Reklama

Reklama

Piłka bardziej betonowa

Grzegorz Lato został nowym prezesem PZPN. Po dziewięciu latach zastąpił na tym stanowisku Michała Listkiewicza. Można powiedzieć, że w polskim futbolu dobiegła kresu pewna epoka, ale czy na pewno? Komentarze są zgodne - triumfował "beton", a to oznacza konserwację obecnego układu.

Bankructwo moralne

Reklama

Po dziewięciu latach rządów Listkiewicza PZPN stał się bankrutem moralnym. Dyscyplinę toczył (toczy) rak korupcji, szkolenie młodzieży leży, infrastruktura jest na poziomie Trzeciego Świata. W tej chwili żaden, nawet uczciwy działacz, nie może z podniesioną głową powiedzieć: "pracuję w polskim futbolu".

Listkiewicz, choć nie postawiono mu żadnego zarzutu natury kryminalnej, pozwolił na to, aby pod szyldem związku powstał system korupcyjny, którego egzemplifikacją stał się słynny "Fryzjer", czyli Ryszard F., tworzący pajęczynę nieformalnych powiązań i sprawiający, że wynik wielu piłkarskich spotkań był ustalany, zanim drużyny wyszły na boisko.

Były prezes PZPN twierdził, że nic o tym nie wiedział, że związek nie miał żadnych instrumentów prawnych, aby reagować na korupcję. Fakt, odpowiednia ustawa weszła w życie dopiero w 2003 roku, ale gdy po raz pierwszy udana prowokacja policyjna zdemaskowała ,że Antoni F. brał łapówkę za ustawienie spotkania, "Listek" opowiadał o jednej "czarnej owcy".

Z czasem tych "czarnych owiec" uzbierało się ponad półtorej setki. To właśnie tacy ludzie kreowali obraz naszego futbolu, a im wszystkim patronował Listkiewicz, który stał się symbolem przywiązania do stołka. Trudno zliczyć, ile razy obiecywał dymisję. I nigdy nie dotrzymywał słowa. Wykorzystywał swoją mocną pozycję w FIFA i UEFA, a zjazdy wyborcze przesuwał, wykorzystując różne kruczki prawne.

Z jego prezesurą próbowały walczyć władze państwowe, ale robiły to w nieudolny sposób. "Listka" miało wysadzić z siodła trzech kuratorów i każdy z nich musiał w końcu ustąpić. Wojna rządu z PZPN osłabiła jednak na tyle pozycję Listkiewicza, że musiał - choć niechętnie - ustąpić. Zadowolił się posadą koordynatora ds. Euro 2012, ale wielu obserwatorów uważa, że nadal będzie kierował związkiem, tylko już z tylnego siedzenia.

Nowy prezes - Grzegorz Lato - to przecież jego człowiek, choć sam Listkiewicz unikał deklaracji poparcia dla któregokolwiek z kandydatów.

Przesłanek brak

Czy król strzelców mistrzostw świata z 1974 roku i najbardziej utytułowany polski piłkarz może pchnąć PZPN i polski futbol na nowe tory? Przesłanek ku temu nie ma żadnych. Lato był piłkarzem wybitnym, ale po zakończeniu kariery nie dokonał niczego, co mógłby zapisać w rubryce sukcesów.

Najpierw próbował sił jako trener w Stali Mielec, w Olimpii Poznań, w Amice Wronki i Widzewie Łódź. Szybko się jednak zniechęcił. W roli szkoleniowca nie zanotował spektakularnych wpadek, ale nie miał się też czym pochwalić. Pewnym cieniem na tym okresie biografii Laty kładzie się praca we wronieckiem klubie, gdy jednym z najważniejszych "bossów" był tam wspomniany Ryszard F.

Lato nie popisał się też w roli działacza. Miał ratować przed degrengoladą swój macierzysty klub - Stal Mielec. Nic z tego nie wyszło. Dzisiaj dwukrotni mistrzowie Polski pętają się w IV lidze, a stadion, który w latach 70. był dumną nie tylko podkarpackiego miasta, pogrąża się w ruinie.

Potem próbował sił w polityce. Namaszczony przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, został senatorem RP z ramienia SLD. W "izbie zadumy", jak określa się Senat, koncentrował się przede wszystkim na zadumie, gdyż ani razu nie zabrał głosu. W dwóch następnych wyborach podkarpacki elektorat pozostał nieczuły na wdzięki byłego piłkarza.

W ostatnich latach zaangażował się w działalność PZPN. Mocno wspierał prezesa Listkiewicza, bronił niezależności związku, sam mianował się liderem tak zwanego "betonu", czyli grupy działaczy związanych z terenowymi strukturami. Dość wcześnie rozpoczął kampanię wyborczą do schedy po "Listku", jako jedyny korzystał z profesjonalnej firmy PR. W środę zebrał tego efekty. Wygrał już w I turze.

W trakcie kampanii wyborczej nie chciał przedstawić swojego programu, aby nie ułatwić zdania kontrkandydatom. Podejrzenie, że takiego programu nie ma, okazało się słuszne, gdy przemawiał na zjeździe przed delegatami. Był to zbiór ogólników, nie dostrzegłem tam żadnej konkretnej wizji zmian.

Niezbyt dobrze wróży też dobór wiceprezesów. Jaki nowy system szkolenia może stworzyć Antoni Piechniczek, trener, który ostatnie sukcesy trenerskie odnosił ponad 20 lat temu? Od tego czasu w futbolu zmieniło się prawie wszystko, a pan Antoni stoi w miejscu. Za sprawy finansowo-organizacyjne ma odpowiadać śląski baron piłkarski - Rudolf Bugdoł. O jego osiągnięciach nic na razie nie wiadomo.

Czy Boniek byłby lepszy?

W opozycji do Laty stawiany był Zbigniew Boniek (Zdzisław Kręcina postrzegany był jako taki kandydat pośrodku). Były gwiazdor Juventusu i Romy miał za sobą przychylność mediów, rządu oraz wsparcie UEFA, gwarantowane przez przyjaciela z boiska - Michela Platiniego.

Na tle Laty Boniek jawił się, jako prawdziwy Europejczyk, mający wprowadzić do naszego futbolu nowe standardy. Czy był to obraz prawdziwy? W pewnym sensie tak. Tym bardziej, że Boniek był wiceprezesem PZPN ds. marketingu wynegocjował rekordowy kontrakt z Canalem +, na którym kluby sowicie się obłowiły. Z drugiej strony to Widzewowi, klubowi, którego Boniek był współwłaścicielem, postawiono zarzuty o korupcję.

Szkoda, że "Zibi" nie zamierza współpracować z nowymi władzami PZPN. To jeden z nielicznych polskich piłkarzy rozpoznawalnych na całym świecie. Na pewno bardziej niż Adam Olkowicz, który teraz ma odpowiadać za sprawy międzynarodowe.

Czy wybór Laty zakończy wojnę futbolową w Polsce? Bardziej realne wydaje się stwierdzenie, że to chwilowy rozejm.

Grzegorz Wojtowicz

Dowiedz się więcej na temat: prezes PZPN | PZPN | Michał Listkiewicz | Grzegorz Lato | Boniek | piłka | lato

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje