Reklama

Reklama

Paraolimpiada: Ciepłe powitanie drugiej tury sportowców na lotnisku

Na lotnisku im. Fryderyka Chopina w Warszawie powitano drugą grupę sportowców reprezentujących Polskę na 14. Paraolimpiadzie w Londynie. Huczne brawa i okrzyki "Dziękujemy, dziękujemy" przez dłuższy czas rozbrzmiewały w hali przylotów.

Członkowie rodzin, przyjaciele, licznie zgromadzeni kibice godnie powitali polskich paraolimpijczyków. Nie zabrakło również odśpiewanego "Sto lat". Sporą grupę stanowili fani mistrza paraolimpijskiego w szabli na wózkach Grzegorza Pluty, którzy przyjechali z Sobolewa zrobić mu niespodziankę. "To ogromna radość, że Grzesiek zdobył medal. Cieszymy się razem z nim i dlatego chcieliśmy mu zgotować miłe powitanie" - mówili.

Wołaniom "Złoty Grześ mistrzem jest" nie było końca. Bliskim Pluty towarzyszył transparent z napisem "Grzesiu nasz złociutki". Banery przynieśli też inni kibice. Można było na nich przeczytać m.in. "Witamy naszych olimpijczyków".

Reklama

Najmłodsi miłośnicy sportu trzymali w rękach kolorowe laurki.

"Przygotowały je i wręczą paraolimpijczykom dzieci z naszego przedszkola. Jako że jest to placówka integracyjna, ci sportowcy są dla nas wyjątkowi. Wcześniej przeprowadziliśmy specjalne zajęcia. Nauczycielki najstarszych grup opowiadały o tym, czym jest paraolimpiada, kim są sportowcy, a także dlaczego to jest takie ważne, żeby okazać im, jak fajnymi są ludźmi" - wyjaśniła Karolina Kozak z Niepublicznego Przedszkola Integracyjnego "Tęcza" pod Warszawą.

Głos w trakcie powitania zabrali główni aktorzy londyńskiego widowiska. "Cieszę się, że przywitaliście nas oklaskami, a nie śpiewem "Polacy nic się nie stało"" - żartował, mile zaskoczony owacją kibiców, srebrny medalista w pchnięciu kulą Karol Kozuń.

Zmęczeni i jednocześnie szczęśliwi sportowcy nie kryli w hali przylotów zdumienia na widok przybyłych fanów. "Nie licząc emocji, jakie zapewniło zdobycie olimpijskiego srebra, spore wrażenie wywarli na mnie kibice zgromadzeni na lotnisku. Tak wielu ludzi nigdy nas jeszcze nie witało. To coś pięknego. Nasz sport był do tej pory trochę w cieniu, ale teraz zaczyna się coś w końcu dziać" - powiedział srebrny medalista w pchnięciu kulą Janusz Rokicki.

Zadowolony był prezes Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego Longin Komołowski, który wyraził nadzieję, że sytuacja sportowców niepełnosprawnych w kraju będzie coraz lepsza.

"Niech ta chwila wzruszenia, radości i szacunku dla osiągniętych wyników trwa długo. Oby te olimpijskie rezultaty przyczyniły się do poprawienia warunków do uprawiania sportu przez osoby niepełnosprawne, rozwoju poszczególnych dyscyplin oraz wzrostu prestiżu Polski na arenie międzynarodowej. Ci sportowcy to nasi bohaterowie" - podkreślił z dumą.

Wielu paraolimpijczyków zwracało uwagę na fakt, iż ich trening jest niemal taki sam jak ćwiczenia całkowicie zdrowych sportowców.

"Dobrze przetrenowałem ostatnie cztery lata, co też zaowocowało tym sukcesem. Nasze przygotowania bardzo niewiele różnią się od treningów ludzi pełnosprawnych" - zaznaczył Rokicki.

Zapytany o plany na przyszłość, przyznał, że chce osiągać coraz więcej. "Czeka mnie miesiąc wolnego, a potem znowu zacznę wypracowywać swoją formę na kolejne imprezy. Rio? Nie mówię "nie"" - zapowiedział.

Humory dopisywały wszystkim kadrowiczom. Powitanie nie trwało jednak długo. Tuż po nim sportowcy udali się bowiem na spotkanie z prezydentem i premierem.

"Biało-czerwoni" pojechali na 14. Paraolimpiadę w 101-osobowym składzie. Z Londynu przywieźli 36 krążków (14 złotych, 13 srebrnych i 9 brązowych), ustanowili też pięć rekordów świata. W klasyfikacji medalowej Polska uplasowała się na dziewiątym miejscu wśród 75 krajów, których reprezentanci stawali na podium tej imprezy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama