Reklama

Reklama

Polacy nie są słabi

Marcin Sapa nie jest słownym człowiekiem. Zarzekał się w piątek, że nie będzie już uciekał, ale zmienił zdanie i w sobotę też przez chwilę stał się ściganym.

Polak dzięki swoim akcjom wywalczył koszulkę najaktywniejszego. - Dzisiaj był ostatni etap, a pomimo tego czułem się bardzo dobrze. Prawie cały dystans jechałem w grupie, jedzie się w niej zdecydowanie lżej niż w ucieczkach, zachowując siły na koniec, gdy zaatakowałem przed rondami - mówił na mecie.

- Było to pierwsze starcie z zawodnikami Pro Tour. Prawdę mówiąc nie wiedzieliśmy, jaki dystans nas dzieli. Okazało się jednak, że nie taki duży. Myślę, że gdybym drugi raz miał startować w Tour de Pologne, to przyoszczędziłbym siły, żeby zająć wyższe miejsce w klasyfikacji generalnej. Nie ma jednak czego żałować, to jest kolejne doświadczenie, które będzie można wykorzystać, gdy pojawi się następna szansa jazdy w wyścigach Pro Tour - dodał.

Reklama

Czesław Lang, dyrektor generalny wyścigu, mówił w telewizji, że postawa Sapy powinna zostać zauważona przez zawodowe grupy, co może zaowocować zmianą przez niego grupy.

- Do mnie osobiście jeszcze nie dotarły żadne zgłoszenia, ale można powiedzieć, że w Pro Tour jest obecnie mała rewolucja, bo w wyścigu pojechała reprezentacja Polski. Liczę bardzo na to, że w przyszłym roku organizator Tour de Pologne będzie miał większe pole do popisu i będzie mógł zaprosić więcej polskich drużyn - powiedział zawodnik, który myśli też o wyjeździe za granicę.

- Nie wykluczam takiej możliwości, być może po tym wyścigu posypią się propozycje. Pokazałem, że nie jestem kolarzem słabym, tak samo, jak inni polscy zawodnicy - stwierdził.

Paweł Pieprzyca, Kraków

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama