Reklama

Reklama

Piłkarze Hondurasu liczą na... prezydenta

Piłkarze reprezentacji Hondurasu liczą, że w pierwszym występie w mistrzostwach świata w RPA - w środę w Nelspruit z Chile - szczęście przyniesie im obecność na trybunach prezydenta kraju Porfirio Lobo.

"To dla nas wielki zaszczyt, że zagramy na oczach głowy naszego państwa. Prezydent już nie raz pokazał, jak bardzo kocha futbol" - powiedział trener drużyny narodowej Reinaldo Rueda.

Reklama

W sobotę uważana za jedną z najsłabszych w tegorocznym mundialu ekipa Hondurasu trenowała za "zamkniętymi drzwiami" ośrodka w Randburgu. W poniedziałek przeniesie się do Nelspruit.

Rueda, z pochodzenia Kolumbijczyk, narzekał jednak na warunki, w jakich jego podopieczni przygotowywali się do mundialu. "Nie można ich w żaden sposób porównać z tymi, w których trenowali Chilijczycy, a o czym poinformowali mnie moi +szpiedzy+. Nie znaczy to jednak, że nie mamy szans. Musimy tylko zagrać bardzo rozsądnie i inteligentnie" - przyznał.

Wciąż nie wiadomo, czy do dyspozycji trenera będą w środę największe gwiazdy drużyny: napastnicy David Suazo i Wilson Palacios.

Honduras w grupie H zmierzy się również z Hiszpanią i Szwajcarią.

Dowiedz się więcej na temat: pilkarze | prezydent

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje