Reklama

Reklama

Paszke przerwał rejs dookoła świata

Roman Paszke, który z powodu awarii "Gemini 3" przerwał w piątek w nocy samotny rejs dookoła świata, ocalił katamaran przed zatonięciem i w sobotę rano polskiego czasu dopłynął do argentyńskiego portu Rio Gallegos.

Informację potwierdził szef komunikacji rejsu Janusz Cieliszak.

Reklama

Przez ponad dobę 60-letni Paszke walczył o uratowanie jachtu, gdy z niewiadomych jeszcze przyczyn lewy pływak zaczął nabierać wody.

W chwili awarii potężnego "Gemini 3" (długość 27,43 m, szerokość 14 m, wysokość masztu 33 m) żeglarz znajdował się 314 mil morskich od przylądka Horn. 14 grudnia gdańszczanin wystartował z Wysp Kanaryjskich w samotny rejs dookoła świata z zamiarem poprawienia rekordu opłynięcia globu trudniejszą trasą pod wiatr.

Przez dobę gdańszczanin walczył o ocalenie jachtu. - Sytuacja była bardzo poważna. Przeciążenie pływaka groziło przełamaniem - podkreślił specjalizujący się w elektronice jachtowej, systemach komunikacji satelitarnej oraz meteorologii Robert Janecki (Jabes) z Mrągowa, który kieruje Zespołem Brzegowym, wspomagając kolegę (razem płynęli w regatach dookoła świata The Race 2000) m.in. w prognozach pogody. Od piątkowej nocy non stop analizuje sytuację nawigacyjną i doradza kapitanowi.

Henryk Jaskuła, który w październiku skończył 88 lat, wyraził żal, że doszło do takiej sytuacji z "Gemini 3".

- Romek miał niewiele do Hornu i bez problemów przebyłby tę trasę do niedzieli rano. Trafiłby na zaproszenie do wygodnego przejścia na Pacyfik. Ta awaria to wielka szkoda, wprost niezrozumiała, chociaż stało się to w sztormie... - wspomniał pierwszy Polak i trzeci żeglarz w historii, który samotnie, bez zawijania do portów okrążył Ziemię z Gdyni do Gdyni. Dokonał tego na jachcie "Dar Przemyśla" od czerwca 1979 do maja 1980 roku wokół Przylądka Dobrej Nadziei, na południe od Australii i Nowej Zelandii oraz wokół Hornu.

Jak na ironię losu, kiedy Paszke walczył o uratowanie jachtu, czternastoosobowa załoga wielkiego francuskiego trimarana "Banque Populaire V", którym dowodził Loick Peyron, wynikiem 45 dni 13 godzin 42 minuty 53 sekundy ustanowiła rekord opłynięcia kuli ziemskiej i tym samym zdobyła Jules Verne Trophy.

Poprzedni rekord należał do Francka Cammasa. W 2010 roku francuski kapitan na trimaranie "Groupama 3" opłynął z teamem glob w 48 dni 7 godzin 44 minuty i 52 sekundy.

"Banque Populaire", największy wielokadłubowiec na świecie, rozpoczął rejs 22 listopada. W nocy z piątku na sobotę zamknął pętlę między wyspą Quessant koło Brestu, a Przylądkiem Lizard, u wejścia do Kanału La Manche. Pokonał dystans 29 tys. mil morskich.

Jak wspomniał Paszke, z Loickiem Peyronem zna się od dawna. Zbliżali się do siebie przeciwnymi kursami, ale nie mieli szansy na bliskie spotkanie. Dziesięć dni temu minęli się w odległości około 400 mil, mniej więcej na wysokości Rio de Janeiro.

Dotychczas tę trasę (kurs z Europy najpierw na Horn) pokonało sześciu żeglarzy, natomiast z wiatrem (kierunek na RPA) blisko 200. Oba rekordy należą do Francuzów. Jean-Luc van den Heede płynął drogą, jaką pokonywał Paszke, 122 dni od listopada 2003 do marca 2004 roku, natomiast Francis Joyon, w przeciwną stronę, 57 dni na przełomie 2007 i 2008 roku.

Obecnie samotny rejs dookoła świata odbywa Tomasz Cichocki na jachcie "Polska Miedź", który po minięciu Australii i Nowej Zelandii zbliża się do przylądka Horn z drugiej niż Paszke strony.

Dowiedz się więcej na temat: Rio | Roman Paszke | paszke

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje