Reklama

Reklama

Polacos na szczycie, Polacy na dnie, czyli rok 2009 w pigułce

12 miesięcy 2009 roku było nieustającym testem charakteru dla piłkarzy FC Barcelona. I dla Grzegorza Laty, którego zarobki rosły tak szybko, jak polska piłka toczyła się na dno.

Skrzypiący frazes, że Barcelonę kocha się nie za jej zwycięstwa, ale mimo jej porażek, w 2009 roku legł w gruzach. Katalończyk, wychowanek szkółki "La Masia" i trenerski żółtodziób Pep Guardiola stworzył drużynę potrafiącą nie tylko zachować wierność stylowi wyznaczonemu dwie dekady temu przez "Dream Team" Johanna Cruyffa, ale też osiągnąć bezprecedensową w dziejach klubu efektywność. Kataloński sposób gry, zazwyczaj przyjemny dla oka, ale niepraktyczny, wzbogacił się o umiejętność zwyciężania bez względu na okoliczności.

Reklama

Strzał rozpaczy zaczął triumfalny marsz

Przełomowy był gol Andresa Iniesty, który odwrócił los zdawało się przegranej rywalizacji z Chelsea. Przez 183 minuty rywal bezlitośnie wcielał w życie swoją strategię, jego opór został złamany strzałem rozpaczy w chwili, gdy szamocząca się w osłabieniu drużyna Guardioli wydawała z siebie ostatnie tchnienie. Ten motyw powtarzał się potem jeszcze kilka razy.

- Dziś jest ten dzień, kiedy pokonamy Manchester - mówił Guardiola do swoich piłkarzy tuż przed rzymskim finałem Champions League. Tak przynajmniej wspomina hiszpańska prasa. Najważniejszy mecz roku nie zaczął się dla Katalończyków dobrze. Obrońca tytułu rzucił się im do gardła, jakby chciał rozstrzygnąć wszystko w dziesięć minut. Tym razem także sam talent by nie wystarczył, by wszystko potoczyło się tak, jak zaplanował trener Barcelony.

Ostatnie 12 miesięcy było nieustającym testem charakteru dla piłkarzy FC Barcelona nazywanych w Hiszpanii "Polacos" (Polacy). I Grzegorza Laty, którego zarobki rosły tak szybko, jak polska piłka toczyła się na dno.

Drużyna Pepa Guardioli poprawiła rekord Manchesteru, który dziesięć lat temu zdobył w 12 miesięcy aż pięć tytułów - między innymi na Camp Nou wydarł Bayernowi Puchar Europy. Miniony rok był jednak nie tyle artystycznym popisem katalońskiej primadonny, ale raczej okresem kształtowania się jej charakteru. Barca popisywała się co prawda techniką i wyobraźnią Xaviego, Messiego i Iniesty, ale też pokazała wolę o jaką rywale nie mieli dotąd podstaw jej podejrzewać. Ostatni mecz w tym roku, czyli batalia o klubowe mistrzostwo świata z Estudiantes była dla Barcy triumfem nad zmęczeniem i własnymi ułomnościami.

Polska piłka: ruina od fundamentu po dach

Jesienią 2008 roku Katalończycy nazywani w Hiszpanii "Polacos" (Polacy) wygrywali lekko, łatwo i przyjemnie, ale już ostatnie 12 miesięcy wymagało od nich niemal nieustannego borykania się z losem.

Z losem w 2009 roku borykał się także cały polski futbol, tylko efekty miał wręcz przeciwne. Klęskę poniósł Leo Beenhakker, który na początku pracy w Polsce zdawał się być zdolny do połączenia prowincji z cywilizowanym futbolem. Osaczany przez zawiść rodzimej myśli szkoleniowej Holender nie udźwignął swojej misji, w eliminacjach mundialu w RPA polscy piłkarze umieli wyprzedzić tylko San Marino wpadając w czarną dziurę aż do czerwca 2012 roku - wtedy rozegrają najbliższy mecz o stawkę.

W klęsce Beenhakkera pezetpeenowscy decydenci skłonni byli widzieć jego marność trenerską, ale totalnej klapy klubów w europejskich pucharach nijak nie dało się już "zwalić" na Holendra. Wisłę, Lecha, Legię i Polonię Warszawa, które jednomyślnie pogrzebały swoje szanse już w eliminacjach, prowadzili polscy trenerzy, w dodatku uważani za najbardziej obiecujących.

2009 rok dobry tylko dla Laty

W kraju gospodarza zbliżającego się Euro 2012, futbol jest ruiną od fundamentów po dach. Wyrzucony z przeciętnego Racingu Santander polski gwiazdor Ebi Smolarek szukał klubu niemal sześć miesięcy, po to, by przygarnęła go jeszcze słabsza grecka Kavala. Właściwie tylko jeden polski zawodnik zatrudniony w silnej lidze doczekał w minionych 12 miesiącach zawodowego awansu (Ireneusz Jeleń). PZPN nie jest jednak w stanie spojrzeć prawdzie w oczy. A już na pewno jego prezes. Dla Grzegorza Laty rok 2009 był zresztą zawodowo bardzo udany. Jego pensja wzrosła niemal trzy razy: do 50 tys. złotych za miesiąc wytężonej pracy.

ZOBACZ TEKST I DYSKUTUJ NA BLOGU DARKA WOŁOWSKIEGO!

CZYTAJ RÓWNIEŻ:

ROK 2009 w F1: Intruz zaatakował budżety!

W siatkówce rok, jakiego jeszcze nie było!

Tłusty rok w polskiej lekkoatletyce

2009 w koszykówce: Rok Gortata i niewykorzystanego EuroBasketu

Rok 2009 na ringu: Dominacja Pacquiao, Adamek demoluje Gołotę

Smutny rok polskiego hokeja

Rok 2009 należał do Justyny Kowalczyk

Dowiedz się więcej na temat: zarobki | FC Barcelona | mecz | Kowalczyk | piłka | rok 2009

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje