Reklama

Reklama

Podhale Nowy Targ nie musiało spaść z ekstraklasy

Najlepszego w historii polskiego klubu, Podhala Nowy Targ nie ma już w ekstraklasie. Spadł po raz pierwszy, bo był najsłabszy organizacyjnie, finansowo i sportowo.

Paradoksalne jest to, że degradacja nie musi być najgorszą informacją, jaka dotknęła "Szarotki".

Reklama

- Dobrze się stało, bo teraz przyjdą nowi ludzie do klubu i odbijemy się od dna - pocieszają się kibice. Tymczasem bardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, że nikt nie przyjdzie, pieniędzy będzie jeszcze mniej, a klub opuszczą nawet najbardziej utalentowani juniorzy, którzy bez trudu znajdą zatrudnienie w PLH. Ostatni seniorzy: Jarosław Różański, Rafał Dutka, czy Tomasz Rajski już otrzymują oferty z innych ośrodków.

Gdy kilka lat temu z ekstraklasą pożegnała się Unia Oświęcim, jej banicja w drugiej lidze trwała bardzo krótko. Nowi ludzie znaleźli sponsora i w oparciu o niego odbudowali potęgę. W tym roku zdobyli brązowe medale.

Gdy rok temu struktury MMKS-u/Podhale utrzymały zawodową drużynę w ekstraklasie na piątym miejscu, byłem niepoprawnym optymistą. Na uroczystości z okazji podsumowania sezonu Goalie Academy Marka Batkiewicza, powiedziałem: - Najgorszy, bo przejściowy rok Podhale ma już za sobą.

Miałem na myśli fakt, że klub poradził sobie bez sponsora, Wiesława Wojasa. Stojący obok legendarny napastnik Podhala i reprezentacji Polski (uczestnik słynnego meczu Polska - ZSRR 6-4 z MŚ 1976 r.), Walenty Ziętara odparł filozoficznie: - A co się stanie, jeśli kolejny będzie jeszcze gorszy?

Pan Walek miał nosa. Pięć dwucyfrówek, stosunek bramek 116-229 i w pełni zasłużony spadek - takiego sezonu założone w 1933 roku "Szarotki" nigdy nie miały.

Ale też klub miał najniższy w lidze budżet, w kluczowym momencie jako jedyny radził sobie bez choćby jednego obcokrajowca i z biedy posyłał na lód nawet juniorów młodszych. W spotkaniach z potęgami takimi jak GKS Tychy niscy, choć bojowi chłopcy z Podhala wyglądali, niczym juniorzy próbujący dokopać znacznie starszym i silniejszym chłopakom. Mimo ambicji, bojowości, serca do walki, nic jednak nie mogli zrobić.

Zarząd pod kierunkiem Mirosława Mrugały miał mocno ograniczone pole działania, ale popełnił też rażące błędy. Odniosłem wrażenie, że niczego nie nauczył się po roku działania. Trudno odeprzeć tezę, że nawet przy tym skromnym budżecie, jakim dysponowali "Górale", można było utrzymać zespół w PLH.

Wydaje się, że zarząd postawił nie na tych hokeistów, co trzeba. Zatrudnił Kellego Czuya, który już rok temu zostawił zespół tuż przed play-offami, a i tak został przyjęty z otwartymi ramionami. Nie trzeba przypominać nikomu, że teraz Czuy wykręcił ten sam "numer". Jednostki w hokeju decydują niezwykle rzadko, ale czasem są wyjątki. Świetny czeski napastnik, zżyty z nowotarskim środowiskiem - Milan Baranyk, wracając z Francji, najpierw zapukał do drzwi Podhala. Gdy okazały się zamknięte, wzmocnił konkurencję - Nestę/Karawelę Toruń. W oparciu o niego torunianie zbudowali najsilniejszy atak. Formację, która pomogła wygrać wyścig o siódme miejsce w sezonie zasadniczym, a później w decydującym starciu "o życie" w play-oucie.

Zarobki Baranyka miały się zamykać w sześciu tys. złotych miesięcznie, czyli 24 tys. zł za cztery miesiące (od grudnia do marca). Czy nie warto było zaryzykować taką kwotę, aby znacząco zwiększyć swoje szanse na utrzymanie się w PLH? Rok temu, atak Różański - Bryniczka - Baranyk poprowadził MMKS/Podhale do zajęcia piątego miejsca w Polsce, co na tak słaby skład było sukcesem.

Kelly Czuy uciekł niczym szczur z tonącego okrętu, ale w wywiadach zasłaniał się niesłownością prezesa Mrugały, który nie dołożył mu obiecanego 1000 zł miesięcznie do pensji. Z całym szacunkiem, ale tłumaczenia prezesa mnie nie przekonują. Kierując tak dużym i zasłużonym klubem, jakim jest Podhale trzeba działać stanowczo i fair. Nie może być kombinowania na zasadzie: a nuż, zawodnik zapomniał o obietnicy.

Przyszłość Podhala nie rysuje w się w jasnych kolorach. Miejski radny, a zarazem były świetny bramkarz Górali - Marek Batkiewicz ma rację, że zawodowy hokej może uratować tylko założenie spółki akcyjnej. Jest jeden problem - miasto, bez udziału dużego sponsora (na poziomie miliona złotych rocznie), nie zaryzykuje takiego kroku. Mirosławowi Mrugale można zarzucić wiele, ale nie to, że nie przedreptał setek gabinetów prezesów firm. 99 procent z nich nie jest zainteresowanych hokejem i podnosi argument: "Gdybyście byli piłką nożną".

Wartość marketingowa hokeja podupadła, a to problem dalece bardziej złożony i dotyczy całego środowiska. Mrugała nie jest winien dekoniunktury na hokej. Najlepsze lata hokejowej prosperity z dwoma zawodnikami w NHL, z awansem reprezentacji do MŚ gr. A zmarnowali pewni dwaj panowie, którzy dzisiaj mają sen spokojny. Nieprzespane noce mają za to kibice takich klubów, jak Podhale Nowy Targ, Naprzód Janów, Stoczniowiec Gdańsk, KTH Krynica.

Dowiedz się więcej na temat: Podhale Nowy Targ | Polska Liga Hokejowa | Milan Baranyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje