Reklama

Reklama

Po latach skoczkowie wracają na Midstubakken

Dwa konkursy - indywidualny i drużynowy - narciarskich mistrzostw świata to pierwsze od 24 lat poważne zawody na skoczni Midstubakken w Oslo. We wrześniu ubiegłego roku rywalizowano na niej w Pucharze Kontynentalnym, ale obiekt był jeszcze w trakcie budowy.

Pierwszą skocznię zbudowano w kompleksie Holmenkollen w 1927 roku i po modernizacjach używana była podczas MŚ w Oslo w 1966 i 1982 roku. Ostatnie zawody odbyły się na niej w 1987 roku, a obiekt został zburzony w 1992 roku.

Decyzję o budowie nowej skoczni podjęto dopiero w 2007 roku, po przyznaniu stolicy Norwegii organizacji mistrzostw świata w 2011 roku. Wcześniej władze Oslo wstrzymywały się z podjęciem decyzji ze względu na koszta i na istniejący podobny obiekt w Lillehammer, który powstał z okazji zimowych igrzysk olimpijskich w 1984 roku.

Reklama

Koszt budowy skoczni Midtstubakken wyniósł 400 milionów koron (200 mln złotych). W jej pobliżu w najbliższym czasie zbudowanych zostanie pięć mniejszych, różnej wielkości, które będą stanowić centrum treningowe juniorów.

Pierwsze zawody na nowym obiekcie, z niedokończonymi trybunami i zapleczem, lecz oficjalnie otwartym 6 września, odbyły się 18-19 września i były traktowane jako próba generalna przed MŚ. Na 108,5 m poszybował wówczas Rafał Śliż. Polak wciąż jest oficjalnym rekordzistą obiektu, a jego osiągnięcie wyrównał w piątek na treningu Austriak Gregor Schlierenzauer.

Podczas MŚ na trybunach będzie mogło zasiąść 12 tysięcy kibiców.

Jednym z pierwszych skoczków, którzy w ubiegłym roku testowali obiekt, był Bjoern Einar Romoeren. Po swoim pierwszym skoku, na odległość 105 metrów powiedział, że "jest to świetna skocznia z profilem, który daje możliwość dalekich skoków".

Obiekt po próbnych skokach chwalili również Polacy. - Jest super wyprofilowana, aż byłem w szoku. Pierwszy raz na niej skakałem, a w ogóle tego nie czułem. Rozbieg jest tak skonstruowany, że w końcowej fazie jest mnóstwo czasu na przygotowanie się do wyjścia z progu - ocenił Adam Małysz.

Kamil Stoch przyznał, że to bardzo przyjemny obiekt, ale "mocno potrafi na nim zakręcić wiatr".

Norwegia na budowę dwóch aren MŚ w skokach i modernizację kompleksu Holmenkollen wydała dwa razy więcej niż planował rząd. Oficjalnie mówi się o 2,4 miliarda koron (1,2 mld złotych), lecz budżet był kilka razy poważnie przekraczany i - jak spekulują norweskie media - rachunek był o wiele większy, a "władze miasta i rząd boją się przyznać do roztrwonienia publicznych pieniędzy".

Zbigniew Kuczyński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje