Reklama

Reklama

Piłkarskie MŚ - USA '1994

W 1994 roku po raz czwarty mistrzostwo świata zdobyli piłkarze Brazylii. W finale turnieju, którego gospodarzem były Stany Zjednoczone, wygrali po rzutach karnych z Włochami 3-2.

To były świetnie zorganizowane mistrzostwa, przy wysokiej frekwencji, zakończone jednak rozczarowującym, bezbramkowym finałem.

W kraju koszykówki, baseballu, golfa i futbolu amerykańskiego, europejski "soccer" ściągnął na trybuny 3 587 538 widzów. Do eliminacji przystąpiła rekordowa liczba 147 krajów, w tym RPA po latach banicji w międzynarodowym sporcie. Kwalifikacji nie przebrnęły m.in. Anglia, Dania - mistrz Europy z 1992 roku, Portugalia, Francja (wyeliminowana przez Bułgarię po golu w ostatniej minucie meczu eliminacyjnego) i Polska. W Jugosławii trwała wojna domowa i zespoły z tego regionu nie uczestniczyły w rozgrywkach.

Reklama

Jedną z rewelacji turnieju była Bułgaria, która z poprzednich 16 meczów w MŚ nie wygrała żadnego, a w USA wywalczyła czwarte miejsce, eliminując po drodze m.in. Niemców.

Bohater Argentyny z 1986 roku Diego Maradona miał pozytywny wynik testu antydopingowego i został w niesławie wykluczony z imprezy.

Niespodzianką pierwszej rundy był awans do grona 16 najlepszych zespołów Arabii Saudyjskiej, a bramka zdobyta przez Saeda Owairana w meczu z Belgią pretendowała do miana najpiękniejszej w turnieju.

Na nic zdało się pięć goli Rosjanina Olega Salenki w apotkaniu z Kamerunem (6-1), gdyż "Sborna" odpadła już w pierwszej rundzie. Salenko wspólnie z Bułgarem Christo Stoiczkowem został królem strzelców turnieju. Obaj strzelili po sześć bramek.

W meczu z Rosją honorową bramkę dla Kamerunu zdobył Roger Milla. Mając 42 lata, miesiąc i 8 dni został najstarszym strzelcem gola w finałach mistrzostw (najmłodszym był Pele w Szwecji w 1958 roku, miał wtedy 17 lat).

Jeszcze nie zakończyły się mistrzostwa, gdy z Kolumbii nadeszła wstrząsająca wiadomość o zamordowaniu Andresa Escobara, piłkarza, który strzelił samobójczą bramkę w meczu z USA, przegranym przez jego drużynę 1:2. W kraju obciążano go winą za szybkie odpadnięcie z imprezy.

W 1/8 finału Włosi, 90 sekund przed końcem gry z Nigerią, osłabieni liczebnie, zdołali doprowadzić do wyrównania 1-1 i wygrać w dogrywce 2:1. Obie bramki zdobył Roberto Baggio, który ratował zwycięstwa także w spotkaniach z Hiszpanią 2:1 (druga bramka w 87. minucie) i Bułgarią 2-1 (dwie bramki).

W ćwierćfinałach zagrało siedem drużyn europejskich i Brazylia. Ćwierćfinał Brazylia - Holandia uznano za najlepszy mecz turnieju. 2-0 dla "Canarinhos", niedługo później 2-2 i wreszcie decydujący strzał Branco z rzutu wolnego. Telewidzowie całego świata widzieli, jak po strzeleniu gola cieszył się Bebeto, kołysząc symbolicznie niedawno narodzonego syna. Do tego gestu dołączyli dwaj koledzy napastnika i od tego czasu stał się on powszechny na piłkarskich stadionach.

W finale spotkały się zespoły trzykrotnych mistrzów świata - Brazylia kontra Włochy. Wielkie zasługi z przeszłości nie miały wpływu na poziom gry. Mecz rozczarował. Po raz pierwszy w historii przez 120 minut gry (90 plus dogrywka) nikt nie zdobył gola i zwycięzca miał zostać wyłoniony w serii rzutów karnych. Ten sam szczęśliwy i bramkostrzelny Roberto Baggio miał tym razem pecha; jego strzał z karnego poszybował nad poprzeczką. 3-2 w karnych dla Brazylii i po raz czwarty Puchar Świata pojechał do Rio de Janeiro.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje