Reklama

Reklama

PlusLiga: Słabe chwile Delecty, świetna ZAKSA

Ataki i zagrywka Jakuba Jarosza zadecydowały o tym, że ZAKSA Kędzierzyn Koźle nie dała szans w hali Łuczniczka miejscowej Delekcie Bydgoszcz w najciekawszym meczu 10. kolejki PlusLigi siatkarzy. Wynik 3:0 i wygrane do 13, 17 i 19 odzwierciedlają przebieg spotkania.

Delecta już nie raz w tym sezonie pokazała, że po bardzo dobrym występie zdarzają jej się słabsze chwile. Tak też było w niedzielę. Siatkarze Waldemara Wspaniałego nie potrafili znaleźć recepty na świetnie spisujących się kędzierzynian. Na nic zdawały się roszady w zespole i pokrzykiwania zza bocznej linii boiska. Bydgoszczanie nie radzili sobie z przyjęciem, a blok gospodarzy był niestraszny dla Jarosza.

"Już w pierwszym secie było widać, że gra się całkowicie rozpadła. Z piłki na piłkę traciliśmy wiarę w zwycięstwo. Jeszcze próbowaliśmy walczyć, ale nic z tego nie wychodziło. Nasza forma jest daleka od optymalnej" - przyznał atakujący gospodarzy Grzegorz Szymański.

Reklama

ZAKSA i Delecta miały przed spotkaniem taki sam dorobek punktowy. Dzięki zwycięstwu zespół Krzysztofa Stelmacha awansował na drugie miejsce w tabeli. Do lidera PGE Skry Bełchatów traci trzy punkty. Bydgoszczanie są na szóstej pozycji.

W swoim meczu zmęczyć nie zdążyli się także wicemistrzowie Polski. Asseco Resovia, zgodnie z przypuszczeniami, gładko pokonała przedostatni Jadar Radom 3:0.

Nie należy się zatem dziwić, że nawet trener Ljubo Travica, nieskory na co dzień do pochwał, dał upust swojej radości. Z ostatnich ośmiu spotkań jego podopieczni wygrali siedem.

"Jestem naprawdę zadowolony i z czystym sumieniem mogę pochwalić swój zespół. Nie jest łatwo ciągle wygrywać, kiedy ma się tak napięty terminarz. Popełniliśmy dziś mało błędów, a do tego bardzo dobrze funkcjonowała współpraca bloku z obroną. Cieszy wynik i nasza gra, tym bardziej, że musimy odrabiać straty i gonić czołówkę" - skomentował.

Resovia zajmuje czwarte miejsce, a do siatkarzy z Bełchatowa traci pięć punktów.

Zwycięstwa przyszły łatwo także mistrzowi Polski PGE Skrze oraz Jastrzębskiemu Węglowi. Oba zespoły zanotowały wygrane po 3:0.

Spotkanie klubowego wicemistrza świata z beniaminkiem Pamapolem Siatkarz Wieluń nie wzbudziło wielkich emocji i od początku jasne było, kto będzie dyktował warunki gry.

Bardziej zacięty bój stoczyć musieli w Warszawie jastrzębianie. Politechnika Warszawska w każdym z trzech setów prowadziła, ale w końcówkach gospodarzom brakowało koncentracji i to podopieczni włoskiego trenera Roberto Santilliego cieszyli się ze zwycięstwa.

Nic dziwnego, że Radosław Panas po meczu nie krył złości. "Czuję niedosyt, bo wynik tego spotkania mógł być zupełnie inny. Mecz był bardzo wyrównany, ale w końcówkach setów ostatnie punkty zdobywał zespół bardziej dojrzały i mądrzejszy. Niestety to nie byliśmy my" - powiedział.

Na trybunach ursynowskiej hali usiadł szkoleniowiec reprezentacji Daniel Castellani. Argentyńczyk w piątek wrócił do kraju i rozpoczął swoje tournee po Polsce.

Jak sam podkreślił, w ciągu najbliższego miesiąca chce zobaczyć jak najwięcej spotkań PlusLigi, a jeśli czas mu na to pozwoli, chciałby wyruszyć także w służbową podróż po Europie. Następnym jego przystankiem ma być Rzeszów, gdzie w środę Asseco zmierzy się w Lidze Mistrzów z Paris Volley, w którym występuje atakujący Marcel Gromadowski.

Mało brakowało, by do niespodzianki doszło w Olsztynie. Domex Tytan AZS Częstochowa potrzebował pięciu setów, by odnieść siódme zwycięstwo w sezonie. AZS UWM mógł w czwartej partii, wygrywając 2:1 w setach, przechylić szalę na swoją korzyść, ale brak konsekwencji i chwila dekoncentracji sprawiły, że to goście cieszyli się z wygranej.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy