Reklama

Reklama

Piłkarze Lecha zawodzą i tracą fortunę

Piłkarze poznańskiego Lecha zawodzą. Na finiszu pierwszej części rozgrywek zajmują zaledwie piątą pozycję. Zawodnicy z Bułgarskiej walczą nie tylko o punkty, ale także o duże pieniądze.

Jeśli nadal będą grać tak słabo, to koło nosa przejdzie im okrągła sumka. Przypuszcza się, że chodzi o około milion złotych! Co muszą zrobić zawodnicy, by te pieniądze otrzymać? Przede wszystkim wygrać wszystkie mecze do końca pierwszego etapu ligowej rywalizacji, a także zakończyć rundę na podium.

Jest o co walczyć zwłaszcza, że kurek z pieniędzmi został wyraźnie przykręcony - pensje graczy zostały zamrożone. Wynagrodzenie zostanie wypłacone jeśli zrealizują postawiony przed nimi konkretny cel.

Sternicy klubu ze stolicy Wielkopolski na przedstawione powyżej rozwiązanie zdecydowali się po odpadnięciu zespołu z rozgrywek Pucharu Polski, którego Lech był zdecydowanym faworytem. Taki obrót sprawy wyraźnie rozsierdził szefostwo "Kolejorza". Postanowili oni więc zamrozić swoim pracownikom pensję do końca obecnej rundy.

Reklama

Piłkarze Lecha za każdą ligową wygraną otrzymywali do podziału około 140 tysięcy zł. Za ligowy remis stawka do podziału była adekwatnie niższa, czyli przypuszczalnie około 60 tysięcy zł. Teraz piłkarze z tych wymienionych kwot nie widzą ani złotówki. Jeśli jednak założony plan minimum wykonają, to czeka ich bardzo duża nagroda. Każdy z piłkarzy na święta pobierze z klubowej kasy przeciętnie około 70 tysięcy zł.

Spokojni o stadion i sponsora

W cieniu słabej postawy piłkarzy klubowi sternicy walczą o jak najszybszy powrót na stadion przy Bułgarskiej. Nastąpi to jednak nie wcześniej niż wiosną przyszłego roku.

- Oficjalnego pisma od wykonawcy obiektu, że spotkania w tym roku na Bułgarskiej się już nie odbędą, jeszcze nie otrzymaliśmy. Dostaliśmy taką wiadomość drogą telefoniczną. Tłumaczenie przedstawiciela wykonawcy brzmiało, że wystąpiły przesunięcia związane z montażem głównej konstrukcji stalowej dachu. A co za tym niestety idzie, opóźnią się też inne prace, czyli chociażby położenie murawy, które ogólnie mówiąc musi nastąpić najlepiej przed świętami - mówił Arkadiusz Kasprzak, wiceprezes Lecha.

Ostatnio w Poznaniu coraz głośniej pojawia się informacja, że wiosenne potyczki na Bułgarskiej też mogą być wstępnie zagrożone. Wiceprezes Kasprzak dementuje jednak tą pogłoskę. - Na szczęście tego scenariusza nie mamy jeszcze potwierdzonego. Jesteśmy jednak na etapie zaawansowanych rozmów z wykonawcą, ale też Spółką Euro 2012, aby te doniesienia zupełnie zdementować. Nie dopuszczamy do myśli takiego scenariusza, by jeszcze na wiosnę grać we Wronkach. Dla nas są to nieprzewidywalne straty.

A co z obecnym sponsorem strategicznym klubu? Pytamy wiceprezesa w kontekście przepisów o hazardzie, jakie chce wprowadzić rząd. - Na chwilę obecną nie wiemy jak planowana ustawia miałaby wyglądać. Jesteśmy jednak aktywni w tym temacie, bo chcemy zakłady bukmacherskie w sieci pozostawić. Jest to przychód nie tylko dla naszego klubu, ale innych także. Dla całego krajowego sportu również. Pieniądze są więc znaczące. Zainteresowanych walką o te środki jest sporo. Zwłaszcza, że nasze kluby piłkarskie i nie tylko w większości są dopiero na etapie poważnego rozwoju - tłumaczy nasz rozmówca.

- Obecnie prowadzimy intensywne rozmowy z naszym sponsorem strategicznym, ale planu awaryjnego jeszcze nie wypracowaliśmy. Wszystko dlatego, że to jest nowa sprawa - zakończył sternik klubu z Bułgarskiej.

Łukasz Klin, Poznań

Dowiedz się więcej na temat: pilkarze | zawodnicy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje