Reklama

Reklama

Peszko: W Lechu bym to strzelił

- Jestem przekonany, że chociaż jedną z tych dwóch okazji, jakie miałem w meczu z Rumunią wykorzystałbym - powiedział nam Sławomir Peszko.

INTERIA.PL: Której sytuacji żałujesz bardziej - pierwszej, czy drugiej?

Sławomir Peszko, skrzydłowy Lecha i reprezentacji Polski: - Pierwszej, bo chciałem tylko trafić w piłkę i wiedziałem, że będzie bramka. Na tej murawie okazało się to być jednak cudem.

A w drugiej sytuacji nie korciło cię, żeby po minięciu bramkarza od razu kopnąć piłkę do pustej bramki? Nie wierzyłeś w lewą nogę?

- Wierzyłem i miałem nawet taki plan, że bramka jest pusta, więc na nią uderzę. Później jednaj coś zaświtało mi w głowie, że może jednak przełożę na prawą nogę i wtedy będę miał otwartą drogę do bramki, czystą pozycję i piłkę na mojej sprawniejszej nodze. Okazało się jednak, że mnie zablokowali.

Reklama

Możesz się przynajmniej pocieszać, że grając w końcówce dochodziłeś do najlepszych sytuacji, jakie stworzył zespół w całym meczu.

- Nie usprawiedliwia mnie to, bo powinienem choć jedną bramkę strzelić. W Lechu bym strzelił.

Grałeś tak nietypowo, na środku, a nie na prawej stronie. Zalecenia trenera Smudy?

- Tak, trener wyznaje całkiem inną taktykę, niż trener klubowy. U trenera Smudy nawet boczny pomocnik w momencie walki o piłkę ma zagęszczać środek, a później pokazywać się na piłki prostopadłe.

Rozmawiał w Warszawie Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy