Reklama

Reklama

"Podjazdy będą wymagające"

Kolarze mieli w piątek wystartować do szóstego etapu 65. Tour de Pologne z Krynicy Zdroju. Tam podpisali jedynie listę, a potem ruszyli do Piwnicznej, gdzie ostatecznie odbędzie się start.

Etap zakończy się tak, jak planowano w Zakopanem, ale po 120, a nie 200 kilometrach. Piątkowa trasa miała zdecydować o losach klasyfikacji generalnej. Teraz nie wiadomo czy tak się stanie. O prognozach na dzisiejsze ściganie rozmawiamy z reprezentantem Polski Markiem Rutkiewiczem.

- Co pan sądzi o skróceniu dzisiejszego etapu. To dobrze czy źle dla polskiej reprezentacji?

- Z jednej strony dobrze, ale z drugiej źle, przede wzystkim dlatego, że nie ma gór, gdzie można spróbować jakiś akcji. Trzy podjazdy, które zostały na trasie, powinni spokojnie przejechać nawet spinterzy. Mogą oni nawet "naciągać" specjalistów od jazdy po górach, bo dla nich lepiej jest, gdy jest więcej podjazdów i są dłuższe. My w składzie mamy takiego zawodnika, to Krzysztof Jeżowski, który doskonale przetrzymuje takie górki. Peleton może też się porwać, ale ja będę się starał trzymać z przodu i być może w końcówce zaatakuję.

Reklama

- Czesław Lang tłumaczył, że w tych większych górach może być śnieg i niebezpiecznie dla kolarzy.

- Zgadza się. Moi kibice objechali dzisiaj trasę i na przykład tam, gdzie miała być premia górska na Głodówce leży śnieg. Nie było więć możliwości rozegrania etapu w zaplanowanym kształcie, jadąc przez najwyższe góry i Czesław Lang musiał go zmienić. Pozostały tylko lekkie podjazdy, choć przy dzsiejszej pogodzie i one będą wymagające.

- Jak pan spędzi czas do startu. Mieliści przecież ruszyć o 11, a etap zacznie się o 13.30?

- Nasmarowaliśmy się już maściami rozgrzewającymi, a teraz musimy czekać. Trzeba będzie jeszcze coś zjeść, bo wiadomo, przy takich warunkach potrzeba dużo energii, jednak będą one identyczne dla wszystkich.

Paweł Pieprzyca, Rafał Walerowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne