Reklama

Reklama

Piękny triumf Orłów Leo!

Po znakomitym, trzymającym do końca w emocjach meczu Orły Leo Beenhakkera pokonały Czeskie Lwy! Gole strzelali Paweł Brożek i Jakub Błaszczykowski. Polska nadal liderem grupy A eliminacji do MŚ 2010 r.!

Choć Leo nie lubi spoglądać na futbol historycznie, trudno nie doszukać się analogii do wygranej z Portugalią. Dwa lata temu, również 11 października, również na Stadionie Śląskim, gdy sędziował ten sam arbiter pobiliśmy czwartą ekipę świata, choć mało kto w to wierzył. Teraz po dwumeczu ze Słowenią i San Marino mało kto stawiał na Polaków, a jednak poradziliśmy sobie z faworyzowaną ósmą drużyną świata.

Marzenia Leo i 40 mln Polaków zaczęły się spełniać w 27. min, gdy po wspaniałej dwójkowej akcji z Jakubem Błaszczykowskim Paweł Brożek strzelił gola. Kuba przedarł się środkiem boiska niczym czołg "Twardy". Czesi popychali go, Radoslav Kovacz próbował nawet podłożyć nogę, ale nasz skrzydłowy nie upadł, tylko oddał piłkę do Pawła Brożka. "Brozio" z 18 m wypalił w lewy róg. Petr Czech wyciągnął się jak struna, ale nie sięgnął piłki! Szał radości na trybunach, Brożek utonął w objęciach kolegów! Zresztą to była akcja marzeń. Nic dziwnego, że gdy Paweł schodził z boiska, by zrobić miejsce Robertowi Lewandowskiemu, żegnały go brawa na stojąco i gromkie "Dziękujemy!".

Reklama

Przydało się w tym meczu zgranie, jakie Kuba z "Broziem" wynieśli z Wisły. Ich akcje były szybkie, płynne, podawali sobie niemal na pamięć.

Co sprawiło, że wątły Kuba z Truskolasów pod Częstochową tak twardo stąpa po ziemi (robi to zresztą dosłownie i w przenośni)? - Gdy byłem jeszcze kilkuletnim chłopcem na podwórku w Truskolasach walczyłem o piłkę, nawet w zimie na śniegu, z roślejszymi bratem i wujkiem Jurkiem Brzęczkiem. To mnie zahartowało - opowiadał nam.

Mecz był emocjonujący i stał na wysokim poziomie. Zgodnie z oczekiwaniami Czesi byli niesamowicie groźni. Piłka chodziła im od nogi do nogi na szybkości, która jest niespotykana na polskich boiskach. Już w 2. minucie Milan Barosz uciekł Michałowi Żewłakowowi i tylko czujność Artura Boruca spowodowała, że nie przegrywaliśmy 0:1 po strzale Miroslava Slepicki. Nasz bramkarz uratował nas też w 21. min, broniąc nogami, ale Orły ani myślały spokojnie patrzeć na ataki "Czeskich Lwów". Ruszyły do przodu zadziornie, z zębem.

Dobrze radził sobie Rafał Murawski, błyszczał Roger i jak zwykle Kuba. Po prostopadłym podaniu "Rogerowskiego" wydawało się, że gola musi zdobyć Jakub Wawrzyniak, ale ofensywnie usposobiony obrońca Legii zgasił piłkę na klatce piersiowej, by z 11 m z woleja posłać ją dwa metry nad bramką.

Często udawało nam się zamykać Czechów w ich polu karnym. Mieliśmy przewagę w posiadaniu piłki (60 do 40 procent czasu po 30 minutach gry) i w rzutach rożnych (5-2 po pół godzinie).

Trzeba przyznać, że Leo Beenhakker trafił ze składem. Zrobił wszystko, by na boisku znaleźli się ograni, a nie grzejący ławę w swych klubach zawodnicy. Stąd pewnie decyzja o posadzeniu w rezerwie "Gladiatora" Jacka Krzynówka, który ma ogromne serce do walki, ale przez siedzenie w rezerwie Wolfsburga zapomniał już zapach trawy. "Krzynek" wszedł w końcówce I połowy, by zastąpić kontuzjowanego Kubę Wawrzyniaka. Kuba trzymał się za mięsień czworogłowy. Leo zapytał go co się stało i pocieszająco poklepał po plecach.

Kibice od początku popierali naszego selekcjonera (ogłuszające "Leo!" już przed meczem) i wyrażali wyjątkowo głośną dezaprobatę dla PZPN-u.

Po przerwie zagraliśmy jeszcze lepiej, wręcz koncertowo. Załatwiliśmy Czechów ich własną bronią - cierpliwą aż do bólu obroną i zabójczymi kontrami. Jak ta z 53. min, która dała gola na 2:0. Roger, stojąc tyłem do bramki rywala, z pierwszej piłki zagrał do wychodzącego idealnie w tempo (nie było mowy o spalonym) Błaszczykowskiego. Kuba od razu ściął do środka, by mieć możliwość strzału, a nie tylko podania. Piłkarz Borussii zdecydował się na indywidualne kończenie akcji i całe szczęście! Wspaniałą podcinką nad wychodzącym z bramki Czechem zdobył pięknego gola!

Graliśmy, jak z nut. Leo jeszcze raz dowiódł, że z resztek polskich piłkarzy grających jeszcze za granicą i z najlepszych ligowców można stworzyć ekipę, która stawi czoła takiej piłkarskiej potędze, jak Czechy.

Owszem zdarzały się błędy. Jak ten z 63. min, gdy Mariusz Lewandowski zrobił na środku o jedno kółeczko za dużo, co kosztowało nas stratę i groźną kontrę (uratował sytuację przytomnym wybiciem na aut Dariusz Dudka), ale były one nieliczne. Na dodatek we wspomnianej sytuacji wyszło, że mamy team, a nie zlepek przypadkowych piłkarzy. "Lewy" przeprosił za błąd podnosząc rękę do góry, zresztą nikt nie miał do niego pretensji, bo "jeden za wszystkich, wszyscy za jednego".

Gdy w końcówce było ciężko, bo przesuwanie strefy i uganianie się za szybki rywalami kosztowały sporo sił, "Kocioł Czarownic" ryknął "Jesteśmy z Wami Polacy!". To jedna z tych chwil, gdy człowiek czuje się dumny, że przyszedł na świat właśnie tu, w kraju nad Wisłą.

Czesi dwoili się i troili. Jeden z lepszych bocznych obrońców świata Marek Jankulovski wypruwał żyły, by zagrozić bramce, ale w starciach z Kubą Błaszczykowskim i Marcinem Wasilewskim nie było mu łatwo. Tak samo jak gwieździe Galatasaray Baroszowi - z Dudką, czy Żewłakowem. Podobał się zwłaszcza "Dudi", który przecież nie gra ostatnio w Auxerre, na stoperze nie widziano go od co najmniej od roku. Zagrał tak, jakby był podstawowym stoperem nie przeciętnego klubu z Burgundii, tylko potentata Olympique Lyon. Na "zero" w tyłach i dobrze pod bramką rywala. W 71. min po rzucie rożnym Krzynówka "Dudi" zagłówkował tak, że tylko refleks Petra Czecha uratował Czechów.

Honorowego gola dla ekipy Petra Rady strzałem głową po centrze Sverkosza zdobył rezerwowy napastnik Martin Fenin, grający w Eintrachcie Frankfurt.

Ale nawet ten gol nie zmącił festiwalu na Śląskim. 45 tys. ludzi bawiło się po końcowym gwizdku w rytm przeboju Queenu "We are the Champions"! Tego dnia te słowa brzmiały wyjątkowo aktualnie, bo Polacy zagrali jak mistrzowie i zasłużenie ograli faworyta grupy A.

Polska - Czechy 2:1 (1:0)

Bramki: dla Polski - Paweł Brożek (27), Jakub Błaszczykowski (53); dla Czech - Martin Fenin (87-głową).

Żółte kartki: Dariusz Dudka (Polska), Radoslav Kovac (Czechy).

Sędzia: Wolfgang Stark (Niemcy). Widzów: 45 000.

Polska: Artur Boruc - Marcin Wasilewski, Michał Żewłakow, Dariusz Dudka, Jakub Wawrzyniak (43-Jacek Krzynówek) - Jakub Błaszczykowski, Mariusz Lewandowski, Rafał Murawski (90+1-Tomasz Jodłowiec), Euzebiusz Smolarek - Roger Guerreiro - Paweł Brożek (69-Robert Lewandowski).

Czechy: Petr Cech - Zdenek Grygera (58-Libor Sionko), David Rozehnal, Tomas Ujfalusi, Marek Jankulovski - Zdenek Pospech, Radoslav Kovac, Jaroslav Plasil, Radek Sirl - Milan Baros (81-Martin Fenin), Miroslav Slepicka (58-Vaclav Sverkos).

Statystyki meczu:

Strzały 9:9

Celne 6:4

Faule 13:13

Rogi 8:7

Spalone 6:5

Kartki 1:1

Michał Białoński, Rafał Walerowski, Chorzów

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama