Reklama

Reklama

Podejrzana umowa ze Sportfive

We wtorek Polski Związek Piłki Nożnej sprzedał prawa telewizyjne i marketingowe do 2020 roku firmie Sportfive. Umowy, wartej około 100 milionów euro, nie poparło trzech członków zarządu, którzy mają wątpliwości - głównie wobec długości porozumienia, braku analiz prawnych i finansowych oraz braku przejrzystego przetargu.

- Została zawarta umowa przedwstępna, ale jest wiążąca dla PZPN. Z tego co wiem, przez najbliższy miesiąc będą trwały negocjacje. Mam świadomość, że wybrana firma należy do największych na rynku, ale przy wyborze tej oferty zabrakło mi odpowiedniej staranności i przestrzegania standardów przejrzystości - powiedział szef rady nadzorczej Ekstraklasy SA Jacek Masiota, który głosował przeciw.

Zdaniem Masioty problemem nie jest kwota, choć trudno oszacować ile dokładnie powinna ona wynosić.

- Otrzymałem pismo od szefa konkurencyjnej firmy, że nie została dopuszczona do przetargu. Wysłałem do prezesa Grzegorza Laty list z prośbą o wyjaśnienie, czy tak było rzeczywiście. Gdyby odbył się normalny, przejrzysty przetarg, to wiedzielibyśmy lepiej na ile wyceniane są podobne prawa. Martwi mnie też długość porozumienia - przecież nie sposób przewidzieć jaki będzie wzrost rynku piłkarskiego w ciągu pięciu lat, a co dopiero jedenastu - dodał Masiota.

Reklama

Punkt dotyczący umowy został dodany w ostatniej chwili - już w trakcie obrad zarządu. Jak wyjaśnił Masiota dopiero z prywatnej rozmowy z szefem polskiego oddziału Sportfive Andrzejem Placzyńskim dowiedział się o założeniach finansowych i zakresie współpracy. - Te aspekty nie zostały przedstawione przez prezesa Latę - zaznaczył.

Na wtorkowych zarządzie 12 osób poparło umowę. Przeciwny był Masiota oraz Zbigniew Lach. Prezes Piłkarskiej Ligi Polskiej i Widzewa Łódź Marcin Animucki wstrzymał się od głosu.

- Już w trakcie dyskusji nad umową podkreślałem, że do podjęcia tak ważnej decyzji niezbędne jest zapoznanie się z analizą prawną, finansową i analizą ryzyk. Żadna z nich nie została zarządowi przedłożona. Nawet zakładając, że oferta była przedstawiona w dobrej wierze, osobiście ? jako prawnik ? nie mogłem poprzeć wielomilionowej umowy. Zarząd usłyszał jedynie ramowe założenia - powiedział Animucki.

- Na podstawienie przedstawionych ustnie zarysów oferty nie mogłem ocenić jej ani pozytywnie, ani negatywnie, dlatego wstrzymałem się od głosu. Każdy członek zarządu powinien mieć świadomość, że decyzje tego typu wiążą się z konkretną odpowiedzialnością. Dlatego powinny być gruntownie przemyślane, zwłaszcza jeśli dotyczą tak istotnych kwestii - dodał prezes Widzewa.

Firma marketingowa Sportfive jest partnerem PZPN od kilkunastu lat, a współpraca dotyczyła m.in. pośrednictwa w sprzedaży praw telewizyjnych, organizacji zgrupowań czy meczów towarzyskich drużyny narodowej. W myśl umowy zostanie wyłącznym właścicielem praw medialnych. Będzie również odpowiedzialna za całą politykę marketingową PZPN.

Podobnych argumentów użył w rozmowie z Lach - jego zdaniem istnieją nieścisłości prawne dotyczące umowy, a okres 10 lata jest zdecydowanie za długi dla tego typu porozumienia. Co więcej - punkt dotyczący umowy nie figurował w porządku obrad zarządu.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL