Reklama

Reklama

"Pirlo nazywa mnie Dudek"

20-letni Michał Miśkiewicz, to utalentowany polski bramkarz, który od półtora roku jest zawodnikiem AC Milan. Po kontuzji Cristiano Abiattiego został przeniesiony z zespołu Primavera do kadry pierwszej drużyny. Tym samym wychowanek Kmity Zabierzów został trzecim bramkarzem jednego z najsłynniejszych klubów świata.

Miśkiewicz do Milanu trafił półtora roku temu. Transfer ten pilotował włoski menedżer, działający m.in. na polskim rynku Gianluca Di Carlo

- Jak to się stało, że został pan włączony do kadry pierwszego zespołu?

- Pomógł mi pech Christiano Abbiatiego, który doznał poważnej kontuzji i czeka go operacja. W kadrze pierwszego zespołu zostali tylko Dida i Zlejako Kalac, więc ja zostałem tym trzecim. We Włoszech na ligowe mecze zabiera się zawsze trzech bramkarzy. Więc polecę na niedzielny mecz do Neapolu.

Skoro awansował pan z Primavera do kadry pierwszego zespołu, to wynika z tego w tej młodzieżowej drużynie jest pan numerem jeden...

Reklama

- Od dwóch miesięcy bronię regularnie, a ostatnio obroniłem trzy rzuty karne w meczach z Albinoleffe, Viareggio i z Brescią. Ten fakt też mi pewnie pomógł w awansie do pierwszego zespołu.

Jak Milanowi wiedzie się w rozgrywkach Primavera?

- Tak, sobie. Ostatnio trochę lepiej, zaczęliśmy wygrywać. Jesteśmy chyba na ósmym miejscu. Za to awansowaliśmy do półfinału Pucharu Włoch.

Czy już pan trenował pod okiem Carlo Ancellottiego?

Już wcześniej z dziesięć razy byłem zapraszany na treningi pierwszego zespołu, a teraz jeszcze nie, gdy w środę gramy zaległy ligowy mecz w Primavera z Cagliri i poleciałem na Korsykę.

Czy dla pana nie byłoby lepiej grać regularnie w zespole młodzieżowym, niz siedzieć na trybunach w spotkaniach serie A?

Będę to jakoś godził. W następnym meczu w Primavera też zmierzymy się z Cagliari, ale w sobotę, więc zagram, a potem polecę z pierwszym zespołem do Neapolu.

Czy treningi z gwiazdami Milanu były dla pana dużym przeżyciem?

Na pewno, ale ja już w ośrodku Milanello trenuje już od sierpnia, więc widuję ich niemal codziennie.

A gwiazdorzy Milanu już kojarzą pana?

Niektórzy tak. Słyszałem, że Pirlo nazywa mnie "Dudek". Oczywiście bliższy kontakt mam z bramkarzami.

Czy rozmawiał pan już z trenerem Carlo Ancelottim?

Nie, kontaktuję się z trenerami bramkarzy - Villiamem Vecchim i Valerio Fiorim. Zwłaszcza z tym drugim.

Czy przyzwyczaił się pan już do życia we Włoszech?

Tak, jestem tu już półtorej roku. Poznałem język, swobodnie się dogaduję.

Gdzie pan mieszka?

Klub dla młodych piłkarzy wynajmuje kamienicę. Jest tam kilkanaście małych mieszkań. W naszej drużynie są nie tylko Włosi, ale też Słoweniec, trzech Nigeryjczyków i piłkarz z Sierra Leone.

Często odwiedza pan Polskę?

Nie byłem w kraju od świąt Bożego Narodzenia, ale na pewno zjawię się w domu na kilka dni na Wielkanoc..

Do kiedy jest pan związany kontraktem z Milanem?

- Do połowy 2010 roku. Podpisałem trzyletnią umowę i wypełniłem ją już w połowie. Moim celem, jest aby została przedłużona.

A kiedy debiut w pierwszym zespole Milanu?

Oj nie wiem. To jest moje ogromne marzenie. Liczę, że się spełni.

Rozmawiał Grzegorz Wojtowicz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL