Reklama

Reklama

Osłabiona Juvenia dostała lekcję od mistrzów Polski

Trudno było spodziewać się niespodzianki w starciu pierwszej i dziewiątej drużyny tabeli. Mimo to, Juvenia Kraków jechała na mecz do Sopotu pełna chęci, by przynajmniej postraszyć mistrzów Polski. Ogniwo od początku dyktowało jednak warunki gry i pozwoliło gościom tylko na jedno, honorowe przyłożenie, wygrywając 52:7 (33:0).

Smoki pojechały do Sopotu osłabione brakiem swojego nominalnego młynarza, a w ostatnich tygodniach również kopacza - Dylana Krugera. Na pierwszej linii zabrakło również Marcina Siemaszko, za to do składu wrócili nieobecny w ostatnich potyczkach ligowych Krzysztof Gola oraz Jakub Kijak. Ten ostatni, podobnie jak Michał Jurczyński i Alwyn van Vuuren opuścili niestety boisko w pierwszym kwadransie gry z powodu kontuzji.

- Nie chcę tłumaczyć wysokiej porażki brakami kadrowymi - mówił po meczu zawiedziony Konrad Jarosz. - Oczywiste jest, że przegraliśmy zbyt wysoko. Popełnialiśmy zbyt wiele błędów w obronie, a gdyby Ogniwo nie gubiło piłek w kilku kluczowych momentach, porażka mogła być nawet wyższa...

Reklama

Mistrzowie Polski rzeczywiście zdominowali przyjezdnych. Pierwsze przyłożenie zdobyli już po niespełna siedmiu minutach gry, gdy na polu punktowym zameldował się Mateusz Plichta. Łącznik młyna gospodarzy, później jeszcze dwukrotnie lądował z piłką za linią końcową, zaliczając hat-trick przyłożeń. Momentami wydawało się, że krakowianie są w stanie zatrzymać napór faworytów, jednak w  grze otwartej przewaga była jednoznaczna.

Do przerwy Ogniwo zaliczyło pięć przyłożeń. W drugiej odsłonie sopocianie również szybko zdobyli  kolejną "piątkę", ale potem przedzieranie się na pole punktowe krakowian przychodziło im już nieco trudniej. W końcu też przyszła szansa na honorowe punkty. Igor Kocimski dobrze wyprowadził atak, wpuszczając w lukę Rafała Lewickiego. Skrzydłowy krakowian minął kilku rywali i kopnął piłkę na wolne pole. Tam dopadł do niej Marcin Morus, zdobywając honorowe przyłożenie. Kocimski podwyższył, ale to było wszystko, na co stać było tego dnia podopiecznych Konrada Jarosza.

- Jesteśmy ciągle młodą ekipą, ale myślę, że powinniśmy już wymagać od siebie zdecydowanie więcej. A to więcej to nawiązywanie równorzędnej walki z czołówką tabeli. Dziś tego niestety nie zaobserwowaliśmy - zakończył rozgoryczony szkoleniowiec.

Już za tydzień Juvenia Kraków zmierzy się na własnym boisku z Pogonią Siedlce. To kolejne starcie z zespołem walczącym o medale, więc o zwycięstwo nie będzie łatwo. Jednak jeśli Smoki chcą jeszcze w tej rundzie zrobić niespodziankę - będzie to najlepsza okazja.

Ogniwo Sopot - Juvenia Kraków 52:7 (33:0)


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje