Reklama

Reklama

Peszko: Naważyliśmy sobie piwa

W drugiej połowie wyraźnie opadliśmy z sił, choć założenia mieliśmy takie same jak w pierwszej połowie. Mieliśmy mocno zaatakować rywala, strzelić drugą bramkę i wygrać. Niestety, nie udało się - mówił po zremisowanym 1:1 spotkaniu z Ruchem Chorzów Sławomir Peszko, pomocnik "Kolejorza".

W drugiej połowie wyraźnie opadliśmy z sił, choć założenia mieliśmy takie same jak w pierwszej połowie. Mieliśmy mocno zaatakować rywala, strzelić drugą bramkę i wygrać. Niestety, nie udało się - mówił po zremisowanym 1:1 spotkaniu z Ruchem Chorzów Sławomir Peszko, pomocnik "Kolejorza".

- Mnie, powiem szczerze, w drugiej połowie brakowało już sił. Drugą połowę miałem słabszą od pierwszej. Za resztę chłopaków nie mogę mówić. Kibice się niecierpliwią, bo mają do tego pełne prawo. Sami sobie piwa naważyliśmy, a więc teraz musimy je wypić. Musimy się jak najszybciej zrehabilitować. Zapewniam, że nie rezygnujemy z walki o jak najlepsze miejsce w lidze - powiedział Peszko.

- Łatwo nam nie będzie. Do końca cztery mecze, ale nie możemy panikować. Musimy jutro usiąść na spokojnie i przeanalizować wszystko. Mamy jeszcze kilka meczów, nie możemy się poddawać. Mam nadzieję, że przełamiemy się w Warszawie - dorzucił "Puszkin".

Reklama

- Coś jest w tym, że za szybko zdobywamy bramki, potem się rozluźniamy i rywal strzela nam gola. Musimy to zmienić. Winę za bramkę wyrównującą dla Ruchu biorę częściowo na siebie, bo zlitowałem się nad leżącym Jakubie Wilkiem. Jak się okazało, zupełnie niepotrzebnie - zakończył Peszko.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL