Reklama

Reklama

Pierwszy trener "wybitnie zadowolony" z Kowalczyk

Na stojąco oglądali kibice w Tychach finałowy olimpijski bieg sprinterski z udziałem Justyny Kowalczyk. W gronie osób zgromadzonych przed wielkim ekranem był pierwszy trener wicemistrzyni z Vancouver Stanisław Mrowca. "Jest super" - ocenił występ Polki.

"Zadecydował ten drugi zjazd. Mimo to jestem wybitnie zadowolony. Myślę, że Justyna raczej nie stawiała na sprint, tylko na 30 km. To niesamowity sukces. Liczyłem na jakikolwiek medal. Jest super" - powiedział Mrowca zaraz po zakończeniu wyścigu.

Reklama

"Trzymajcie kciuki, a będzie dobrze. Justyna lubi bezpośrednią rywalizację, dlatego najgorsze były dla niej eliminacje. Widać, że jest mocna. Poprawiała czasy, nie da sobie w +kaszę dmuchać+. Brawa należą się Petrze Majdić (Słowenka upadła i mocno potłukła się na treningu). Pokazała, co to znaczy upór" - mówił podczas półfinałów.

Kibice krzyczeli "dawaj, Justyna , dawaj". Milkli, kiedy Polka wchodziła w trudne, ostre zakręty. Wyraźnie też zaimponowała im Majdić, a żywą dyskusję na temat zabezpieczenia trasy wywołał jej upadek. Prawie nie zauważona przeszły z kolei biegi mężczyzn.

Jeden z kibiców, patrząc na rywalizację biegaczek, zapytał trenera, czy Kowalczyk ma chłopaka. "Nie wiem. Nie mówi o tym. Ale sądzę, że ona 90 procent swojego czasu poświęca sportowi i jest pod każdym względem fenomenem. Znajduje się na początku wielkiej drogi" - odpowiedział Mrowca.

A kibice długo oglądali telewizyjne powtórki. "Szkoda, że się nie udało wywalczyć złota. Ale... jest srebro, jest medal - trzeba się cieszyć" - mówili.

Dowiedz się więcej na temat: kibice | Kowalczyk | Justyna Kowalczyk - Vancouver 2010

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje