Reklama

Reklama

PlusLiga: Niespodzianka w Olsztynie, zacięty mecz ZAKSA - Resovia

Wyjazdowa przegrana 2:3 AZS Politechniki Warszawskiej z ostatnim w tabeli Indykpolem AZS UWM to największa niespodzianka 15. kolejki PlusLigi siatkarzy. Ciekawe spotkanie kibice obejrzeli w Kędzierzynie-Koźlu, gdzie ZAKSA uległa Asseco Resovii Rzeszów 2:3.

Politechnika do Olsztyna pojechała pewna swego, a siatkarzy interesowała jedynie wygrana za trzy punkty. Po meczu schodzili ze spuszczonymi głowami i przyznawali: "poza pierwszym setem zagraliśmy słabo, a gospodarze rozegrali swój najlepszy mecz w sezonie".

Goście mylili się w zagrywce, mieli problemy w przyjęciu, a olsztynianie bez kompleksów wykorzytywali ich niedyspozycyjność. Po wywalczeniu jednego punktu podpieczni Radosława Panasa utrzymali piąte miejsce w tabeli, a Indykpol awansował o jedną pozycję, wyprzedzając Pamapol Wielton Wieluń, który mecz 15. kolejki z beniaminkiem Fartem Kielce rozegra w poniedziałek.

Reklama

Wyrównane spotkanie na wysokim poziomie rozegrali zawodnicy Zaksy i Resovii. Dwa punkty pojechały do Rzeszowa, głównie za sprawą białoruskiego przyjmującego Aleha Achrema, który nie tylko świetnie bronił, ale wykorzystywał także trudne sytuacje w ataku. Obie ekipy, choć obok siebie w tabeli - trzecie i czwarte miejsce - dzieli pięć punktów.

Złą passę na krajowych parkietach przerwał Jastrzębski Węgiel, który niespodziewanie pokonał wicelidera rozgrywek Tytan AZS Częstochowa 3:2.

"Spodziewaliśmy się trudnego meczu. Zdawaliśmy sobie sprawę, że Jastrzębie będzie szukać punktów. Wyszli bardzo zmobilizowani i chcieli wyrwać nam punkty, co im się udało" - skomentował kapitan ekipy spod Jasnej Góry Dawid Murek.

Humorem tryskał z kolei włoski szkoleniowiec wicemistrzów Polski Lorenzo Bernardi.

"Jestem zadowolony z postawy zawodników, bardzo ciężko pracują w tygodniu. Sytuacja w tabeli i kilka przegranych meczów była dla moich graczy bardzo ciężka, tym bardziej cieszy nas wygrana z Częstochową" - powiedział i pochwalił jednocześnie rozgrywającego Grzegorza Łomacza.

"Ostatnio miał problemy z kręgosłupem i nie trenował przez trzy dni, a zagrał bardzo dobry mecz. Oprócz zdobytych punktów ważne jest dla nas budowanie zaufania do siebie, które zaprocentuje w przyszłości, a najłatwiej to przychodzi przez zwycięstwa. Udało nam się wygrać mecz, ale martwi mnie, że zepsuliśmy aż 28 zagrywek" - dodał.

Najdłuższy set w tym sezonie rozegrała Delecta Bydgoszcz i Skra Bełchatów. Zespół Waldemara Wspaniałego dopingowany przez własną publiczność w hali Łuczniczka w pierwszym secie długo stawiał opór mistrzom Polski i w końcu ich pokonał 35:33. To była jednak jedyna wygrana przez bydgoszczan partia. W kolejnych dominowali podopieczni Jacka Nawrockiego, a wysoką formą po raz kolejny błysnął Mariusz Wlazły.

"Cieszy zwycięstwo, po takim okresie wyjazdów i w sytuacji, gdy rywale postawili nam tak trudne warunki. Po pierwszym secie wiedzieliśmy, że jak nie zaczniemy grać, to się +przejedziemy+. Znaleźliśmy na szczęście motywację, choć dobra gra była przeplatana słabszymi momentami" - powiedział atakujący polskiej reprezentacji.

Kolejkę zamknie poniedziałkowe spotkanie Pamapolu z Fartem

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje