Reklama

Reklama

Pistons górą, Shaq nie pomógł Heat...

Spokój i inteligencja - oto co cechowało grę Pistons w pojedynku otwierającym rywalizację w finale Konferencji Wschodniej. Gracze Heat byli bezradni wobec tych atutów i nawet powrót Shaquille'a O'Neala niewiele im pomógł...

Obrońcy tytułu z Detroit wygrali w Miami 90:81 i objęli prowadzenie 1-0 w serii "best-of-seven". Mecz numer 2 zaplanowano na środowy wieczór, także na Florydzie.

Reklama

- Nie wiem czy jesteśmy darzeni takim samym szacunkiem jak inni mistrzowie, ale właśnie to nas dodatkowo motywuje - powiedział Chauncey Billups, który zdobył 18 punktów i zaliczył pięć asyst. - Myślę, że rywale, z którymi gramy, szanują nas bardziej, niż ludzie "na zewnątrz".

"Tłoki"- jak to mają w swoim zwyczaju - zagrały zespołowo. Każdy z zawodników wyjściowego składu zdobył co najmniej 13 "oczek" oraz zapisał na swoim koncie minimum trzy zbiórki. - Nie zatrzymaliśmy ich, po prostu chcieliśmy tego trochę bardziej - skomentował zwycięstwo Rasheed Wallace, który zakończył mecz z dorobkiem 20 punktów (7/10 z gry) i 10 zbiórek. Popularnego "Sheeda" dzielnie wspomagali Richard Hamilton (16 pkt), Ben Wallace (13 pkt i 16 zbiórek) oraz Tayshaun Prince (13). Swój udział w zwycięstwie mieli też gracze z ławki: Antonio McDyess rzucił 10 punktów (5/6 z gry), a Carlos Arroyo, mimo zerowego dorobku punktowego, popisał się aż siedmioma asystami.

Przed rozpoczęciem serii wiele pisało się i mówiło o Shaqu. Najlepszy środkowy ligi, który zmaga się ostatnio z urazem uda, zagrał nie najgorzej (w ciągu 34 minut zdobył 20 punktów, trafiając 9 z 14 rzutów z gry), ale zebrał tylko pięć piłek z tablic i został zupełnie wyłączony w kluczowym momencie meczu. - Mam nadzieję, że w następnych meczach będziemy silniejsi - wyjaśnił Shaq, który zdobył ostatni punkt (z rzutu wolnego) dla gospodarzy w meczu numer 1, na 4,5 minuty przed końcem!

Od stanu 80:80 (pięć minut przed końcem IV kwarty) dominowała już defensywa "Tłoków", którzy zdobywali punkty w końcówce głównie za sprawą Billupsa.

W drużynie z Miami, która poniosła pierwszą porażkę w trwającym "postseason", ciężar gry na swoje barki próbował wziąć Dwayne Wade, ale tym razem zawiódł, często za bardzo spiesząc się z oddaniem rzutu. - Podjąłem sporo złych decyzji i chcę to poprawić - samokrytycznie przyznał rozgrywający, który zdobył 16 punktów, trafiając jednak tylko 7 z 25 rzutów z gry.

Zobacz WYNIKI oraz zdobywców punktów w NBA Playoffs 2005

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje