Uważam, że mamy spore szanse na trzeci z rzędu awans do mistrzostw świata i teraz na tym trzeba się skupić. Trener zdecyduje z kim będzie pracował dalej. Na początku lipca spotkamy się i podejmiemy decyzję jak będzie wyglądał sztab reprezentacji na eliminacje MŚ-2010".

Reklama

Reklama

Reklama